Sobotni cotygodniowy motywator biegowy

Człowiek jest tak już skonstruowany, że potrzebujemy do życia różnych motywacji. W pracy jest to oczywiście wynagrodzenie i różne pozafinansowe motywacje zawodowe. W rodzinie także wzajemnie się motywujemy różnymi ekstrasami  wzmacniającymi nasz związek. Praktycznie by żyć i realizować nasze zadania w każdej sferze naszego pobytu na tym padole łez potrzebujemy jakiejś motywacji. Można co prawda żyć bez motywacji, bez celów, ale jest to taka sztuka dla sztuki, nie wiadomo po co, takie trwanie dla trwania.

Podobnie jest z naszymi pasjami. Sama pasja dla pasji w pewien sposób nas napędza, ale w pewnym momencie czegoś brakuje. Pasja by płonęła pełnym ogniem potrzebuje podpałki, takiego doładowania do pieca. W przypadku osób biegających, są to różnego rodzaju biegi zorganizowane. One dają nam kopa codziennych, czy chociaż parę razy w tygodniu robionych treningów. Kółko się tutaj zamyka: jeżeli nie będziemy trenowali, nie opcji wystartowania, bo nie dobiegniemy, a kiedy chcemy poczuć napędzający nas ogień startu, to musimy trenować. Tylko kiedy możemy czuć ten startowy ogień. W końcu ile razy można w ciągu roku startować w biegach zorganizowanych. Raz to koszty, dwa dotarcie w różne miejsca. Do tematu wycieczek i turystyki biegowej wrócę w jutrzejszym wpisie, dzisiaj chcę się zatrzymać na najmniej kosztownej i najprostszej motywacji biegowej.

Jest to oczywiście prakrun, czyli projekt realizowany w kilkunastu krajach w ponad 1200 miejscach. Tylko w Polsce mamy już 50 lokalizacji, a w przyszłym tygodniu rusza 51 w Koszalinie ( dzięki Robercie dłużej znany) Co prawda z Koszalina do Kołobrzegu żabi skok, ale niech bedzie. Jedyny taki bieg, gdzie tydzień w tydzień zawsze o 9 rano, zawsze w tym samym miejscu w danej lokalizacji spotykają się grupy zapaleńców, by 5 kilometrów w wersji darmowej sobie pobiec. Muszę przyznać, że nic mnie tak nie napędza i motywuje do biegania i sobotniego wstawania, jak poczucie konieczności, by znaleźć się na Cytadeli w Poznaniu o godzinie 9. Dzisiaj był już mój 211 parkrun, z czego 207 w Poznaniu. Jak zwykle super organizacja, jak zwykle jeszcze bardziej fantastyczni ludzie. Piękny początek weekendu i ładowanie baterii, a jednocześnie motywowanie do bardziej wytężonej treningowej pracy. W końcu trzeba zacząć te sekundy urywać i powoli wracać do czasów, które kiedyś osiągałem, a które uciekły w siną dal. Ale jeszcze je dopadnę. Na wszystko przybiegnie odpowiedni czas.

Bieganie z ekstra wspomaganiem

Podczas biegania może się nam przytrafić ekstra wspomaganie. I to nie piszę o wspomaganiach żelowych, farmakologicznych i innych mniej lub bardziej akceptowalnych. Mi biega raczej o wspomaganie zewnętrzne przez inne osoby udzielane. Może ono przyjąć dwa oblicza. Wszystko jest uzależnione od nasze płci oraz preferencji w wiadomym temacie.

Pierwsze ma miejsce wtedy, kiedy biegniemy z osobą tej samej płci. Jest wtedy fajnie, biegnie się super, ale chyba czegoś brakuje. Takiego dodatkowego ekstra smaczku, który daje nam bieg z osobą innej płci. W moim akurat przypadku dotyczy to biegu z paniami. Na zdjęciu ten wpis prowadzącym widać marzenie każdego faceta, czyli biegowy trójkąt w towarzystwie dwóch Kobiet. Czego można chcieć więcej od życia? Dostaje się wtedy takiej adrenaliny biegowej, że czujemy się jakbyśmy byli niczym lokomotywa, w którą maszynista wciąż węgiel wrzuca, a my płoniemy pełnym ogniem, a nasze biegowe koła wciąż nas pchają do przodu.

W zeszłą sobotę także miałem takie ekstra wspomaganie. Co prawda zgodnie z założeniami przed biegiem Niepodległości biegłem sobie spokojnie i na luzie, kiedy nagle, gdzieś tak na wysokości 4 kilometra dobiegła do mnie inna pani. No i nagle znowu dostałem przyśpieszenia i popędziliśmy razem przerzucając się ze smakowania na pożeranie kolejnych metrów. Muszę przyznać, że nas oboje to motywująco podziałało. Pani postanowiła pokazać facetowi, gdzie biegowe raki zimują, a ja, jak to ja postaniwłem pani towrzyszyć, aby nie czuła się samotna. Z drugiej strony, tak trochę na zasadzi: ” jak to? Kobieta mnie bierze? Nie może być” I jak wspomniałem bardzo się potem to nagłe wzmocnienie przydało podczas Biegu Niepodległości. Jedno trzeba przyznać. Bieganie z takim ekstra wspomaganiem dodaje nam dodatkowego kopa. 

No, a jutro znowu wolna sobota, a to oznacza kolejną wizytę na Cytadeli. Czy znowu z jakąś Panią pogonię, to się okaże. Taka wizyta jest jak pudełko czekoladek. Wiadomo, że sama słodycz nas czeka, ale z jakim nadzieniem, tego to na razie nie wiemy. To się dopiero jutro okaże.

 

Co powinno wyróżniać dobrze zorganizowany bieg?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasem. Macieju, Marku cóż moja ocena obecnej sytuacji gospodarczo – politycznej w naszym kraju trochę się różni od Waszej, ale na szczęście jeszcze póki co każda osoba może swoje opinie wygłaszać. I ja nie mam zamiaru dzielić naszych rodaków, na tych co stoją tam, gdzie kiedyś ZOMO i na bohaterów. Nie dotyczy to tematu bloga, więc tylko od czasu do czasu delikatnie się burzę, kiedy widzę jak ładnie przebiegamy z czerwieni w brunatne barwy. Ja akurat jestem zwolennikiem stonowanych kolorów więc mi takie jaskrawości nie przypadają do gustu.

No, ale już przebiegam do głównego punktu dzisiejszego wpisu. Po ostatnim Biegu Niepodległości w Poznaniu, na portalu Maratony Polskie rozgorzała dyskusja, czy ten bieg spełniał wszystkie oczekiwania i wymagania osób biegających. I mamy tutaj dwa punty widzenia. Można napisać, że dwie skrajne odmienne oceny tego samego wydarzenia. Organizatorzy, a także osoby, dla których najważniejszy jest uzyskany czas, dobra trasa i tylko strona czysto merytoryczna wydarzenia uważają, że taki bieg, jak w Poznaniu spełniał wszystkie oczekiwania i był idealny. Świetnie przygotowana trasa, dobrze zmierzony czas, brak zatorów to jest to, czego potrzebujemy. Nic więcej biegającym nie jest potrzebne. W końcu na Zachodzie tak jest. Tam nikt nie myśli o jakiś wypasionych pakietach, czy innych fanaberiach. U nas biegający są rozpuszczeni, jak dziadowskie bicze i śmią coś żądać od organizatorów poza samym biegiem. Jakieś pakiety, srety i inne takie głupoty, o których nikt na Zachodzie nie śmiał by nawet marzyć. Tam się biega, a nie spółkuje ( w bardziej dosadnej rzecz jasna formie)

A my co? Oczekujemy pakietów, odpowiedniej atmosfery, oprawy, jak my w ogóle śmiemy cokolwiek poza samym biegiem żądać. Jesteśmy biegacze roszczeniowi i bezczelni. Odpowiem krótko: może i tak, ale od takiego Biegu, jak Bieg Niepodległości mamy prawo wymagać wymagać czegoś więcej niż biegu. To jest nasza manifestacja przynależności do tego, jakże umęczonego przez wieki kraju. I my mamy prawo żądać, by w biegu niepodległości czuć się jak na wielkim wydarzeniu, a nie kolejnym może i dobrze zorganizowanym, ale nie niczym się nie wyróżniającym od innych biegów. Bo co? Bo odśpiewaliśmy hymn, ostaliśmy rogala i medal? Poza odśpiewaniem hymnu niczym innym szczególnym ten bieg się wyróżniał. Brakował mi tej atmosfery, oprawy, czucia, że to coś więcej niż tylko tup, tup. Podczas np. maratonu jest poczucie, że to inny bieg niż inne. Są zespoły, jest oprawa, jest ogień.

Zresztą biegłem w Biegach Niepodległości  i w Obornikach, biegłem w Luboniu i tam czułem atmosferę święta. W Poznaniu był po prostu dobrze pod względem merytorycznym zorganizowany bieg, ale bez tego smaku, który stanowi o jego wyjątkowści. A dobrze zorganizowany pod każdym względem bieg, to w moim skromnym odczuciu to jest przede wszystkim atmosfera. Są biegi, gdzie czujemy święto, a są biegi, gdzie czujemy się, jakbyśmy poszli do Maryny na piwo. No i z racji, że u Maryny, to i rozkosz może się przydarzyć. Wtedy mamy przyzwoity bieg z ewentuanym dodatkiem, ale nie wyjątkowy.

Ja rozumiem Artiego i jego oburzenie, jak ja śmiem być tak roszczeniowy. Arti jest biegaczem i patrzy jak biegacz. Bieg ma być biegiem i do tego się sprawdzać. Ja z kolei oczekuję wydarzenia i czegoś więcej, niż na treningu znajdę. I bynajmniej nie dotyczy to tylko biegu w grupie, bo też mogę się umówić z paroma osobami na wspólny trening, gdzie zmierzymy sobie czas, a potem pójdziemy razem na piwo. I czym się to będzie różniło. I o tą różnicę mi biega. Myślę, że to chyba jasne. 

POSIR contra Opel Szpot kto w tym sporze ma racje?

Na wczorajsze komentarze odpowiem w jutrzejszym wpisie, gdyż jak pisałem nie chcę wpowadzać chaosu informacyjnego. 

Parę dni temu wysłałem do Opel Szpot oraz POSIR-u maile z prośbą o przedstawienie swjego zdania na temat zakończenia 10-letniego projektu pt Biegaj z Opel Szpot nad Maltą w Poznaniu.Jak wspomniałem dostałem, ku mojemu niemałemu zdziwieniu szybką odpowiedź zarówno ze strony POSIR, jak i Opel Szpot. Chcąc być obiektywnym zamieszczam oba listy. Nie będę komentował, gdyż chciałbym by każda osoba, która jest zainteresowana tematem mogła na podstawie zamieszczonych pism wysnuć własne wnioski. Na początku odpowiedź POSIR-u:

w nawiązaniu do Pana maila podtrzymujemy nasze stanowisko, wyrażone w odpowiedzi, jaką otrzymał Pan w styczniu:

(…)rzeczywiście w trakcie negocjacji pomiędzy POSiR i organizatorem imprezy pojawiła się kwota 3 tysięcy złotych. Nie wynikała ona z opłaty „za powietrze ale naturalnej eksploatacji obiektu, związanej między innymi z udostępnianiem toalet (zużycie wody, odprowadzanie ścieków) czy zaangażowaniem pracowników POSiR, a także udostępnianiem powierzchni reklamowej nie tylko w dni biegów.

Ostatecznie wczoraj, głównie z uwagi na społeczny charakter biegu i uczestniczące w nim dzieci z poznańskich szkół, ze strony POSiR padła propozycja podtrzymania dotychczasowej współpracy. Polega ona na udostępnianiu obiektu na zasadzie umowy barterowej, na mocy której organizator nie ponosił kosztów za wynajem(…) ”

Pomimo propozycji utrzymania kosztów dzierżawy obiektu na potrzebę organizacji biegów dla dzieci na poziomie sprzed roku firma Opel Szpot nie zdecydowała się na realizację projektu. Od stycznia organizator nie podjął z nami jakichkolwiek rozmów na temat powrotu imprezy nad Maltę. Tymczasem naszym zdaniem projekt mógł być realizowany na istniejących dotychczas warunkach. Chciałbym także zaznaczyć, że wszyscy pozostali organizatorzy imprez biegowych nad Maltą ponoszą koszty związane z dzierżawą obiektu.

Nie może Pan także oceniać oferty POSiR skierowanej do organizatora jedynie na podstawie doniesień medialnych i stanowiska organizatora. Oferta nie dotyczyła bowiem jedynie organizacji biegów dla dzieci. W trakcie negocjacji pojawiały się plany dużo szerszych działań, o których wiedzą tylko zainteresowane strony.

Warto także zaznaczyć, iż na podstawie Ustawy o samorządzie gminnym oraz Ustawy o finansach publicznych Samorządowe Zakłady Budżetowe, a takim są właśnie Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji, realizują zadania własne jednostki samorządu terytorialnego w zakresie kultury fizycznej i sportu, w tym utrzymywania terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych. Na podstawie wymienionych powyżej Ustaw POSiR pokrywają koszty swojej działalności z przychodów własnych — między innymi z dzierżawy obiektów i terenów. Zatem przychody z tytułu dzierżawy przeznaczane są na utrzymanie obiektów, w tym obiektów ogólnodostępnych, których chociażby nad Maltą nie brakuje. Tylko w tym roku oddaliśmy do użytku ogólnodostępne i nieodpłatne obiekty — siłownię zewnętrzną po północnej stronie jeziora i kompleks sportowo – rekreacyjny (plac do street workoutu, boiska do siatkówki plażowej i beach soccera) w pobliżu kąpieliska Malta, którego użytkowanie jest również nieodpłatne.

Nawiązując natomiast do idei wspierania dzieci i młodzieży chciałbym podkreślić, że istnieje wiele imprez sportowych i rekreacyjnych organizowanych przez POSiR, za udział w których uczestnicy nie ponoszą żadnych kosztów. Przykładami takich imprez są chociażby Sportowy Zajączek czy Puchar 5 Milionów. Każdego roku w obu tych imprezach uczestniczy ponad 2 tysiące dzieci z poznańskich przedszkoli i szkół podstawowych. Organizujemy także nieodpłatnie igrzyska młodzieży szkolnej w wielu dyscyplinach sportowych, zawody pływackie na pływalni Chwiałka, letnie wycieczki za miasto i spływy kajakowe, dla najbardziej potrzebujących rodzin organizujemy nieodpłatne sportowe półkolonie. Ponadto lokalne młodzieżowe kluby sportowe wynajmują obiekty POSiR po stawkach niekomercyjnych.

Zatem nie mogę zgodzić się z Pana opinią, iż niszczymy jakąkolwiek inicjatywę.”

Oraz pismo od Opel Szpot

„Tak naprawdę, to powiedzieliśmy wszystko na temat przyczyny rezygnacji z 10-letniego projektu, który kosztował nas około 350 000 złotych, w tym 60 000 zł to wartość nagród dla najlepszych szkół w Rankingu prowadzonym przez 10 lat. Na więcej po prostu nas nie stać, a oczekiwania POSiR opiewały na dodatkową kwotę 27 000 zł netto, czyli około 33 000 zł brutto za kolejne 9 biegów nad Maltą. Nie jest naszym celem walka z nikim, ale też nie jesteśmy workiem bez dna. Ta sytuacja mogła już mieć miejsce w roku 2015, ale wówczas interwencja  ( na naszą prośbę ) ówczesnego wiceprezydenta Poznania Arkadiusza Stasicy zapobiegła rezygnacji z tego projektu z uwagi na oczekiwania finansowe POSiR-u. W końcówce roku 2016 nastąpiła powtórna eskalacja żądań finansowych ze strony POSiR i to było przyczyną naszej decyzji. Co prawda na kilka dni przed planowaną inauguracją XI edycji  „Biegaj z Opel Szpot” ze strony POSiR nadeszły propozycje znacznie skromniejsze finansowo, ale przez 10-12 dni nie jesteśmy w stanie pozyskać partnerów, media patronów, zapewnić całą techniczną stronę oraz logistykę. Na to pracuje się kilka miesięcy, a na prowizorkę po prostu nie mogliśmy sobie pozwolić .

Na szczęście jest Swarzędz, gdzie od  lat organizujemy bieg 10 km Szpot Swarzędz, od 2 lat Półmaraton Szpot Swarzędz oraz Igrzyska Biegowe Dzieci i Młodzieży . Znakomicie układa nam się współpraca z lokalnym samorządem, Urzędem Miasta i Gminy, Swarzędzkim Centrum Sportu i Rekreacji. W naszych biegach wzięło dotychczas udział ponad 13 000 biegaczek i biegaczy oraz kilka tysięcy dzieci . Czujemy się poważnie traktowani,  odczuwamy wsparcie z wielu stron i chcemy oba nasze projekty kontynuować. Zapraszamy na biegi do Swarzędza, na nasze treningi, do członkostwa w powołanym przed rokiem do życia Klubie Ludzi Aktywnych Sportowo.

Czy żal nam „Biegaj z Opel Szpot” ? Absolutnie tak, ale nie żalimy się, tylko działamy. Że nie w Poznaniu, a w Swarzędzu ? Przecież to tylko 10 kilometrów, a jakże inne nastawienie. Zapraszamy do nas.”

Jak napisałem wcześniej powstrzymam się od komentarza zostawiając prawo do jego wygłoszenia każdej osobie, która przeczyta ten wpis. 

Czy bieganie bez zmęczenia ma sens?

Na początku ja zawsze w tym miejscu i czasie. Sławku, wszystko zależy od kontekstu w jakim dane wyrażenie zostało użyte. 

Ostatnio wbiegły mi przed oczy stwierdzenia czy też porady: jak biegać bez zmęczenia, bieganie bez zmęczenia itp.,itd. Zresztą, jak czasem zdarza mi się rozmawiać na temat naszej pasji z osobami, które nie czują do biegania mięty, to ich opinia jest prosta: wszystko pięknie, ładnie, tylko po cholerę się męczyć.  Gdyby można było biegać bez zmęczenia, to oni pierwsi i bardzo chętnieMuszę przyznać, że jest to teoria wręcz rewolucyjna. Biegać, czy też trenować jakiekolwiek sporty, ale bez wysiłku, zmęczenia i wkładania w to energii. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej, można sobie usiąść przed kompem wrzucić taką grę, czy też poszukać symulator biegania i bez żadnego wysiłku nawet biegi ultra można zaliczyć. Jest to jak najbardziej możliwe, tylko pytanie: czy ma to jakikolwiek sens.

Prawdziwy urok naszej biegowej pasji, jej piękno i to co nas do niej przyciąga, to jest właśnie wysiłek, który musimy tutaj włożyć, walka ze swoimi słabościami, pokonywanie własnych w umyśle wytworzonych barier i przesuwanie granic swoich fizycznych możliwości. Nic tak nie napędzania do treningów i startów, jak to że poczujemy po wszystkim to czasem olbrzymie zmęczenie, które jednak zmieni się w stan błogiej satysfakcji, radości i frajdy, że wbrew wszystkiemu, samym sobą i wszystkim blokującym nas zewnętrznym i wewnętrznym czynnikom daliśmy radę i dotarliśmy do mety. Kiedy czujemy, że jesteśmy na granicy naszych możliwości, że pokonanie każdego kolejnego metra przekracza nasze możliwości, a jednak walczymy i biegniemy dalej. I nagle widzimy przed sobą bramkę mety, a wtedy wszystko co słabe odpływa zastąpione niemożliwą wręcz do opisania euforią.  I to jest tak naprawdę clue wszystkiego. Niech to zmęczenie przybiegnie, będzie jak największe, niech rzuca nam kłody pod nogi, a my i tak damy radę. Pokonamy i zmęczenie i wszystkie inne cholery tamy naszej pasji stawiające.

Dlatego jak ktoś chce biegać bez zmęczenia, to proszę bardzo, ale straci całą frajdę z pasji naszej płynącą.

Niepodległościowe Szaleństwo Biegowe

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany masz rację, wczoraj pogoda na bieganie była idealna. 

Przed nami jeden z najbardziej rozbieganych weekendów i to chyba nie tylko w naszym kraju. Nie licząc pakrun oraz innych biegów z gatunku nie dotyczących wiadomego tematu obliczyłem korzystając tylko z jednej aplikacji, że odbędą się w naszym kraju 32 biegi pod flagą niepodległości rozgrywanych

 

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Gdynia

2017-11-11

5. PKO Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Rzeszów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kępno

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Warszawa

2017-11-11

Poznański Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Poznań

2017-11-11

4. Krakowski Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

XXVI Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Czechowice-Dziedzice

2017-11-11

Niepodległościowa Jedenastka

11km 000m

PL

Biały Kościół k/Krakowa

2017-11-11

Bieg niepodległości z wasem

10km 000m

PL

Wrocław

2017-11-11

Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Ostrowiec Świętokrzyski

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Żagań

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Oborniki Wlkp.

2017-11-11

XXIX Goleniowska Mila Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Goleniów

2017-11-11

7 Luboński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Luboń

2017-11-11

XXVII Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Malbok

-11-11

6. GÓRSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI O PUCHAR WÓJTA GMINY NOWA RUDA

10km 000m

PL

Świerki

2017-11-11

17. Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Białystok

2017-11-11

V Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Wolsztyn

2017-11-11

Gnieźnieński bieg niepodległości

11km 000m

PL

Gniezno

2017-11-11

XXI Bieg Niepodległości Łubianka Grand Prix Cross 2017
(rywalizacja drużynowa)

11km 000m

PL

Pigża

2017-11-11

XXVIII BIEGI NIEPODLEGŁOŚCI oraz II Marsz Nordic Walking
(rywalizacja drużynowa)

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

III Biecki Bieg Służb Mundurowych i nie tylko

10km 000m

PL

Biecz

2017-11-11

XXVIII Biegi Niepodległości

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

IV Elbląski Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Elbląg

2017-11-11

XXVIII Bieg Legionów

10km 000m

PL

Ustroń Legionów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

FI

Turku

2017-11-11

I Olsztyński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Olsztyn

2017-11-11

Jedenastka na 11 listopada

11km 000m

PL

Oświęcim

2017-11-11

XXIV OGÓLNOPOLSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI

10km 000m

PL

Góra


Potem jeszcze 12 listopada Szkarżysko Kamienna oraz Kielce

Trzeba przyznać, że to wyjątkowy projekt biegowy. Można się nawet pokusić o określenie: biegowy przemysł niepodległościowy. Do tego podejrzewam spora ilość biegów towarzyskich niezgłoszonych czy innych takich przepełnionych wolnoscią, luzem i swobodą biegową. Ilu nas w Biegach Niepodległości pobiegnie? W Warszawie limit 18.000 już zamknięty. W Poznaniu mamy już 9300 na liście, Krakowie ponad 3000, Łodzi 1200, Luboniu 1500, podobnie Wrocławiu. Czy każda osoba biegająca wystartuje w tych wyjątkowych biegach, które są dla nas jakby manifestacją naszych narodowych uczuć? Nie ma takiej opcji, ale jak nie większość, to z pewnością wyjątkowa część biegających połączy się z sobą w tym jednym, szczególnym dniu. Jako Naród, Społeczeńtwo jesteśmy bardzo w tym temacie wyczuleni. Lata rozbiorów, potem komunitycznego zniewolenia umysłów bardzo wzbudziły w nas potrzebę manifestowania naszej polskości i nawet obnoszenia, czy odziewania w pariotyczne szaty. Dlatego dziesiątki tysiące biegających wyjdzie w tym dniu na biegowe trasy, by oddać hołd tym, którzy oddawali to co mieli najcenniejsze byśmy dalej mogli się czuć Polakami i naszą polskością się obnosili. 

Ciekawi mnie ten bieg w Turku w dalekiej Finlandii. Ciekawe ilu jeszcze naszych Rodaków na obczyźnie w hołdzie Biało-Czerwonej pobiegnie.

Jeden dzień, dwa starty

No i znowu przyszły weekend będzie mocno biegowy. Muszę przyznać, że kiedyś już takie biegowe scenariusze robiłem. Zdarzało mi się biec najpierw rano parkrun, a potem gdzieś jakąś dyszkę do kompletu dokładać. Tyle, że ta dyszka była zazwyczaj zdecydowanie później. No i byłem wtedy na zupełnie innym poziomie czasowym i przygotowawczym. Biagałem wtedy parkrun na poziomie 23 minut z hakiem, a dyszki w granicach 50 minut. Obecnie mój stan biegowy sięgnął dna przebijając się wcześniej przez grubą wastwę mułu, to znaczy biegam parkun na poziomie 27-30 minut, a dyszkę to nawet powyżej godziny zdarzało mi się robić. Oznacza to nastrój biegowy bardzo pogrzebowy.

No, ale kiedy forma na dnie, to trzeba sobie coś dołożyć, na zasadzie albo zaczniemy się wynurzać, albo zatoniemy na amen. No i w przyszłą sobotę planuję o 9 parkrun, a o 10 Bieg Niepodległości, gdzie na start też będę musiał dobiec. A moją formę mogę określić słowami dawnego przeboju: „ mniej niż zero”. I tak sobie myślę „i z czym do pani trudniącej się nierządem nędzy na start?” Bliżej mi do darcia pierza i kur macania niż w biegach zorganizowanych startowania. Co prawda od tygodnia zmieniłem mój styl treningu i nawet jakąś różnicę czasową na parkrun dojrzałem, ale to jest ciągle poziom 27 minut, a nie poniżej 24.

No, ale co nas nie zabije to nas wzmocni i w przyszłą sobotę jak nic niespodziewanego się nie wydarzy znowu spróbuję zaliczyć dwa starty w jeden dzień. No i ten tydzień znowu treningowy eksperyment, czyli jutro kilkanaście kilometrów na luzie, poniedziałek bieżnia, wtorek i środa spokojne treningowe dyszki, a w czwartek trening interwałowy. No i po owocach sobotnich zobaczymy czy już coś mi to da. Co prawda na to, by owoce dojrzały jeszcze trochę czasu potrzeba, ale może już chociaż kiełkować zaczną. O życiówce, a nawet łamaniu 50 minut nawet nie marzę, ale chociaż poprawić mój ostatni wynik dyszki, gdzie szczyt poruty, czyli nawet godziny nie złamałem. Co ma być to będzie. 

Sezon na „ale piździ” – najlepszy czas na aktywność

Od tygodnia na dworze zapanował klasyczny okres na „co cię nie zdmuchnie, to cię wzmocni czyli sezon na „ale piździ” uważamy za otwarty”. Tak w sumie można określić jeden z najmniej przyjemnych okresów pogodowych w naszym kraju, czyli koniec października do początków grudnia. Czas ten możemy określić jako jesienne ostatki. W okresie tym mamy w naszym kraju stan pogodowy określany jako „ale piździ” , czyli jest albo zimno, ale wieje. Jeżeli mamy połączenie zimna z bardzo porywistym wiatrem ( niestety jest to dosyć częste), to wtedy mówimy, że piździ do kwadratu.

Generalnie, kiedy mamy ten okres, to większość naszych rodaków, kiedy nie musi wychodzić, to zamyka się w domach czekając na zimę, po której wreszcie nadbiegnie wiosna. No, może aż tak daleko jeszcze nie wybiegamy z naszymi marzeniami, ale czekamy z niecierpliwością aż ten pieprzony „ piździ time” zostanie zakończony. Dla nas, osób które z większym lub mniejszym zamiłowaniem zajmują się tuptaniem jest to idealny czas co oddawania się naszej biegowej pasji. Nie ma już upału, nie ma trzaskającego mrozu, ale jest na tyle paskudnie za bardzo nie ma co w tym czasie robić. Można co prawda siedzieć przed kompem, telewizorem czy pójść do knajpy, ale to takie życie na półśrodki. Jeżeli ktoś lubi aktywnie spędzać czas, to teraz jest na to najlepsza pora. I tu nie ma znaczenia czy mówimy o bieganiu, jeżdżeniu na rowerze, chodzeniu na siłownie, czy na sale gimnastyczne. Każda forma aktywnego spędzenia czasu w tych jakby tego inaczej nie nazwać paskudnych dniach niesie za sobą wartość dodaną. Najważniejsze jest chyba to, że zabezpieczamy się pod względem zdrowotnym, uodparniamy na zmasowany atak bakterii niosące za sobą przeróżne choróbska i które w tym czasie są szczególnie aktywne. Właśnie nasza aktywność i przebywanie na dworze buduje dookoła nas tarczę odporności. Mimo że leje, zimno i wracamy przemarznięci i przemoczeni, to jeżeli mamy już wcześniej wytworzoną tarczę ochronną, to duże prawdopodobieństwo, że okres ten przetrwamy bez strat zdrowotnych.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny powód, by aktywnie wystąpić przeciwko sezonowi na „ale piździ”. Jest to czas, kiedy ludzi bardzo często dopadają zniechęcenia, depresje i inne obciążenia psychiczne. Co ciekawe, gdzieś znalazłem informację, że najwięcej samobójstw jest popełnianych w maju i czerwcu, ale podejrzewam, że czas na „ale piździ” nie wiele tutaj ustępuje. Kiedyś może pochylę się nad tym tematem. Podsumowując: mamy czas na „al piździ” i to jest fakt bezsporny. Chcemy go dobrze przetrwać? Bądźmy w tym czasie aktywni. Biegajmy, jeździjmy na rowerze, spacerujmy, korzystajmy z siłowni, kursów tańca i innych metod ruchu. W ten sposób przetrwamy ten okres bez zbytnich strat psychicznych. 

Bieganie z podwójnym wspomaganiem

Na początku jak to zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany,w końcu musiało to nastąpić. Co do dyskusji na temat tradycji demokratycznych w naszym kraju, to nie do końca mogę się z Tobą zgodzić, nie że ma ona w naszym kraju podstaw, czy też korzeni. Oczywiście nie mówię tutaj o wynaturzonej tzw demokracji ludowej czy też komunistycznej, która była tak naprawdę dyktaturą niby to ludową przez wybrańców przez Wielkiego Brata zza Buga wspieranych sprawowaną. Mówię tutaj o czystej demokracji szlacheckiej jeszcze z końców XV, następnie XVI oraz na początkach XVII wieku w naszym kraju kwitnącej. Wtedy kiedy w Europie mieliśmy różne formy absolutyzmu połączonego z zadymami o podłożu religijnym, u nas to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Ale to jest temat na zupełnie inny wpis, który nie wiem, czy na tym blogu powinien się znaleźć.

No, ale wracam do tematu przewodniego tematu bloga. Przewodnia rola biegania…hmm też temat na wpis… Ale może w innym czasie. Bieganie, podobnie jak inne formy aktywności czasem wymaga różnych form wspomagań. Niektóre z nich są zdrowe i przez wszystkich akceptowalne, inne wręcz odwrotnie. O tych nielegalnym dopingiem trącających w tym wpisie nie poruszę, gdyż jest to temat na zupełnie inny wpis. Tak w maksymalnym skrócie wspomaganie można powiedzieć na naturalne i farmakologiczne z różnymi ekstra elementami. Tematem, tego wpisu wpisu jest wspomaganie, które można zaliczyć do formy naturalnych.

Na zdjęciach wpis ten prowadzących widać jakie miałem naturalne wspomaganie podczas maratonu w Warszawie, oraz jednego z naszych, poznańskich parkrun. Nie ulega wątpliwości, że dla nas panów najmocniejszą i najbardziej efektywną formą wspomagania jest takie czy inne wsparcie ze strony Pań. Oczywiście nie ma tu żadnego podtekstu, ani drugiego dna. Kiedy biegniemy, a obok nas zaczyna wyprzedzać nas Pani, to w tym momencie nie wiedzieć dlaczego, ale czujemy taki ogień i taką moc nas wypełniającą… No bo jak to jest… Kobieta nas bierze…. hmmm też dwuznacznie zabrzmiało. Więc może cytując klasyczne dzieło filmowe: kobieta mnie bije …. No, ale jak widać na zdjęciach się nie dawałem, chociaż z drugiej strony po zrobieniu tego zdjęcia z Warszawy z 30 kilometra, potem raptem stanąłem, jakby Panie wyssały zdjęciowo ze mnie całą moc. A może odwrotnie, gdyby nie to przyssanie się do Pań na chwilę spowodowało, że w ogóle do mety dotarłem. Kto wie, jaka jest prawda. No, a na parkrun, dzięki Paniom taką moc dostałem, że nie dosyć, że goniłem za nimi potem tak jak mogłem, to nawet stwierdziłem, że znowu zacznę tuptać, a nie człapać. Jak to Kobiety sił nam facetom dodają. Mogę napisać, że w obu przypadkach miałem podwójne wspomaganie. 

Czy mieszkańcy większych miast nienawidzą biegaczy?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Marku i Maćku bardzo ciekawe komentarze wrzuciliście, ale odniosę się do nich jutro, bo to temat to poważniejsze przemyślenie, chociaż dzisiejszy tekst do nich  w jakiś sposób nawiązuje. 

Ciekawy artykuł sprzed ponad roku znalazłem na portalu aktywnieradioz.pl Tytuł artykułu jest dosyć długi, dlatego streszczę go maksymalnie, jak i cały artykuł. Przesłanie jest, że biegacze zadzierają a ludzie ich nienawidzą. I wybiorę najlepsze kawałki: „  No bo przecież tłum śmiesznych ludzi w legginsach właśnie sparaliżował całe miasto. Ulice są zamknięte, komunikacja miejska nie kursuje, końca peletonu „truchtaczy” nie widać, a oni muszą stać w korku. Jak żyć?” Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Zrobić to co ja, czyli też zacząć biegać. Właśnie stanie w korku i wściekanie się, że nie mogę jechać, bo oni biegną spowodowało, że na złość sam zacząłem biegać.

„ Nie tylko przeciętni mieszkańcy większych miast nie cierpią biegaczy. Okazuje się, że rowerzyści i rolkarze również mają im sporo do zarzucenia. W końcu biegają po ICH leśnych ścieżkach oraz ICH drodze w parku. Uważają, że „truchtacze” stawiają swoją pasję ponad wszystko i za nic mają tych, którzy uprawiają inne sporty. No przecież bieganie jest teraz takie modne, że nie ma innych tematów do rozmów. W autobusie, tramwaju, podczas spaceru – praktycznie z każdej strony słychać tylko ten temat. Wychodzisz ze znajomymi na piwo, nawet nie możesz się doczekać weekendowego kaca, a tu znowu bieganie. Halo, da się przed tym w ogóle uciec?”. No cóż nie możesz walczyć to się przyłącz, będę to powtarzał jak mantrę, bo sam tę drogę przeszedłem

„No bo kto przy zdrowych zmysłach wychodzi na 15-stopniowy mróz, żeby pobiegać? A no „truchtacze”. Mają te swoje kolorowe legginsy, odblaskowe buty i gadżety, a zimą już na pewno nie zawahają się ich użyć. Podczas, gdy ludzie trzęsą się z zimna na przystankach, „truchtacze” pokonują kolejne kilometry. Aż na sam widok ich ubioru robi się zimniej! Nieważne, że są zaspy po kolana i że chodniki zamieniły się w lodowisko – nawet wtedy z twarzy nie schodzi im ten denerwujący uśmieszek” Odpowiem krótko. Kto nie biegł w śniegu, mrozie, a nawet na lodzie, ten nie wie i nie potrafi sobie wyobrazić, jakiego walka z ekstremalną pogodą daje życiowego kopa

Nie będę więcej wrzucał, dodam tylko, że było o męce mieszania z biegaczem i jego przepoconymi rzeczami, endomondo oraz zapychania portali społecznościowych, a szczególnie Facebooka tekstami o bieganiu, które nie każdego interesują. No cóż takie życie, jak to się mawia: life is brutal, full of zasadzkas and sometimes kopas w p(d)upas. Jak nie możesz walczyć, to się przyłącz, a ile stresów odejdzie. A tak na zupełnym marginesie, to nerwy piekności szkodzą, a lepiej być pięknym czy piękną niż nerwowym czy nerwową.