Niepodległościowo parkrunowy dwustart biegowy

Sobotni, niepodległościowy poranek przywitał nas dosyć mało budującą deszczową aurą. Na szczęście, kiedy dotarłem na Cytadelę nieśmiałe promienie słońca rozjaśniały okolicę przebijając się przez straszący kobierzec chmur. Dzisiaj na parkrun dotarły niedobitki biegających, którzy co tydzień w strefie startu stają. Muszę przyznać, że parę osób podobnie jak i ja było już ubranych i przygotowanych do startu w Biegu Niepodległości, który miał się odbyć godzinę po starcie parkrun. Więc jak klasyk powiadał: „ krucza bomba, mało czasu” Na szczęście do startu mieliśmy żabi skok, więc pełni wiary i nadziei ruszyliśmy na start parkrun

Tutaj Robert z Grzegorzem, co już jest jest tradycją wygłosili słowo wprowadzające, po którym wystartowaliśmy. Biegłem dzisiaj na wielkim luzie i spokoju traktując parkrun, jako rozgrzewkę. Co prawda na ostatnim kilometrze zrównałem się z panią, z którą potem pogoniliśmy trochę sekundy, no ale tak to jest, bieg w kimś w parze wzbudza dodatkową adrenalinę. Zresztą muszę przyznać, że Pani dołożyła mi trochę paliwa do biegowego pieca, co przydało się wyjątkowo w kolejnym dzisiejszym starcie. Na mecie szybko się zeskanowałem i nie czekając na zdjęcie udałem się na start Biegu Niepodległości. Dzisiaj wynik na parkrun rozgrzewkowy, czyli powyżej 28 minut.

Po parkrun nie spiesząc się spokojnym krokiem poszedłem na start Biegu Niepodległości i tam, gdzie wszystko miało się zacząć dotarłem około 15 minut przez rozpoczęciem zawodów. Jeszcze tylko musiałem do przynależnej mi strefy startowej, bo trzeba przyznać że było bardzo rygorystycznie przestrzegane, by każdy znalazł się tam, gdzie powinien zgodnie z uzyskanymi w okresie ostatnich dwóch lat czasami. Jak pisałem ostatnie miesiące, to było u mnie biegowe dogorywanie i z czasów poniżej 50 na 10 kilometrów, cofnąłem się do ponad godziny w ostatnim moim oficjalnym starcie. Co prawda ostatnie dwa tygodnie to całkowita zmiana cyklu treningowego, ale czy zdążyłem w tym czasie coś poprawić nie miałem pojęcia. Ostatnie minuty do startu, ktoś coś gadał, jakaś muza leciała z boku, a adrenalina w 10 tysiącach osób czekających na start buzowała coraz bardziej. Jeszcze przed startem najbardziej doniosła chwila czyli odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Muszę przyznać, że jestem osobą trochę starej daty i kiedy śpiewam Hymn Narodowy, to obowiązują mnie pewne zasady. Oznacza to, że zdejmuję czapkę, przyjmuję postawę zasadniczą i z pełnym szacunkiem i pietyzmem z całej piersi śpiewam. No niestety a może tak musi być czasy się zmieniają i ponad połowa panów nie tylko nie zdejmuje czapki, ale wręcz przestępując z niecierpliwością z nogi na nogę coś tam mruczy pod nosem, gdzie wyraźnie słychać tylko „ marsz, marsz Dąbrowski”. No, ale są to trudne słowa i nie każdy może spamiętać, jeżeli nawet jeden z bardziej rozpoznawalnych i znanych polityków śpiewa: „z ziemi polskiej do Wolski”, to czego wymagać od zwykłych tuptających.

Po Hymnie, w kolejnych rytmach, wyjątkowo motywującego kawałka, po którym czułem ciary na plecach ruszyliśmy by w naszej pasji oddać hołd tym, którzy oddali swoje życie byśmy dalej mogli czuć się Polakami. Trzeba przyznać jedno: sama trasa fantastyczna, biegło się super, do tego ogień rozpalający nas ze wszystkich stron. Gdzieś na początku trasy od osób kibicujących usłyszałem nagle kobiecy głos krzyczący: Paweł, Paweł. Nie mam pewności, czy było to skierowane do mnie, ale podziałało niczym ostrogi na konia wyścigowego. No i pognałem najszybciej, tak jak mogłem w tym dniu. Mijaliśmy poszczególne kilometry. A notowałem że zapowiada się w tym roku mój najlepszy wynik. Sama trasa, jak wspomniałem rewelacyjna. Co prawda na 6 czy 7 kilometrze mieliśmy jeden bardziej wymagający podbieg, ale co to jest jeden podbieg na 10 kilometrów. Ze szczególnym sentymentem przebiegłem obok Cytadeli i zaraz potem nastąpił finisz.Na mecie medal, ci którzy byli zorientowani dostali jeszcze rogala z wodą, ci co nie do końca o tym wiedzieli, z pustymi brzuchami wrócili do domu.

Co do samego medalu. Zapowiadano przed biegiem, że to najładniejszy medal w Polsce. Do tego miał to być najwspanialszy bieg w kraju. Odpowiem krótko: z gustami się nie polemizuje, a megalomanie trudno leczyć. W każdym razie ładniejsze medale mam w kolekcji. Z pewnością nic poważnego zarzucić nie można, bardzo poprawnie zgodnie z zasadami sztuki zrealizowane i przeprowadzone zawody, ale żadnej części ciała nie urwało. Dla tych, którzy pamiętają jeszcze skalę pięciostopniową ocen w szkole dałbym mocną czwórkę, a w obecnej sześciostopniowej może cztery plus. Bardzo mi brakowało miejsca po biegu, byśmy mogli usiąść, odpocząć, trochę ochłonąć. Było na zasadzie: bierz rogala i spadaj, a najlepiej nie bierz i od razu spadaj. Można by bardziej dosadnego słowa użyć, ale się postrzymam. Co do największych i najwspanialszych biegów w kraju, to w przyszłym roku musiałbym udać na Bieg Niepodległości do Warszawy, gdzie w tym roku biegło 18.000 osób i wtedy będę mógł napisać, kto jak sobie radzi w takich ekstremalnych trochę wyzwaniach. 

Co do wyników, to muszę przyznać, ż uzyskałem w tym roku mój najlepszy czas, co w pewnej mierze może być zasługą trasy, ale głównie sądzę, że zmianie cyku biegowego. Jeżeli miedzy dwoma startami w oresie jednego miesiąca mamy ponad 7 minut różnicy, to coś znaczy. Do tego mój najlepszy w tym roku czas w biegu na 10 kilometrów.

Ile i kiedy dni wolnych w czasie tygodnia biegowego

Na początku trochę z innej strony. Wczoraj dostałem wyjaśnienie od POSIR-u oraz Szpot-a w związku z konfliktem, który pojawił się między Opel Szpot a POSIR-em i zniknięciem z biegowego kalendarza cyklu darmowych biegów „Biegaj z Opel Szpot”, który był realizowany nad Maltą. Oba listy zamieszczę na blogu w przyszłym tygodniu. Listy stanowiły odpowiedź na moje pismo, skierowane do POSIR w dniu 29 października
http://biegaczamator.blog.pl/2017/10/31/dlaczego-biegaj-z-opel-szpot-zniknal-znad-malty/
oraz odpowiedź Szpot-a dotyczącej odpowiedzi POSIR-u Jak napisałem wyjaśnienie wstawię w przyszłym tygodniu.

Nie jest dla nikogo tuptającego tajemnicą, że najważniejszym elementem rozwijania naszej pasji jest nasz codzienny trening. On buduje naszą moc, nasze przygotowania do tego, co stanowi najsmaczniejszy dodatek do naszego tuptania czyli biegów zorganizowanych. To dzięki treningowi możemy się przygotować do tych startów i spijać z nich tuprozkosz. Tylko, ze trenować też należy z głową i zgodnie ze swoimi w tym zakresie możliwościami, by się po prostu tak rzecz nazwawszy nie zarżnąć.

Kiedyś trenowałem dzień w dzień, ale ktoś, kto zna się na bieganiu dużo lepiej od mnie powiedział mi, że jeden dzień przerwy to minimum. Są osoby, które trenują 5 razy w tygodniu, sa i takie które 4 czy 3 w zależności od potrzeb, samopoczucia i innych takich. Z racji, że moją wizją jest jeden dzień przerwy muszę się zastanowić kiedy ten dzień będzie optymalny. Do tej pory były to zawsze piątki, ale ostatnio jedna ze znajomych szybkobiegaczek stwierdziła że dzień przed planowanymi zawodami, które praktycznie zawsze są w sobotę nie jest dobrym pomysłem. Optymalnym rozwiązaniem jest czwartek, czyli dwa dni przed planowanym startem. Wtedy w piątek spokojna przebieżka i znowu wejście w rytm biegowy. A tak przerwa tuż przed startem powoduje wybicie z rytmu. No i mam teraz spory dylemat. Czy faktycznie lepsza jest przerwa tuż przed startem czy może jednak dwa dni przed. Myślę, ze trzeba będzie wypróbować ten drugi treningowo-startowy schemat. Jestem ciekawy, jak to osoby, które zaszczycają mnie swoją obecnością robią i który ze schematów im najbardziej odpowiada. 

Król komentatorów piłkarskich

Wczoraj zapadła decyzja, że najbliższy mecz naszej reprezentacji będzie komentował Guru komentatorów piłkarskich czyli Dariusz Szpakowski. Podejrzewam, że na najbliższych Mistrzostwach Świata także będzie nas raczył swoimi tekstami. Dla przypomnienia kilka złotych czy raczej kilka komentarzy Króla wśród komentatorów.

Bracia-bliźniacy Frank i Ronald de Boerowie, z których większość gra w Barcelonie.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Mirosław Trzeciak zdobył gola po indywidualnej akcji całego zespołu.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Bardzo dobrze mówiący po niemiecku niemiecki arbiter.”
„Bergkamp trafił bramką w słupek.”
„Była to najsłabsza pierwsza połowa w tym meczu.”
„Do końca meczu została godzina, czyli około 60 minut.”
„Do końca pierwszej połowy pozostały sekundy… dokładnie cztery minuty… 360 sekund.”
„Dzień dobry państwu. Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski.”
„Iversen mógłby być spokojnie synem Franco Baresiego, ale Baresiego zawiodły nerwy.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Jest coś takiego w życiu Kameruńczyków, że futbol, jak życie, pełen jest przygód.”
„Jest tak gorąco, że piłkarze oddychają.”
„Jest to Brazylijczyk z japońskim rodowodem.”
„Jeśli nie z nimi, to z kim, jeśli nie kiedy – no właśnie!”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006                                                                       
Roger w takim trójkącie z Krzynówkiem i Smolarkiem…                                Aaa…!No i mamy wyrównanie…! (W momencie strzelenia gola na 9:0 w meczu 

Do tego możemy dołożyć szereg innych powiedzonek, które weszły już fo kanonów komentowania. Wystarczy dodać ” puścił Bąka lewą stroną”, taki francuski trójkąt: Jeleń, Dutka i Obraniak”,” „i znów niecelne trafienie „, „udało mu się znaleźć czułe miejsce między nogami obrońcy”, „ta bramka nie powinna być uznana, gdyż jak widać w powtórce, bramki nie było”, „Janas chyba zmienił zdanie, choć Brożek był już rozebrany”  czy ” Johann Cruiff dokonywał bardziej zmian taktycznych, niż zmieniających taktyke zespołu”. Przykładów można mnożyć, ale trzeba przyznać, że Król jest jeden i mecz bez tych komentarzy meczy byłyby jałowe.

Czy bieganie bez zmęczenia ma sens?

Na początku ja zawsze w tym miejscu i czasie. Sławku, wszystko zależy od kontekstu w jakim dane wyrażenie zostało użyte. 

Ostatnio wbiegły mi przed oczy stwierdzenia czy też porady: jak biegać bez zmęczenia, bieganie bez zmęczenia itp.,itd. Zresztą, jak czasem zdarza mi się rozmawiać na temat naszej pasji z osobami, które nie czują do biegania mięty, to ich opinia jest prosta: wszystko pięknie, ładnie, tylko po cholerę się męczyć.  Gdyby można było biegać bez zmęczenia, to oni pierwsi i bardzo chętnieMuszę przyznać, że jest to teoria wręcz rewolucyjna. Biegać, czy też trenować jakiekolwiek sporty, ale bez wysiłku, zmęczenia i wkładania w to energii. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej, można sobie usiąść przed kompem wrzucić taką grę, czy też poszukać symulator biegania i bez żadnego wysiłku nawet biegi ultra można zaliczyć. Jest to jak najbardziej możliwe, tylko pytanie: czy ma to jakikolwiek sens.

Prawdziwy urok naszej biegowej pasji, jej piękno i to co nas do niej przyciąga, to jest właśnie wysiłek, który musimy tutaj włożyć, walka ze swoimi słabościami, pokonywanie własnych w umyśle wytworzonych barier i przesuwanie granic swoich fizycznych możliwości. Nic tak nie napędzania do treningów i startów, jak to że poczujemy po wszystkim to czasem olbrzymie zmęczenie, które jednak zmieni się w stan błogiej satysfakcji, radości i frajdy, że wbrew wszystkiemu, samym sobą i wszystkim blokującym nas zewnętrznym i wewnętrznym czynnikom daliśmy radę i dotarliśmy do mety. Kiedy czujemy, że jesteśmy na granicy naszych możliwości, że pokonanie każdego kolejnego metra przekracza nasze możliwości, a jednak walczymy i biegniemy dalej. I nagle widzimy przed sobą bramkę mety, a wtedy wszystko co słabe odpływa zastąpione niemożliwą wręcz do opisania euforią.  I to jest tak naprawdę clue wszystkiego. Niech to zmęczenie przybiegnie, będzie jak największe, niech rzuca nam kłody pod nogi, a my i tak damy radę. Pokonamy i zmęczenie i wszystkie inne cholery tamy naszej pasji stawiające.

Dlatego jak ktoś chce biegać bez zmęczenia, to proszę bardzo, ale straci całą frajdę z pasji naszej płynącą.

Kolejna edycja dziecięcych zmagań „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” rozpoczęta

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Be aware dzięki za miłe słowa i serdecznie pozdrawiam. Czasem zdarza mi się wrzucić trochę inny niż biegowy tekst:

Ruszyły rozgrywki XVIII edycji Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Młodzi piłkarzei piłkarki powalczą nie tylko o występ w finale na stadionie PGE Narodowym, ale także postawią pierwszy, znaczący krok w kierunku gry w biało-czerwonej koszulce. Już 50 zawodników i zawodniczek trafiłoz Turnieju do Reprezentacji Polski różnych kategorii wiekowych.

„Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to świetna okazja na odkrycie talentu i zapoczątkowanie piłkarskiej kariery. Wyróżniający się zawodnicy, obserwowani na poszczególnych etapach rozgrywek, mają szansę dostać zaproszenie na zgrupowania i konsultacje. – W proces obserwacji zawodników podczas Turnieju zaangażowani są trenerzy młodzieżowych reprezentacji Polski, trenerzy pracujący w Akademiach Młodych Orłów oraz skauci Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. Kulminacyjnym momentem naszej pracy jest Finał Ogólnopolski, który odbywa się w Warszawie, ale obserwujemy zawodników i zawodniczki również na etapie wojewódzkim. Poza tym mamy ścisły kontakt z trenerami prowadzącymi poszczególne zespoły. Bardzo blisko współpracujemy również z trenerami koordynatorami w danych województwach, którzy obserwują meczei informują nas dokładnie o przebiegu Turnieju i występujących w nim zawodnikach – mówi Bartłomiej Zalewski, selekcjoner reprezentacji Polski U-17.

Najlepsi uczestnicy Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” regularnie biorą udział w Letniej Akademii Młodych Orłów i stanowią większość zapraszanych na nią zawodników (ostatnio 46 z 80 w kat. U-12) i zawodniczek (ostatnio 30 z 40 w tej samej kategorii). Kolejnym krokiem na piłkarskiej ścieżce młodych adeptów futbolu jest powołanie do młodzieżowych Reprezentacji Polski. W niedawno rozegranym międzynarodowym meczu towarzyskim chłopców w kategorii U-14 ze Słowacją wzięło udział aż 12 (z 20 powołanych) zawodników wywodzących się z Turnieju.

Marzeniem każdego dziecka rozpoczynającego zabawę z piłką na tym etapie jest przede wszystkim gra w dorosłej Reprezentacji Polski. – Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” traktujemy jako początek drogi do Reprezentacji. Udział w tych rozgrywkach to jeden z podstawowych kroków, dzięki którym gra z Orłem na piersi może stać się w przyszłości realna dla wielu chłopców i dziewczynek – dodaje Zalewski. W historii Turnieju brało udział ponad 50 zawodników, którzy potem przebili się do Reprezentacji Polski w kategoriach U15, U17, U19, U21 a także do dorosłej kadry. Wśród nich są Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Damian Kądzior czy Marcin Kamiński, a więc piłkarze, którzy w ostatnich meczach eliminacji do mundialu w Rosji znaleźli się w zespole selekcjonera Adama Nawałki.

„Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to Turniej, w którym uczestniczą dzieci z każdego zakątka Polski. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w XVIII edycji do gry o marzenia przystąpią drużyny z niemal całego kraju – aż w 97 proc. powiatów w Polsce są rozgrywane mecze eliminacyjne. Wezmą w nich udział uczniowskie kluby sportowe, Akademie Młodych Orłów, kluby sportowe, organizacje prowadzące działalność sportowo-edukacyjną, a także szkoły podstawowe, które stanowią najwięcej, bo aż 70% wszystkich zespołów.

Okres od października do marca to czas zmagań na etapie gminnym i powiatowym. Ci, którzy okażą się najlepsi w tej fazie, zakwalifikują się do Finałów Wojewódzkich rozgrywanych na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku. Tam wyłonieni zostaną zwycięzcy Turnieju w kategorii U-8, z kolei starsze grupy czeka jeszcze majowy Finał Ogólnopolski z decydującymi meczami na stadionie PGE Narodowym. Nagrodą główną dla najlepszych zespołów chłopców i dziewcząt do lat 8 będą nagrody rzeczowe, a do lat 10 i 12 możliwość obejrzenia meczu kadry Adama Nawałki oraz osobistego spotkania z piłkarzami Reprezentacji Polski.
Największy Turniej piłkarski dla dzieci w Europie swym patronatem objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, a honorowy patronat nad XVIII edycją sprawuje Prezydent RP – Andrzej Duda. Głównym Sponsorem rozgrywek organizowanych przez Polski Związek Piłki Nożnej od 11 lat jest firma Tymbark, a od zeszłej edycji Brązowym Sponsorem została firma Electrolux. Głównym celem zmagań jest popularyzacja sportu i aktywności fizycznej wśród najmłodszych. W dotychczasowych edycjach Turnieju łącznie zgłoszonych zostało blisko 2 miliony dzieci.

Szczegółowe informacje o Turnieju znajdują się na stronie www.zpodworkanastadion.pl

No kochni biegający, jeżeli macie w domach młode talenty na poziomie Lewandowskiego to jest szansa by objawiły się w pełnej krasie. I nie ma znaczenia czy to chłopcy czy dziewczęta, bo talent ni wybiera, on trafia do wybranych.

Niepodległościowe Szaleństwo Biegowe

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany masz rację, wczoraj pogoda na bieganie była idealna. 

Przed nami jeden z najbardziej rozbieganych weekendów i to chyba nie tylko w naszym kraju. Nie licząc pakrun oraz innych biegów z gatunku nie dotyczących wiadomego tematu obliczyłem korzystając tylko z jednej aplikacji, że odbędą się w naszym kraju 32 biegi pod flagą niepodległości rozgrywanych

 

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Gdynia

2017-11-11

5. PKO Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Rzeszów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kępno

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Warszawa

2017-11-11

Poznański Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Poznań

2017-11-11

4. Krakowski Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

XXVI Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Czechowice-Dziedzice

2017-11-11

Niepodległościowa Jedenastka

11km 000m

PL

Biały Kościół k/Krakowa

2017-11-11

Bieg niepodległości z wasem

10km 000m

PL

Wrocław

2017-11-11

Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Ostrowiec Świętokrzyski

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Żagań

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Oborniki Wlkp.

2017-11-11

XXIX Goleniowska Mila Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Goleniów

2017-11-11

7 Luboński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Luboń

2017-11-11

XXVII Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Malbok

-11-11

6. GÓRSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI O PUCHAR WÓJTA GMINY NOWA RUDA

10km 000m

PL

Świerki

2017-11-11

17. Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Białystok

2017-11-11

V Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Wolsztyn

2017-11-11

Gnieźnieński bieg niepodległości

11km 000m

PL

Gniezno

2017-11-11

XXI Bieg Niepodległości Łubianka Grand Prix Cross 2017
(rywalizacja drużynowa)

11km 000m

PL

Pigża

2017-11-11

XXVIII BIEGI NIEPODLEGŁOŚCI oraz II Marsz Nordic Walking
(rywalizacja drużynowa)

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

III Biecki Bieg Służb Mundurowych i nie tylko

10km 000m

PL

Biecz

2017-11-11

XXVIII Biegi Niepodległości

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

IV Elbląski Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Elbląg

2017-11-11

XXVIII Bieg Legionów

10km 000m

PL

Ustroń Legionów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

FI

Turku

2017-11-11

I Olsztyński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Olsztyn

2017-11-11

Jedenastka na 11 listopada

11km 000m

PL

Oświęcim

2017-11-11

XXIV OGÓLNOPOLSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI

10km 000m

PL

Góra


Potem jeszcze 12 listopada Szkarżysko Kamienna oraz Kielce

Trzeba przyznać, że to wyjątkowy projekt biegowy. Można się nawet pokusić o określenie: biegowy przemysł niepodległościowy. Do tego podejrzewam spora ilość biegów towarzyskich niezgłoszonych czy innych takich przepełnionych wolnoscią, luzem i swobodą biegową. Ilu nas w Biegach Niepodległości pobiegnie? W Warszawie limit 18.000 już zamknięty. W Poznaniu mamy już 9300 na liście, Krakowie ponad 3000, Łodzi 1200, Luboniu 1500, podobnie Wrocławiu. Czy każda osoba biegająca wystartuje w tych wyjątkowych biegach, które są dla nas jakby manifestacją naszych narodowych uczuć? Nie ma takiej opcji, ale jak nie większość, to z pewnością wyjątkowa część biegających połączy się z sobą w tym jednym, szczególnym dniu. Jako Naród, Społeczeńtwo jesteśmy bardzo w tym temacie wyczuleni. Lata rozbiorów, potem komunitycznego zniewolenia umysłów bardzo wzbudziły w nas potrzebę manifestowania naszej polskości i nawet obnoszenia, czy odziewania w pariotyczne szaty. Dlatego dziesiątki tysiące biegających wyjdzie w tym dniu na biegowe trasy, by oddać hołd tym, którzy oddawali to co mieli najcenniejsze byśmy dalej mogli się czuć Polakami i naszą polskością się obnosili. 

Ciekawi mnie ten bieg w Turku w dalekiej Finlandii. Ciekawe ilu jeszcze naszych Rodaków na obczyźnie w hołdzie Biało-Czerwonej pobiegnie.

Kopciuszek na biegowych salonach

Ta historia zabrzmi trochę jak bajka. Kiedy ją pierwszy raz przeczytałem zastanawiałem się czy to żart czy jakaś inna forma zwrócenia na siebie uwagi. Ale historia wydarzyła się naprawdę i miała miejsce na jednym z najtrudniejszych ultramaratonów świata z Sydney do Melbourne, którego dystans wynosi 875 kilometrów. Dla osób, które na co dzień nie biegają jest to całkowicie pozbawione sensu, by w takich biegach startować, a dla nas, którzy już trochę posmakowaliśmy biegowej pasji, jakieś nie do zrealizowania marzenie,fantazja do której i tak nigdy nie przystąpimy, bo to zupełnie inna konkurencja. Taka, która jest  zdecydowanie poza możliwościami biegowymi 99,99% z nas.

Nawet jeżeli nie wystartujemy, to i tak chociaż w przybliżeniu możemy sobie wyobrazić cykl przygotowań do takiego startu oraz samej strategii zachowania się na trasie. Tutaj każdy element, treningu, diety, wypoczynku, tempa musi być opracowany, przygotowany, dopieszczony. Nie ma miejsca na improwizację i luz w podejściu. Do tego trzeba znać swoje możliwości w tym zakresie, przejść odpowiednie badania czy możemy, czy to się dla nas fatalnie nie skończy.

Link do całego tekstu tej nieprawdopodobnej historii zamieszczam poniżej, tutaj tylko wybrane jego fragmenty:

„W 1983 roku ze zdziwieniem odnotowano pojawienie się na starcie 61-letniego Cliffa Younga. Początkowo myślano, że przyszedł on popatrzeć na rozpoczęcie maratonu. Ubrany był nie jak inni sportowcy, lecz w roboczy kombinezon i kalosze. Gdy jednak Cliff podszedł do stolika po numer startowy, stało się jasne, że zamierza wziąć udział w wyścigu… Gdy maraton się rozpoczął, profesjonaliści pozostawili daleko w tyle Cliffa w jego kaloszach. Niektórzy kibice mu współczuli, inni śmiali się z niego, że nie daje rady od samego początku biegu. Widzowie obserwowali farmera w tv, wielu przeżywało i modliło się za niego, by nie umarł na trasie.
Wytrawni biegacze wiedzą, że by pokonać dystans potrzeba kilku dni i każdego dnia należy biec przez 18 godzin i spać przez 6. Cliff Young nie miał tej wiedzy…. Każdej nocy zmniejszał się dystans pomiędzy farmerem a resztą uczestników. Po ostatniej nocy okazało się, że Cliff minął wszystkich biegaczy. Rankiem ostatniego dnia był już daleko z przodu. .. Przebiegł odległość 875 kilometrów w czasie: 5 dni, 15 godzin i 4 minut. ( pobił rekord biegu o prawie 2 dni) Gdy wręczano mu nagrodę w wysokości 10.000 dolarów australijskich, powiedział, że nawet nie wiedział o jej istnieniu i nie dla pieniędzy wziął udział w maratonie. Całą kwotę rozdał pozostałym pięciu lekkoatletom, którym także udało się ukończyć bieg”


http://m.joemonster.org/art/21452

Przyznam szczerze, że jestem rozbity na czynniki  pierwsze tą historią. Jak gościu bez profesjonalnego przygotowania, ubrania, snu może pokonać taki dystans. Kopciuszek w wersji męskiej, który wydarzył się naprawdę. 

Jeden dzień, dwa starty

No i znowu przyszły weekend będzie mocno biegowy. Muszę przyznać, że kiedyś już takie biegowe scenariusze robiłem. Zdarzało mi się biec najpierw rano parkrun, a potem gdzieś jakąś dyszkę do kompletu dokładać. Tyle, że ta dyszka była zazwyczaj zdecydowanie później. No i byłem wtedy na zupełnie innym poziomie czasowym i przygotowawczym. Biagałem wtedy parkrun na poziomie 23 minut z hakiem, a dyszki w granicach 50 minut. Obecnie mój stan biegowy sięgnął dna przebijając się wcześniej przez grubą wastwę mułu, to znaczy biegam parkun na poziomie 27-30 minut, a dyszkę to nawet powyżej godziny zdarzało mi się robić. Oznacza to nastrój biegowy bardzo pogrzebowy.

No, ale kiedy forma na dnie, to trzeba sobie coś dołożyć, na zasadzie albo zaczniemy się wynurzać, albo zatoniemy na amen. No i w przyszłą sobotę planuję o 9 parkrun, a o 10 Bieg Niepodległości, gdzie na start też będę musiał dobiec. A moją formę mogę określić słowami dawnego przeboju: „ mniej niż zero”. I tak sobie myślę „i z czym do pani trudniącej się nierządem nędzy na start?” Bliżej mi do darcia pierza i kur macania niż w biegach zorganizowanych startowania. Co prawda od tygodnia zmieniłem mój styl treningu i nawet jakąś różnicę czasową na parkrun dojrzałem, ale to jest ciągle poziom 27 minut, a nie poniżej 24.

No, ale co nas nie zabije to nas wzmocni i w przyszłą sobotę jak nic niespodziewanego się nie wydarzy znowu spróbuję zaliczyć dwa starty w jeden dzień. No i ten tydzień znowu treningowy eksperyment, czyli jutro kilkanaście kilometrów na luzie, poniedziałek bieżnia, wtorek i środa spokojne treningowe dyszki, a w czwartek trening interwałowy. No i po owocach sobotnich zobaczymy czy już coś mi to da. Co prawda na to, by owoce dojrzały jeszcze trochę czasu potrzeba, ale może już chociaż kiełkować zaczną. O życiówce, a nawet łamaniu 50 minut nawet nie marzę, ale chociaż poprawić mój ostatni wynik dyszki, gdzie szczyt poruty, czyli nawet godziny nie złamałem. Co ma być to będzie. 

Bo rano trzeba wstać

No i znowu tydzień zatoczył koło i mamy jego ostatnią odsłonę czyli sobotę. Dla mnie jest to dzień szczególny, gdyż zawsze kiedy tylko mogę, na godzinę 9 rano udaję się na Cytadelę, by w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Ostatnio namawiałem parę osób z pracy, którym zaczyna w głowach kiełkować myśl by na poznański półmaraton się zapisać, by najpierw przebiegli się na parkrun i zobaczyli, czy w ogóle bieganie ich ciągnie. Odpowiedź ich była da mnie zastanawiająca: „z przyjemnością, ale w sobotę rano to my śpimy, a tu trzeba o nieludzkiej porze wstać”. No i tutaj jest chyba pies pogrzebany, jeżeli mówimy o frekwencji na parkrun i pewnej niechęci do tego cyklu pewnej grupy ludzi.

Nie jest tajemnicą, że nasze społeczeństwo dzieli się na sowy i na skowronki. Sowy stanowią grupę, która wstaje rano z musu, bo praca, obowiązki etc, ale za Chiny Ludowe ani demokratyczne (gdyby takie były) nie wstaną, by jakimś rozrywkom się oddać. Takie wstanie jest dla nich ekstremalnym przykładem głupoty, bo ich główna aktywność to czas wieczorno – nocny. Uwielbiają nocne zabawy, imprezy, spotkania, nawet siedzenie w pracy w nocnej porze, bo wtedy ich aktywność jest największa. Całkowitym przeciwieństwem tej grupy są tzw. skowronki, których szczyt aktywności przypada właśnie na ranki. Wtedy oni najsprawniej i najpełniej funkcjonują. Kiedy dla sów zaczyna się czas aktywności, skowronki idą spać.

Muszę tutaj przyznać, że sam jestem skowronkiem i chyba właśnie to jest jednym z głównych powodów, dlaczego tak lubię parkrun. Uwielbiam wstać wcześnie rano, kiedy ptaki się budzą, a noc powoli zamyka swoje zmęczone nocnym czuwaniem oczy. Wtedy razem ze świtem zrywam się rześki i pełen siły, werwy i ochoty nie tylko do roboty.

Tak na marginesie dzisiaj zrobiłem sobie eksperyment, czy po parkrun zdążę za tydzień na start Biegu Niepodległości. No i po przebiegnięciu w średnim tempie, jak na moje obecne możliwości parkrun, zesknowaniu na miejscu startu znalazłem się za kwadrans dziesiąta, czyli mogę napisać, po dobrej rozgrzewce od razu będę mógł startować. Zastanawia mnie jedno. We wszystkich szanujących się Biegach Niepodległości start jest o 11.11, bo tak współgra z datą. A Arti oczywiście musiał start zrobić o 10.00. Tak w sumie z pupy strony, ani nawiązanie, no ale wiadomo, że musiał to współgrać ze świętem i imieninami ulicy Świętego Marcina. Tyle, że trasa biegnie zupełnie gdzieś indziej i nie przecina ulicy Świętego Marcina. Może biega o kwestie organizacyjne, by nie oba wydarzenia nie nakładały się aż tak na siebie. Jedno muszę Artiemu przyznać. Nie muszę się zgadzać z jego wizjami organizacyjnymi oraz pędowi do kasy, ale facet nosa do biznesu i wie jak wykorzystać nadbiegające okazje. 

Tak się wzbraniałem, ale i tak się zapisałem

Muszę przyznać, że nie planowałem już w tym roku żadnych zorganizowanych startów. No, może poza parkrun, ale wiadomo, parkrun to nie start to praktycznie mój drugi dom. Miejsce gdzie moja biegowa pasja, wyobraźnia, oraz tłukący się w ciele duch znajduje swoje pełne uwolnienie z pęt codzienności. Tak więc parkrun to nie bieg, to raczej tygodniowy obowiązek. Na tym cotygodniowym pięciokilometrowym spotkaniu kiedy tyko mogę muszę być.

Co do „obowiązkowych” biegowych wydarzeń,dla nas, którzy czują wdzięczność i podziw dla bohaterów, którzy przez ponad 120 lat rozbiorów oddawali to, co mieli najcenniejszego, czyli swoje życie byśmy teraz mogli w naszym języku bez obaw się porozumiewać, to raczej nie planowałem. Jakoś w zeszłym roku nie poczułem mięty, ani do 1 Biegu Niepodległości w Poznaniu, a o Biegu Powstania Wielkopolskiego nawet nie wspomniawszy. No i tak sobie siedziałem dzisiaj po pracy w domu i nagle mnie napadło. A w zasadzie napadła taka myśl: „oni ginęli,a tobie nawet nie chce się dla nich pobiec?”No wziąłem na kolana kompa i…

Twoje zgłoszenie do 2. Poznański Bieg Niepodległości zostało zaakceptowane.
Proszę sprawdzić czy widoczne są już na liście startowej Twoje dane, i czy są poprawne.”

Po prostu musiałem. Wiem do Lubonia mogłem pojechać, do Obornik i w inne miejsca, ale jako Poznaniak wypada pobiec w Poznaniu. Mam tylko jeden problem. 11 listopada przypada w sobotę, czyli wtedy kiedy parkrun. Parkrun jest o 9.00 Bieg Niepodległości o 10.00. Pytanie czy w pół godziny dotrę z Cytadeli na miejsce startu Biegu Niepodległości. Tak jak zerknąłem to niecałe 2 kilometry, więc do przeskoczenia. Najpierw na luzie parkrun już przygotowany do biegu, potem szybko na start i bieg główny. W sumie około 17 kilometrów. Tak to zrobienia. A może ktoś jeszcze z parkrun pobiegnie na Niepodległości? W grupie raźniej.

Jedno, co mnie trochę martwi, to to że znowu na liście prawie 10.000 biegających,  a to oznacza tłok i podjerzewam, że podobnie jak w zeszłym roku biegowe korki. No, ale jakoś będzie trzeba sobie poradzić. Nikt nie mówił, że będzie lekko.