Sobotni cotygodniowy motywator biegowy

Człowiek jest tak już skonstruowany, że potrzebujemy do życia różnych motywacji. W pracy jest to oczywiście wynagrodzenie i różne pozafinansowe motywacje zawodowe. W rodzinie także wzajemnie się motywujemy różnymi ekstrasami  wzmacniającymi nasz związek. Praktycznie by żyć i realizować nasze zadania w każdej sferze naszego pobytu na tym padole łez potrzebujemy jakiejś motywacji. Można co prawda żyć bez motywacji, bez celów, ale jest to taka sztuka dla sztuki, nie wiadomo po co, takie trwanie dla trwania.

Podobnie jest z naszymi pasjami. Sama pasja dla pasji w pewien sposób nas napędza, ale w pewnym momencie czegoś brakuje. Pasja by płonęła pełnym ogniem potrzebuje podpałki, takiego doładowania do pieca. W przypadku osób biegających, są to różnego rodzaju biegi zorganizowane. One dają nam kopa codziennych, czy chociaż parę razy w tygodniu robionych treningów. Kółko się tutaj zamyka: jeżeli nie będziemy trenowali, nie opcji wystartowania, bo nie dobiegniemy, a kiedy chcemy poczuć napędzający nas ogień startu, to musimy trenować. Tylko kiedy możemy czuć ten startowy ogień. W końcu ile razy można w ciągu roku startować w biegach zorganizowanych. Raz to koszty, dwa dotarcie w różne miejsca. Do tematu wycieczek i turystyki biegowej wrócę w jutrzejszym wpisie, dzisiaj chcę się zatrzymać na najmniej kosztownej i najprostszej motywacji biegowej.

Jest to oczywiście prakrun, czyli projekt realizowany w kilkunastu krajach w ponad 1200 miejscach. Tylko w Polsce mamy już 50 lokalizacji, a w przyszłym tygodniu rusza 51 w Koszalinie ( dzięki Robercie dłużej znany) Co prawda z Koszalina do Kołobrzegu żabi skok, ale niech bedzie. Jedyny taki bieg, gdzie tydzień w tydzień zawsze o 9 rano, zawsze w tym samym miejscu w danej lokalizacji spotykają się grupy zapaleńców, by 5 kilometrów w wersji darmowej sobie pobiec. Muszę przyznać, że nic mnie tak nie napędza i motywuje do biegania i sobotniego wstawania, jak poczucie konieczności, by znaleźć się na Cytadeli w Poznaniu o godzinie 9. Dzisiaj był już mój 211 parkrun, z czego 207 w Poznaniu. Jak zwykle super organizacja, jak zwykle jeszcze bardziej fantastyczni ludzie. Piękny początek weekendu i ładowanie baterii, a jednocześnie motywowanie do bardziej wytężonej treningowej pracy. W końcu trzeba zacząć te sekundy urywać i powoli wracać do czasów, które kiedyś osiągałem, a które uciekły w siną dal. Ale jeszcze je dopadnę. Na wszystko przybiegnie odpowiedni czas.

Biegowe rewolucje Biegacza Amatora

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Pawle myślę że jest nas chyba więcej niż dwóch, którzy żyjemy i biegamy bez pomocy połowicznie czy całkowicie farmakologicznego wsparcia.

Większość z osób biegających ma swoje ustalone treningowe rozkłady biegowe.  Może na ni rozkłady, ale nasze prywatne plany treningowe. Niektórzy biegają codziennie, inni 6, 5, 4 razy w tygodniu. Nietórzy nawet rzadziej i też jes dobrze. Każda osoba tak jak  jej czy jemu fantazja czy trener nakazuje.Do tego mamy nasze ustalone, wypróbowane i dopieszczone formy treningu. Czyli ile biegamy, w jakim tempie, czy na płaskim, czy podbiegi, czy może tylko zwykłe przebieranie nogami. Są i przypadki, kiedy dokładamy coś ekstra.Każda metoda jest dobra, bo dopasowana indywidualnie do naszych własnych potrzeb. Ile chcemy, tyle trenujemy i nikomu nic do tego.

Muszę przyznać, że sam jestem typem bardzo trzymającym się ustalonych schematów. Kiedy opracowałem  mój treningowy układ polegającyna robieniu takiej, a nie innej ilości kilometrów, to trzymałem sie tego bez żadnych odstępstw. Co prawda miałem kiedyś jeszcze przez Andrzeja rozpisane rozpiski, no ale były i robiłem je tyle ile wypadło, a potem i tak wszystko wróciło do starego schematu. No i sobie biegałem, trenowałem a moje wyniki w pewnym momencie zaczęły spadać lawinowo na łeb i na szyję. W końcu dobiegłem do wniosku, że trzeba coś zmienić. W końcu człowiek z natury w końcu dąży do takich czy innych zmian. No i od dwóch tygodni wprowadziłem pewne rewolucyjne zmiany.

Napiszę krótko: w tygodniu objawiły mi sie dwa mocne dni treningowe. Podczas jednego trening tempowy na stadionie,czyli każda pętla w tym samym mniej więcej tempie. W tej chwili robię go w poniedziałek. Na razie koło 6 kilometrów podczas treningu, ale plan jest dociągnąć do dychy. Potem dzień spokojniejszego biegu i kolejny mocny trening interwałowy na zasadzie: minuta ostro, minuta spokojnieI tak około 10-12 minut szybkich na tyle samo wolnych. Na razie dwa takie dwupaki są za mną. Jeden w zeszłym tygodniu, a w tym drugi. W efekcie po pierwszym na Biegu Niepodległości nawet uzysałem przyzwoity czas. Co będzie po kolejnym dwupaku okaże się podczas najbliższego parkrun. W tym tygodniu wprowadziłem jeszcze zmianę w tygodniowym cyklu treningowym. Do tej pory miałem 6 dni treningu z przerwą w piątek. Teraz zachowuję układ sześciodniowy, ale przerwa w czwartek, a w piątek lekka przebieżka na dystansie około 5 kilometrów. Do tego oczywiście „suchy” na rozciąganie trening w domu. Tak 3 jednostki w tygodniu. 

Przerabiając znany program, mogę napisać, że wprowadziłem biegowe rewolucje.

Bieganie, jako machina przemysłowa

Jeden z panów komentujących na Facebook wrzucił wczoraj interesujący komentarz: „Kiedyś to była przyjemność pobiegać, a teraz jest to prostu ogromna machina nie mająca nic wspólnego z rekreacją. To wielka machina przemysłowa wyłudzająca pieniądze na coraz to nowe ubiory i odżywki” Muszę przyznać, że ta opinia jest całkowicie zgodna z moimi spostrzeżeniami, którymi nie raz już się na blogu dzieliłem.

Postała nam nowa gałąź gospodarki czyli rekreacja zarobkowa. I to nie dotyczy tylko biegania, ale ogólnie całej formy ruchu i spędzania czasu na takiej czy innej formie rekreacji związanej ze sportem. Zresztą nie tylko sportem całość naszych działań związanych z taką czy inną formą pasji jest obciążona takimi czy innymi kosztami. Tyle, że może w bieganiu my to najbardziej widzimy, gdyż jesteśmy tego najbliżej. No i widzimy jak proste hobby dla nas zmieniło się w nową gałąź gospodarczą, gdzie inni starają się z naszej pasji wyrwać dla siebie najbardziej smakowity kawałek tortu.

I tu powiedzmy sobie szczerze, że ilość i koszty samych biegów zorganizowanych, które najbardziej rzucają się w oczy, tak naprawdę są tylko drobnym ułamkiem całości. Jeżeli dodamy do tego sprzęt czyli ubiór, buty, całość dodatków smakowych o pewnym podłożu, czy też pierwiastku farmalogicznym czyli żeli, izo i całej gamy innych wzmocnień, bez których spora część osób biegających nie wyobraża sobie treningów i startów, to okaże się, że jest tego tyle, że ho,ho,ho, może i jeszcze więcej. I do tego wszechobecna reklama czyli perswazja: chcesz biegać? To super, bieganie jest cool, modne, treny i w ogóle i w szczególe. Żeby jednak być prawdziwym biegaczem czy biegaczką, to musisz kupić: to, to, tamto, jeść zażywać te produkty, startować w biegach organizowanych, kupować taki, a nie inny sprzęt i odpowiednio często go zmieniać. I wtedy dopiero możesz czuć się jak prawdziwy smakosz biegowej pasji.

No, cóż wybiega na to, że ja jestem popierdółka nie biegacz, bo żeli, nie jem, izo nie piję, a co najtrudniej zrozumieć, to biegam i żyję. Tak na marginesie zastanawiam się, czy można to zatrzymać? Obawiam się, że nie ma takiej opcji, bo zawsze jak jest pasja, to żeby ją realizować koszty trzeba ponosić.

Co powinno wyróżniać dobrze zorganizowany bieg?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasem. Macieju, Marku cóż moja ocena obecnej sytuacji gospodarczo – politycznej w naszym kraju trochę się różni od Waszej, ale na szczęście jeszcze póki co każda osoba może swoje opinie wygłaszać. I ja nie mam zamiaru dzielić naszych rodaków, na tych co stoją tam, gdzie kiedyś ZOMO i na bohaterów. Nie dotyczy to tematu bloga, więc tylko od czasu do czasu delikatnie się burzę, kiedy widzę jak ładnie przebiegamy z czerwieni w brunatne barwy. Ja akurat jestem zwolennikiem stonowanych kolorów więc mi takie jaskrawości nie przypadają do gustu.

No, ale już przebiegam do głównego punktu dzisiejszego wpisu. Po ostatnim Biegu Niepodległości w Poznaniu, na portalu Maratony Polskie rozgorzała dyskusja, czy ten bieg spełniał wszystkie oczekiwania i wymagania osób biegających. I mamy tutaj dwa punty widzenia. Można napisać, że dwie skrajne odmienne oceny tego samego wydarzenia. Organizatorzy, a także osoby, dla których najważniejszy jest uzyskany czas, dobra trasa i tylko strona czysto merytoryczna wydarzenia uważają, że taki bieg, jak w Poznaniu spełniał wszystkie oczekiwania i był idealny. Świetnie przygotowana trasa, dobrze zmierzony czas, brak zatorów to jest to, czego potrzebujemy. Nic więcej biegającym nie jest potrzebne. W końcu na Zachodzie tak jest. Tam nikt nie myśli o jakiś wypasionych pakietach, czy innych fanaberiach. U nas biegający są rozpuszczeni, jak dziadowskie bicze i śmią coś żądać od organizatorów poza samym biegiem. Jakieś pakiety, srety i inne takie głupoty, o których nikt na Zachodzie nie śmiał by nawet marzyć. Tam się biega, a nie spółkuje ( w bardziej dosadnej rzecz jasna formie)

A my co? Oczekujemy pakietów, odpowiedniej atmosfery, oprawy, jak my w ogóle śmiemy cokolwiek poza samym biegiem żądać. Jesteśmy biegacze roszczeniowi i bezczelni. Odpowiem krótko: może i tak, ale od takiego Biegu, jak Bieg Niepodległości mamy prawo wymagać wymagać czegoś więcej niż biegu. To jest nasza manifestacja przynależności do tego, jakże umęczonego przez wieki kraju. I my mamy prawo żądać, by w biegu niepodległości czuć się jak na wielkim wydarzeniu, a nie kolejnym może i dobrze zorganizowanym, ale nie niczym się nie wyróżniającym od innych biegów. Bo co? Bo odśpiewaliśmy hymn, ostaliśmy rogala i medal? Poza odśpiewaniem hymnu niczym innym szczególnym ten bieg się wyróżniał. Brakował mi tej atmosfery, oprawy, czucia, że to coś więcej niż tylko tup, tup. Podczas np. maratonu jest poczucie, że to inny bieg niż inne. Są zespoły, jest oprawa, jest ogień.

Zresztą biegłem w Biegach Niepodległości  i w Obornikach, biegłem w Luboniu i tam czułem atmosferę święta. W Poznaniu był po prostu dobrze pod względem merytorycznym zorganizowany bieg, ale bez tego smaku, który stanowi o jego wyjątkowści. A dobrze zorganizowany pod każdym względem bieg, to w moim skromnym odczuciu to jest przede wszystkim atmosfera. Są biegi, gdzie czujemy święto, a są biegi, gdzie czujemy się, jakbyśmy poszli do Maryny na piwo. No i z racji, że u Maryny, to i rozkosz może się przydarzyć. Wtedy mamy przyzwoity bieg z ewentuanym dodatkiem, ale nie wyjątkowy.

Ja rozumiem Artiego i jego oburzenie, jak ja śmiem być tak roszczeniowy. Arti jest biegaczem i patrzy jak biegacz. Bieg ma być biegiem i do tego się sprawdzać. Ja z kolei oczekuję wydarzenia i czegoś więcej, niż na treningu znajdę. I bynajmniej nie dotyczy to tylko biegu w grupie, bo też mogę się umówić z paroma osobami na wspólny trening, gdzie zmierzymy sobie czas, a potem pójdziemy razem na piwo. I czym się to będzie różniło. I o tą różnicę mi biega. Myślę, że to chyba jasne. 

Podsumowanie 2 Biegu Niepodległości w Poznaniu

Kiedy trochę emocje biegowe i adrenalina opadnie można się pokusić o w miarę rzetelną, chociaż oczywiście przepełnioną subiektywnymi odczuciami ocenę Biegu Niepodległości, który wczoraj odbył się w Poznaniu.

Tak więc od początku. W piątek odbiór pakietów w jednej z hal MTP. Fajnie zorganizowane, nie było kolejek, super, że każdy, otrzymał na telefon sms-a ze swoimi odbiorczymi danymi. Wystarczyło podejść z telefonem pod swoje stanowisko, pokazać sms-a i gitara grała. Ja ktoś nie miał telefonu, to zawsze mógł sobie wydrukować, czy zapisać taką samą informację z maila. Dla kogoś, kto pracuje na drugą czy trzecią zmianę minusem były godziny otwarcia biura zawodów od 16 do 21, ale to było do ogarnięcia. Sam pakiet startowy z gatunku może nie aż biedy z nędzą, ale nie rzucał na kolana. Jedynie fajny duży worek, ale kiedy się zobaczyło zawartość worka, to śmiech pusty brał.

Bardzo fajnie zorganizowana strefa startu i sam start. Puszczanie biegających falami zgodnie z czasowymi możliwościami biegowymi super rzecz. Dzięki temu znajdowaliśmy w grupach osób, o porównywalnych możliwościach biegowych i cała grupa bez rozbijania mogła się trzymać razem. Co prawda mimo dosyć rygorystycznego przestrzegania wpuszczania osób do poszczególnych stref przez wolontariuszy parę osób z innych biegowych bajek się wkręciło trochę na „suchy ryj”, co widać na niektórych zdjęciach, ale były to sporadyczne przypadki. Kto wie, może te osoby mimo gorszych wyników w innych biegach, czy może braku takich wyników były na takim gazie, że bez problemu zaplanowany czas osiągnęły. Sama trasa, jej oznaczenie, wolontariusze na niej, jak pisałem wczoraj super, ekstra i w ogóle i w szczególe ,miód, malina i rewelka. Sama atmosfera, połączenie adrenaliny biegowej z nutką patriotyczną – rewelacja. Odczucie jedyne w swoim rodzaju. Z drugiej strony tak, jak to Paweł w komentarzu na Facebook napisał: brakowało oprawy na trasie, a nawet głupiej wody, tak trochę na odczepnego i bieg typowy robiony dla kasy. 

Dużym minusem brak miejsca po biegu, by usiąść, ochłonąć, i coś wypić, zjeść, generalnie się zregenerować. Mimo wszystko, wiadomo było, że w to listopad, raczej będzie zimno i rozgrzani po biegu, spoceni biegający, fajnie gdyby mogli gdzieś się schować i ochłonąć. Większość z nas jest już co prawda zahartowana i zimno nas nie rusza, ale ktoś to zaczyna i biegnie w zimnie, a potem spocony nie ma gdzie usiąść i trochę ogrzać, to mało halo. Do tego beznadziejne oznaczenie tego, co mają biegający robić po biegu. Spora grupa od razu po biegu skręcała z barierki i szła do domów nie wiedząc, że trzeba jeszcze kawałek przejść by dostać medal, a jeszcze dalej by wodę i rogalika. Pod względem informacyjnym na mecie kiepsko

Do tego fajny, bardzo oryginalny medal, ale czy aż tak wyjątowy i najpiękniejszy w kraju, jak to organizatorzy głosili, to mam wątpliwości. Jak pisałem wczoraj ładniejsze w moim odczuciu w mojej kolekcji. Po podsumowaniu wszystkich za i przeciw, które podczas nocy mi się nasunęły, to trochę mi ocena spadła z mocnej czwórki na czwórkę, ale ogólnie mimo paru niedociągnięć bieg super. 

Ile i kiedy dni wolnych w czasie tygodnia biegowego

Na początku trochę z innej strony. Wczoraj dostałem wyjaśnienie od POSIR-u oraz Szpot-a w związku z konfliktem, który pojawił się między Opel Szpot a POSIR-em i zniknięciem z biegowego kalendarza cyklu darmowych biegów „Biegaj z Opel Szpot”, który był realizowany nad Maltą. Oba listy zamieszczę na blogu w przyszłym tygodniu. Listy stanowiły odpowiedź na moje pismo, skierowane do POSIR w dniu 29 października
http://biegaczamator.blog.pl/2017/10/31/dlaczego-biegaj-z-opel-szpot-zniknal-znad-malty/
oraz odpowiedź Szpot-a dotyczącej odpowiedzi POSIR-u Jak napisałem wyjaśnienie wstawię w przyszłym tygodniu.

Nie jest dla nikogo tuptającego tajemnicą, że najważniejszym elementem rozwijania naszej pasji jest nasz codzienny trening. On buduje naszą moc, nasze przygotowania do tego, co stanowi najsmaczniejszy dodatek do naszego tuptania czyli biegów zorganizowanych. To dzięki treningowi możemy się przygotować do tych startów i spijać z nich tuprozkosz. Tylko, ze trenować też należy z głową i zgodnie ze swoimi w tym zakresie możliwościami, by się po prostu tak rzecz nazwawszy nie zarżnąć.

Kiedyś trenowałem dzień w dzień, ale ktoś, kto zna się na bieganiu dużo lepiej od mnie powiedział mi, że jeden dzień przerwy to minimum. Są osoby, które trenują 5 razy w tygodniu, sa i takie które 4 czy 3 w zależności od potrzeb, samopoczucia i innych takich. Z racji, że moją wizją jest jeden dzień przerwy muszę się zastanowić kiedy ten dzień będzie optymalny. Do tej pory były to zawsze piątki, ale ostatnio jedna ze znajomych szybkobiegaczek stwierdziła że dzień przed planowanymi zawodami, które praktycznie zawsze są w sobotę nie jest dobrym pomysłem. Optymalnym rozwiązaniem jest czwartek, czyli dwa dni przed planowanym startem. Wtedy w piątek spokojna przebieżka i znowu wejście w rytm biegowy. A tak przerwa tuż przed startem powoduje wybicie z rytmu. No i mam teraz spory dylemat. Czy faktycznie lepsza jest przerwa tuż przed startem czy może jednak dwa dni przed. Myślę, ze trzeba będzie wypróbować ten drugi treningowo-startowy schemat. Jestem ciekawy, jak to osoby, które zaszczycają mnie swoją obecnością robią i który ze schematów im najbardziej odpowiada. 

Czy bieganie bez zmęczenia ma sens?

Na początku ja zawsze w tym miejscu i czasie. Sławku, wszystko zależy od kontekstu w jakim dane wyrażenie zostało użyte. 

Ostatnio wbiegły mi przed oczy stwierdzenia czy też porady: jak biegać bez zmęczenia, bieganie bez zmęczenia itp.,itd. Zresztą, jak czasem zdarza mi się rozmawiać na temat naszej pasji z osobami, które nie czują do biegania mięty, to ich opinia jest prosta: wszystko pięknie, ładnie, tylko po cholerę się męczyć.  Gdyby można było biegać bez zmęczenia, to oni pierwsi i bardzo chętnieMuszę przyznać, że jest to teoria wręcz rewolucyjna. Biegać, czy też trenować jakiekolwiek sporty, ale bez wysiłku, zmęczenia i wkładania w to energii. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej, można sobie usiąść przed kompem wrzucić taką grę, czy też poszukać symulator biegania i bez żadnego wysiłku nawet biegi ultra można zaliczyć. Jest to jak najbardziej możliwe, tylko pytanie: czy ma to jakikolwiek sens.

Prawdziwy urok naszej biegowej pasji, jej piękno i to co nas do niej przyciąga, to jest właśnie wysiłek, który musimy tutaj włożyć, walka ze swoimi słabościami, pokonywanie własnych w umyśle wytworzonych barier i przesuwanie granic swoich fizycznych możliwości. Nic tak nie napędzania do treningów i startów, jak to że poczujemy po wszystkim to czasem olbrzymie zmęczenie, które jednak zmieni się w stan błogiej satysfakcji, radości i frajdy, że wbrew wszystkiemu, samym sobą i wszystkim blokującym nas zewnętrznym i wewnętrznym czynnikom daliśmy radę i dotarliśmy do mety. Kiedy czujemy, że jesteśmy na granicy naszych możliwości, że pokonanie każdego kolejnego metra przekracza nasze możliwości, a jednak walczymy i biegniemy dalej. I nagle widzimy przed sobą bramkę mety, a wtedy wszystko co słabe odpływa zastąpione niemożliwą wręcz do opisania euforią.  I to jest tak naprawdę clue wszystkiego. Niech to zmęczenie przybiegnie, będzie jak największe, niech rzuca nam kłody pod nogi, a my i tak damy radę. Pokonamy i zmęczenie i wszystkie inne cholery tamy naszej pasji stawiające.

Dlatego jak ktoś chce biegać bez zmęczenia, to proszę bardzo, ale straci całą frajdę z pasji naszej płynącą.

Niepodległościowe Szaleństwo Biegowe

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany masz rację, wczoraj pogoda na bieganie była idealna. 

Przed nami jeden z najbardziej rozbieganych weekendów i to chyba nie tylko w naszym kraju. Nie licząc pakrun oraz innych biegów z gatunku nie dotyczących wiadomego tematu obliczyłem korzystając tylko z jednej aplikacji, że odbędą się w naszym kraju 32 biegi pod flagą niepodległości rozgrywanych

 

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Gdynia

2017-11-11

5. PKO Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Rzeszów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kępno

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Warszawa

2017-11-11

Poznański Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Poznań

2017-11-11

4. Krakowski Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

XXVI Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Czechowice-Dziedzice

2017-11-11

Niepodległościowa Jedenastka

11km 000m

PL

Biały Kościół k/Krakowa

2017-11-11

Bieg niepodległości z wasem

10km 000m

PL

Wrocław

2017-11-11

Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Ostrowiec Świętokrzyski

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Żagań

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Oborniki Wlkp.

2017-11-11

XXIX Goleniowska Mila Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Goleniów

2017-11-11

7 Luboński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Luboń

2017-11-11

XXVII Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Malbok

-11-11

6. GÓRSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI O PUCHAR WÓJTA GMINY NOWA RUDA

10km 000m

PL

Świerki

2017-11-11

17. Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Białystok

2017-11-11

V Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Wolsztyn

2017-11-11

Gnieźnieński bieg niepodległości

11km 000m

PL

Gniezno

2017-11-11

XXI Bieg Niepodległości Łubianka Grand Prix Cross 2017
(rywalizacja drużynowa)

11km 000m

PL

Pigża

2017-11-11

XXVIII BIEGI NIEPODLEGŁOŚCI oraz II Marsz Nordic Walking
(rywalizacja drużynowa)

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

III Biecki Bieg Służb Mundurowych i nie tylko

10km 000m

PL

Biecz

2017-11-11

XXVIII Biegi Niepodległości

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

IV Elbląski Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Elbląg

2017-11-11

XXVIII Bieg Legionów

10km 000m

PL

Ustroń Legionów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

FI

Turku

2017-11-11

I Olsztyński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Olsztyn

2017-11-11

Jedenastka na 11 listopada

11km 000m

PL

Oświęcim

2017-11-11

XXIV OGÓLNOPOLSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI

10km 000m

PL

Góra


Potem jeszcze 12 listopada Szkarżysko Kamienna oraz Kielce

Trzeba przyznać, że to wyjątkowy projekt biegowy. Można się nawet pokusić o określenie: biegowy przemysł niepodległościowy. Do tego podejrzewam spora ilość biegów towarzyskich niezgłoszonych czy innych takich przepełnionych wolnoscią, luzem i swobodą biegową. Ilu nas w Biegach Niepodległości pobiegnie? W Warszawie limit 18.000 już zamknięty. W Poznaniu mamy już 9300 na liście, Krakowie ponad 3000, Łodzi 1200, Luboniu 1500, podobnie Wrocławiu. Czy każda osoba biegająca wystartuje w tych wyjątkowych biegach, które są dla nas jakby manifestacją naszych narodowych uczuć? Nie ma takiej opcji, ale jak nie większość, to z pewnością wyjątkowa część biegających połączy się z sobą w tym jednym, szczególnym dniu. Jako Naród, Społeczeńtwo jesteśmy bardzo w tym temacie wyczuleni. Lata rozbiorów, potem komunitycznego zniewolenia umysłów bardzo wzbudziły w nas potrzebę manifestowania naszej polskości i nawet obnoszenia, czy odziewania w pariotyczne szaty. Dlatego dziesiątki tysiące biegających wyjdzie w tym dniu na biegowe trasy, by oddać hołd tym, którzy oddawali to co mieli najcenniejsze byśmy dalej mogli się czuć Polakami i naszą polskością się obnosili. 

Ciekawi mnie ten bieg w Turku w dalekiej Finlandii. Ciekawe ilu jeszcze naszych Rodaków na obczyźnie w hołdzie Biało-Czerwonej pobiegnie.

Jeden dzień, dwa starty

No i znowu przyszły weekend będzie mocno biegowy. Muszę przyznać, że kiedyś już takie biegowe scenariusze robiłem. Zdarzało mi się biec najpierw rano parkrun, a potem gdzieś jakąś dyszkę do kompletu dokładać. Tyle, że ta dyszka była zazwyczaj zdecydowanie później. No i byłem wtedy na zupełnie innym poziomie czasowym i przygotowawczym. Biagałem wtedy parkrun na poziomie 23 minut z hakiem, a dyszki w granicach 50 minut. Obecnie mój stan biegowy sięgnął dna przebijając się wcześniej przez grubą wastwę mułu, to znaczy biegam parkun na poziomie 27-30 minut, a dyszkę to nawet powyżej godziny zdarzało mi się robić. Oznacza to nastrój biegowy bardzo pogrzebowy.

No, ale kiedy forma na dnie, to trzeba sobie coś dołożyć, na zasadzie albo zaczniemy się wynurzać, albo zatoniemy na amen. No i w przyszłą sobotę planuję o 9 parkrun, a o 10 Bieg Niepodległości, gdzie na start też będę musiał dobiec. A moją formę mogę określić słowami dawnego przeboju: „ mniej niż zero”. I tak sobie myślę „i z czym do pani trudniącej się nierządem nędzy na start?” Bliżej mi do darcia pierza i kur macania niż w biegach zorganizowanych startowania. Co prawda od tygodnia zmieniłem mój styl treningu i nawet jakąś różnicę czasową na parkrun dojrzałem, ale to jest ciągle poziom 27 minut, a nie poniżej 24.

No, ale co nas nie zabije to nas wzmocni i w przyszłą sobotę jak nic niespodziewanego się nie wydarzy znowu spróbuję zaliczyć dwa starty w jeden dzień. No i ten tydzień znowu treningowy eksperyment, czyli jutro kilkanaście kilometrów na luzie, poniedziałek bieżnia, wtorek i środa spokojne treningowe dyszki, a w czwartek trening interwałowy. No i po owocach sobotnich zobaczymy czy już coś mi to da. Co prawda na to, by owoce dojrzały jeszcze trochę czasu potrzeba, ale może już chociaż kiełkować zaczną. O życiówce, a nawet łamaniu 50 minut nawet nie marzę, ale chociaż poprawić mój ostatni wynik dyszki, gdzie szczyt poruty, czyli nawet godziny nie złamałem. Co ma być to będzie. 

Bo rano trzeba wstać

No i znowu tydzień zatoczył koło i mamy jego ostatnią odsłonę czyli sobotę. Dla mnie jest to dzień szczególny, gdyż zawsze kiedy tylko mogę, na godzinę 9 rano udaję się na Cytadelę, by w moim ulubionym cyklu biegowym wystartować. Ostatnio namawiałem parę osób z pracy, którym zaczyna w głowach kiełkować myśl by na poznański półmaraton się zapisać, by najpierw przebiegli się na parkrun i zobaczyli, czy w ogóle bieganie ich ciągnie. Odpowiedź ich była da mnie zastanawiająca: „z przyjemnością, ale w sobotę rano to my śpimy, a tu trzeba o nieludzkiej porze wstać”. No i tutaj jest chyba pies pogrzebany, jeżeli mówimy o frekwencji na parkrun i pewnej niechęci do tego cyklu pewnej grupy ludzi.

Nie jest tajemnicą, że nasze społeczeństwo dzieli się na sowy i na skowronki. Sowy stanowią grupę, która wstaje rano z musu, bo praca, obowiązki etc, ale za Chiny Ludowe ani demokratyczne (gdyby takie były) nie wstaną, by jakimś rozrywkom się oddać. Takie wstanie jest dla nich ekstremalnym przykładem głupoty, bo ich główna aktywność to czas wieczorno – nocny. Uwielbiają nocne zabawy, imprezy, spotkania, nawet siedzenie w pracy w nocnej porze, bo wtedy ich aktywność jest największa. Całkowitym przeciwieństwem tej grupy są tzw. skowronki, których szczyt aktywności przypada właśnie na ranki. Wtedy oni najsprawniej i najpełniej funkcjonują. Kiedy dla sów zaczyna się czas aktywności, skowronki idą spać.

Muszę tutaj przyznać, że sam jestem skowronkiem i chyba właśnie to jest jednym z głównych powodów, dlaczego tak lubię parkrun. Uwielbiam wstać wcześnie rano, kiedy ptaki się budzą, a noc powoli zamyka swoje zmęczone nocnym czuwaniem oczy. Wtedy razem ze świtem zrywam się rześki i pełen siły, werwy i ochoty nie tylko do roboty.

Tak na marginesie dzisiaj zrobiłem sobie eksperyment, czy po parkrun zdążę za tydzień na start Biegu Niepodległości. No i po przebiegnięciu w średnim tempie, jak na moje obecne możliwości parkrun, zesknowaniu na miejscu startu znalazłem się za kwadrans dziesiąta, czyli mogę napisać, po dobrej rozgrzewce od razu będę mógł startować. Zastanawia mnie jedno. We wszystkich szanujących się Biegach Niepodległości start jest o 11.11, bo tak współgra z datą. A Arti oczywiście musiał start zrobić o 10.00. Tak w sumie z pupy strony, ani nawiązanie, no ale wiadomo, że musiał to współgrać ze świętem i imieninami ulicy Świętego Marcina. Tyle, że trasa biegnie zupełnie gdzieś indziej i nie przecina ulicy Świętego Marcina. Może biega o kwestie organizacyjne, by nie oba wydarzenia nie nakładały się aż tak na siebie. Jedno muszę Artiemu przyznać. Nie muszę się zgadzać z jego wizjami organizacyjnymi oraz pędowi do kasy, ale facet nosa do biznesu i wie jak wykorzystać nadbiegające okazje.