Sobotni cotygodniowy motywator biegowy

Człowiek jest tak już skonstruowany, że potrzebujemy do życia różnych motywacji. W pracy jest to oczywiście wynagrodzenie i różne pozafinansowe motywacje zawodowe. W rodzinie także wzajemnie się motywujemy różnymi ekstrasami  wzmacniającymi nasz związek. Praktycznie by żyć i realizować nasze zadania w każdej sferze naszego pobytu na tym padole łez potrzebujemy jakiejś motywacji. Można co prawda żyć bez motywacji, bez celów, ale jest to taka sztuka dla sztuki, nie wiadomo po co, takie trwanie dla trwania.

Podobnie jest z naszymi pasjami. Sama pasja dla pasji w pewien sposób nas napędza, ale w pewnym momencie czegoś brakuje. Pasja by płonęła pełnym ogniem potrzebuje podpałki, takiego doładowania do pieca. W przypadku osób biegających, są to różnego rodzaju biegi zorganizowane. One dają nam kopa codziennych, czy chociaż parę razy w tygodniu robionych treningów. Kółko się tutaj zamyka: jeżeli nie będziemy trenowali, nie opcji wystartowania, bo nie dobiegniemy, a kiedy chcemy poczuć napędzający nas ogień startu, to musimy trenować. Tylko kiedy możemy czuć ten startowy ogień. W końcu ile razy można w ciągu roku startować w biegach zorganizowanych. Raz to koszty, dwa dotarcie w różne miejsca. Do tematu wycieczek i turystyki biegowej wrócę w jutrzejszym wpisie, dzisiaj chcę się zatrzymać na najmniej kosztownej i najprostszej motywacji biegowej.

Jest to oczywiście prakrun, czyli projekt realizowany w kilkunastu krajach w ponad 1200 miejscach. Tylko w Polsce mamy już 50 lokalizacji, a w przyszłym tygodniu rusza 51 w Koszalinie ( dzięki Robercie dłużej znany) Co prawda z Koszalina do Kołobrzegu żabi skok, ale niech bedzie. Jedyny taki bieg, gdzie tydzień w tydzień zawsze o 9 rano, zawsze w tym samym miejscu w danej lokalizacji spotykają się grupy zapaleńców, by 5 kilometrów w wersji darmowej sobie pobiec. Muszę przyznać, że nic mnie tak nie napędza i motywuje do biegania i sobotniego wstawania, jak poczucie konieczności, by znaleźć się na Cytadeli w Poznaniu o godzinie 9. Dzisiaj był już mój 211 parkrun, z czego 207 w Poznaniu. Jak zwykle super organizacja, jak zwykle jeszcze bardziej fantastyczni ludzie. Piękny początek weekendu i ładowanie baterii, a jednocześnie motywowanie do bardziej wytężonej treningowej pracy. W końcu trzeba zacząć te sekundy urywać i powoli wracać do czasów, które kiedyś osiągałem, a które uciekły w siną dal. Ale jeszcze je dopadnę. Na wszystko przybiegnie odpowiedni czas.

Bieganie z ekstra wspomaganiem

Podczas biegania może się nam przytrafić ekstra wspomaganie. I to nie piszę o wspomaganiach żelowych, farmakologicznych i innych mniej lub bardziej akceptowalnych. Mi biega raczej o wspomaganie zewnętrzne przez inne osoby udzielane. Może ono przyjąć dwa oblicza. Wszystko jest uzależnione od nasze płci oraz preferencji w wiadomym temacie.

Pierwsze ma miejsce wtedy, kiedy biegniemy z osobą tej samej płci. Jest wtedy fajnie, biegnie się super, ale chyba czegoś brakuje. Takiego dodatkowego ekstra smaczku, który daje nam bieg z osobą innej płci. W moim akurat przypadku dotyczy to biegu z paniami. Na zdjęciu ten wpis prowadzącym widać marzenie każdego faceta, czyli biegowy trójkąt w towarzystwie dwóch Kobiet. Czego można chcieć więcej od życia? Dostaje się wtedy takiej adrenaliny biegowej, że czujemy się jakbyśmy byli niczym lokomotywa, w którą maszynista wciąż węgiel wrzuca, a my płoniemy pełnym ogniem, a nasze biegowe koła wciąż nas pchają do przodu.

W zeszłą sobotę także miałem takie ekstra wspomaganie. Co prawda zgodnie z założeniami przed biegiem Niepodległości biegłem sobie spokojnie i na luzie, kiedy nagle, gdzieś tak na wysokości 4 kilometra dobiegła do mnie inna pani. No i nagle znowu dostałem przyśpieszenia i popędziliśmy razem przerzucając się ze smakowania na pożeranie kolejnych metrów. Muszę przyznać, że nas oboje to motywująco podziałało. Pani postanowiła pokazać facetowi, gdzie biegowe raki zimują, a ja, jak to ja postaniwłem pani towrzyszyć, aby nie czuła się samotna. Z drugiej strony, tak trochę na zasadzi: ” jak to? Kobieta mnie bierze? Nie może być” I jak wspomniałem bardzo się potem to nagłe wzmocnienie przydało podczas Biegu Niepodległości. Jedno trzeba przyznać. Bieganie z takim ekstra wspomaganiem dodaje nam dodatkowego kopa. 

No, a jutro znowu wolna sobota, a to oznacza kolejną wizytę na Cytadeli. Czy znowu z jakąś Panią pogonię, to się okaże. Taka wizyta jest jak pudełko czekoladek. Wiadomo, że sama słodycz nas czeka, ale z jakim nadzieniem, tego to na razie nie wiemy. To się dopiero jutro okaże.

 

Biegowe rewolucje Biegacza Amatora

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Pawle myślę że jest nas chyba więcej niż dwóch, którzy żyjemy i biegamy bez pomocy połowicznie czy całkowicie farmakologicznego wsparcia.

Większość z osób biegających ma swoje ustalone treningowe rozkłady biegowe.  Może na ni rozkłady, ale nasze prywatne plany treningowe. Niektórzy biegają codziennie, inni 6, 5, 4 razy w tygodniu. Nietórzy nawet rzadziej i też jes dobrze. Każda osoba tak jak  jej czy jemu fantazja czy trener nakazuje.Do tego mamy nasze ustalone, wypróbowane i dopieszczone formy treningu. Czyli ile biegamy, w jakim tempie, czy na płaskim, czy podbiegi, czy może tylko zwykłe przebieranie nogami. Są i przypadki, kiedy dokładamy coś ekstra.Każda metoda jest dobra, bo dopasowana indywidualnie do naszych własnych potrzeb. Ile chcemy, tyle trenujemy i nikomu nic do tego.

Muszę przyznać, że sam jestem typem bardzo trzymającym się ustalonych schematów. Kiedy opracowałem  mój treningowy układ polegającyna robieniu takiej, a nie innej ilości kilometrów, to trzymałem sie tego bez żadnych odstępstw. Co prawda miałem kiedyś jeszcze przez Andrzeja rozpisane rozpiski, no ale były i robiłem je tyle ile wypadło, a potem i tak wszystko wróciło do starego schematu. No i sobie biegałem, trenowałem a moje wyniki w pewnym momencie zaczęły spadać lawinowo na łeb i na szyję. W końcu dobiegłem do wniosku, że trzeba coś zmienić. W końcu człowiek z natury w końcu dąży do takich czy innych zmian. No i od dwóch tygodni wprowadziłem pewne rewolucyjne zmiany.

Napiszę krótko: w tygodniu objawiły mi sie dwa mocne dni treningowe. Podczas jednego trening tempowy na stadionie,czyli każda pętla w tym samym mniej więcej tempie. W tej chwili robię go w poniedziałek. Na razie koło 6 kilometrów podczas treningu, ale plan jest dociągnąć do dychy. Potem dzień spokojniejszego biegu i kolejny mocny trening interwałowy na zasadzie: minuta ostro, minuta spokojnieI tak około 10-12 minut szybkich na tyle samo wolnych. Na razie dwa takie dwupaki są za mną. Jeden w zeszłym tygodniu, a w tym drugi. W efekcie po pierwszym na Biegu Niepodległości nawet uzysałem przyzwoity czas. Co będzie po kolejnym dwupaku okaże się podczas najbliższego parkrun. W tym tygodniu wprowadziłem jeszcze zmianę w tygodniowym cyklu treningowym. Do tej pory miałem 6 dni treningu z przerwą w piątek. Teraz zachowuję układ sześciodniowy, ale przerwa w czwartek, a w piątek lekka przebieżka na dystansie około 5 kilometrów. Do tego oczywiście „suchy” na rozciąganie trening w domu. Tak 3 jednostki w tygodniu. 

Przerabiając znany program, mogę napisać, że wprowadziłem biegowe rewolucje.

Bieganie, jako machina przemysłowa

Jeden z panów komentujących na Facebook wrzucił wczoraj interesujący komentarz: „Kiedyś to była przyjemność pobiegać, a teraz jest to prostu ogromna machina nie mająca nic wspólnego z rekreacją. To wielka machina przemysłowa wyłudzająca pieniądze na coraz to nowe ubiory i odżywki” Muszę przyznać, że ta opinia jest całkowicie zgodna z moimi spostrzeżeniami, którymi nie raz już się na blogu dzieliłem.

Postała nam nowa gałąź gospodarki czyli rekreacja zarobkowa. I to nie dotyczy tylko biegania, ale ogólnie całej formy ruchu i spędzania czasu na takiej czy innej formie rekreacji związanej ze sportem. Zresztą nie tylko sportem całość naszych działań związanych z taką czy inną formą pasji jest obciążona takimi czy innymi kosztami. Tyle, że może w bieganiu my to najbardziej widzimy, gdyż jesteśmy tego najbliżej. No i widzimy jak proste hobby dla nas zmieniło się w nową gałąź gospodarczą, gdzie inni starają się z naszej pasji wyrwać dla siebie najbardziej smakowity kawałek tortu.

I tu powiedzmy sobie szczerze, że ilość i koszty samych biegów zorganizowanych, które najbardziej rzucają się w oczy, tak naprawdę są tylko drobnym ułamkiem całości. Jeżeli dodamy do tego sprzęt czyli ubiór, buty, całość dodatków smakowych o pewnym podłożu, czy też pierwiastku farmalogicznym czyli żeli, izo i całej gamy innych wzmocnień, bez których spora część osób biegających nie wyobraża sobie treningów i startów, to okaże się, że jest tego tyle, że ho,ho,ho, może i jeszcze więcej. I do tego wszechobecna reklama czyli perswazja: chcesz biegać? To super, bieganie jest cool, modne, treny i w ogóle i w szczególe. Żeby jednak być prawdziwym biegaczem czy biegaczką, to musisz kupić: to, to, tamto, jeść zażywać te produkty, startować w biegach organizowanych, kupować taki, a nie inny sprzęt i odpowiednio często go zmieniać. I wtedy dopiero możesz czuć się jak prawdziwy smakosz biegowej pasji.

No, cóż wybiega na to, że ja jestem popierdółka nie biegacz, bo żeli, nie jem, izo nie piję, a co najtrudniej zrozumieć, to biegam i żyję. Tak na marginesie zastanawiam się, czy można to zatrzymać? Obawiam się, że nie ma takiej opcji, bo zawsze jak jest pasja, to żeby ją realizować koszty trzeba ponosić.

Co powinno wyróżniać dobrze zorganizowany bieg?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasem. Macieju, Marku cóż moja ocena obecnej sytuacji gospodarczo – politycznej w naszym kraju trochę się różni od Waszej, ale na szczęście jeszcze póki co każda osoba może swoje opinie wygłaszać. I ja nie mam zamiaru dzielić naszych rodaków, na tych co stoją tam, gdzie kiedyś ZOMO i na bohaterów. Nie dotyczy to tematu bloga, więc tylko od czasu do czasu delikatnie się burzę, kiedy widzę jak ładnie przebiegamy z czerwieni w brunatne barwy. Ja akurat jestem zwolennikiem stonowanych kolorów więc mi takie jaskrawości nie przypadają do gustu.

No, ale już przebiegam do głównego punktu dzisiejszego wpisu. Po ostatnim Biegu Niepodległości w Poznaniu, na portalu Maratony Polskie rozgorzała dyskusja, czy ten bieg spełniał wszystkie oczekiwania i wymagania osób biegających. I mamy tutaj dwa punty widzenia. Można napisać, że dwie skrajne odmienne oceny tego samego wydarzenia. Organizatorzy, a także osoby, dla których najważniejszy jest uzyskany czas, dobra trasa i tylko strona czysto merytoryczna wydarzenia uważają, że taki bieg, jak w Poznaniu spełniał wszystkie oczekiwania i był idealny. Świetnie przygotowana trasa, dobrze zmierzony czas, brak zatorów to jest to, czego potrzebujemy. Nic więcej biegającym nie jest potrzebne. W końcu na Zachodzie tak jest. Tam nikt nie myśli o jakiś wypasionych pakietach, czy innych fanaberiach. U nas biegający są rozpuszczeni, jak dziadowskie bicze i śmią coś żądać od organizatorów poza samym biegiem. Jakieś pakiety, srety i inne takie głupoty, o których nikt na Zachodzie nie śmiał by nawet marzyć. Tam się biega, a nie spółkuje ( w bardziej dosadnej rzecz jasna formie)

A my co? Oczekujemy pakietów, odpowiedniej atmosfery, oprawy, jak my w ogóle śmiemy cokolwiek poza samym biegiem żądać. Jesteśmy biegacze roszczeniowi i bezczelni. Odpowiem krótko: może i tak, ale od takiego Biegu, jak Bieg Niepodległości mamy prawo wymagać wymagać czegoś więcej niż biegu. To jest nasza manifestacja przynależności do tego, jakże umęczonego przez wieki kraju. I my mamy prawo żądać, by w biegu niepodległości czuć się jak na wielkim wydarzeniu, a nie kolejnym może i dobrze zorganizowanym, ale nie niczym się nie wyróżniającym od innych biegów. Bo co? Bo odśpiewaliśmy hymn, ostaliśmy rogala i medal? Poza odśpiewaniem hymnu niczym innym szczególnym ten bieg się wyróżniał. Brakował mi tej atmosfery, oprawy, czucia, że to coś więcej niż tylko tup, tup. Podczas np. maratonu jest poczucie, że to inny bieg niż inne. Są zespoły, jest oprawa, jest ogień.

Zresztą biegłem w Biegach Niepodległości  i w Obornikach, biegłem w Luboniu i tam czułem atmosferę święta. W Poznaniu był po prostu dobrze pod względem merytorycznym zorganizowany bieg, ale bez tego smaku, który stanowi o jego wyjątkowści. A dobrze zorganizowany pod każdym względem bieg, to w moim skromnym odczuciu to jest przede wszystkim atmosfera. Są biegi, gdzie czujemy święto, a są biegi, gdzie czujemy się, jakbyśmy poszli do Maryny na piwo. No i z racji, że u Maryny, to i rozkosz może się przydarzyć. Wtedy mamy przyzwoity bieg z ewentuanym dodatkiem, ale nie wyjątkowy.

Ja rozumiem Artiego i jego oburzenie, jak ja śmiem być tak roszczeniowy. Arti jest biegaczem i patrzy jak biegacz. Bieg ma być biegiem i do tego się sprawdzać. Ja z kolei oczekuję wydarzenia i czegoś więcej, niż na treningu znajdę. I bynajmniej nie dotyczy to tylko biegu w grupie, bo też mogę się umówić z paroma osobami na wspólny trening, gdzie zmierzymy sobie czas, a potem pójdziemy razem na piwo. I czym się to będzie różniło. I o tą różnicę mi biega. Myślę, że to chyba jasne. 

Podsumowanie 2 Biegu Niepodległości w Poznaniu

Kiedy trochę emocje biegowe i adrenalina opadnie można się pokusić o w miarę rzetelną, chociaż oczywiście przepełnioną subiektywnymi odczuciami ocenę Biegu Niepodległości, który wczoraj odbył się w Poznaniu.

Tak więc od początku. W piątek odbiór pakietów w jednej z hal MTP. Fajnie zorganizowane, nie było kolejek, super, że każdy, otrzymał na telefon sms-a ze swoimi odbiorczymi danymi. Wystarczyło podejść z telefonem pod swoje stanowisko, pokazać sms-a i gitara grała. Ja ktoś nie miał telefonu, to zawsze mógł sobie wydrukować, czy zapisać taką samą informację z maila. Dla kogoś, kto pracuje na drugą czy trzecią zmianę minusem były godziny otwarcia biura zawodów od 16 do 21, ale to było do ogarnięcia. Sam pakiet startowy z gatunku może nie aż biedy z nędzą, ale nie rzucał na kolana. Jedynie fajny duży worek, ale kiedy się zobaczyło zawartość worka, to śmiech pusty brał.

Bardzo fajnie zorganizowana strefa startu i sam start. Puszczanie biegających falami zgodnie z czasowymi możliwościami biegowymi super rzecz. Dzięki temu znajdowaliśmy w grupach osób, o porównywalnych możliwościach biegowych i cała grupa bez rozbijania mogła się trzymać razem. Co prawda mimo dosyć rygorystycznego przestrzegania wpuszczania osób do poszczególnych stref przez wolontariuszy parę osób z innych biegowych bajek się wkręciło trochę na „suchy ryj”, co widać na niektórych zdjęciach, ale były to sporadyczne przypadki. Kto wie, może te osoby mimo gorszych wyników w innych biegach, czy może braku takich wyników były na takim gazie, że bez problemu zaplanowany czas osiągnęły. Sama trasa, jej oznaczenie, wolontariusze na niej, jak pisałem wczoraj super, ekstra i w ogóle i w szczególe ,miód, malina i rewelka. Sama atmosfera, połączenie adrenaliny biegowej z nutką patriotyczną – rewelacja. Odczucie jedyne w swoim rodzaju. Z drugiej strony tak, jak to Paweł w komentarzu na Facebook napisał: brakowało oprawy na trasie, a nawet głupiej wody, tak trochę na odczepnego i bieg typowy robiony dla kasy. 

Dużym minusem brak miejsca po biegu, by usiąść, ochłonąć, i coś wypić, zjeść, generalnie się zregenerować. Mimo wszystko, wiadomo było, że w to listopad, raczej będzie zimno i rozgrzani po biegu, spoceni biegający, fajnie gdyby mogli gdzieś się schować i ochłonąć. Większość z nas jest już co prawda zahartowana i zimno nas nie rusza, ale ktoś to zaczyna i biegnie w zimnie, a potem spocony nie ma gdzie usiąść i trochę ogrzać, to mało halo. Do tego beznadziejne oznaczenie tego, co mają biegający robić po biegu. Spora grupa od razu po biegu skręcała z barierki i szła do domów nie wiedząc, że trzeba jeszcze kawałek przejść by dostać medal, a jeszcze dalej by wodę i rogalika. Pod względem informacyjnym na mecie kiepsko

Do tego fajny, bardzo oryginalny medal, ale czy aż tak wyjątowy i najpiękniejszy w kraju, jak to organizatorzy głosili, to mam wątpliwości. Jak pisałem wczoraj ładniejsze w moim odczuciu w mojej kolekcji. Po podsumowaniu wszystkich za i przeciw, które podczas nocy mi się nasunęły, to trochę mi ocena spadła z mocnej czwórki na czwórkę, ale ogólnie mimo paru niedociągnięć bieg super. 

Niepodległościowo parkrunowy dwustart biegowy

Sobotni, niepodległościowy poranek przywitał nas dosyć mało budującą deszczową aurą. Na szczęście, kiedy dotarłem na Cytadelę nieśmiałe promienie słońca rozjaśniały okolicę przebijając się przez straszący kobierzec chmur. Dzisiaj na parkrun dotarły niedobitki biegających, którzy co tydzień w strefie startu stają. Muszę przyznać, że parę osób podobnie jak i ja było już ubranych i przygotowanych do startu w Biegu Niepodległości, który miał się odbyć godzinę po starcie parkrun. Więc jak klasyk powiadał: „ krucza bomba, mało czasu” Na szczęście do startu mieliśmy żabi skok, więc pełni wiary i nadziei ruszyliśmy na start parkrun

Tutaj Robert z Grzegorzem, co już jest jest tradycją wygłosili słowo wprowadzające, po którym wystartowaliśmy. Biegłem dzisiaj na wielkim luzie i spokoju traktując parkrun, jako rozgrzewkę. Co prawda na ostatnim kilometrze zrównałem się z panią, z którą potem pogoniliśmy trochę sekundy, no ale tak to jest, bieg w kimś w parze wzbudza dodatkową adrenalinę. Zresztą muszę przyznać, że Pani dołożyła mi trochę paliwa do biegowego pieca, co przydało się wyjątkowo w kolejnym dzisiejszym starcie. Na mecie szybko się zeskanowałem i nie czekając na zdjęcie udałem się na start Biegu Niepodległości. Dzisiaj wynik na parkrun rozgrzewkowy, czyli powyżej 28 minut.

Po parkrun nie spiesząc się spokojnym krokiem poszedłem na start Biegu Niepodległości i tam, gdzie wszystko miało się zacząć dotarłem około 15 minut przez rozpoczęciem zawodów. Jeszcze tylko musiałem do przynależnej mi strefy startowej, bo trzeba przyznać że było bardzo rygorystycznie przestrzegane, by każdy znalazł się tam, gdzie powinien zgodnie z uzyskanymi w okresie ostatnich dwóch lat czasami. Jak pisałem ostatnie miesiące, to było u mnie biegowe dogorywanie i z czasów poniżej 50 na 10 kilometrów, cofnąłem się do ponad godziny w ostatnim moim oficjalnym starcie. Co prawda ostatnie dwa tygodnie to całkowita zmiana cyklu treningowego, ale czy zdążyłem w tym czasie coś poprawić nie miałem pojęcia. Ostatnie minuty do startu, ktoś coś gadał, jakaś muza leciała z boku, a adrenalina w 10 tysiącach osób czekających na start buzowała coraz bardziej. Jeszcze przed startem najbardziej doniosła chwila czyli odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Muszę przyznać, że jestem osobą trochę starej daty i kiedy śpiewam Hymn Narodowy, to obowiązują mnie pewne zasady. Oznacza to, że zdejmuję czapkę, przyjmuję postawę zasadniczą i z pełnym szacunkiem i pietyzmem z całej piersi śpiewam. No niestety a może tak musi być czasy się zmieniają i ponad połowa panów nie tylko nie zdejmuje czapki, ale wręcz przestępując z niecierpliwością z nogi na nogę coś tam mruczy pod nosem, gdzie wyraźnie słychać tylko „ marsz, marsz Dąbrowski”. No, ale są to trudne słowa i nie każdy może spamiętać, jeżeli nawet jeden z bardziej rozpoznawalnych i znanych polityków śpiewa: „z ziemi polskiej do Wolski”, to czego wymagać od zwykłych tuptających.

Po Hymnie, w kolejnych rytmach, wyjątkowo motywującego kawałka, po którym czułem ciary na plecach ruszyliśmy by w naszej pasji oddać hołd tym, którzy oddali swoje życie byśmy dalej mogli czuć się Polakami. Trzeba przyznać jedno: sama trasa fantastyczna, biegło się super, do tego ogień rozpalający nas ze wszystkich stron. Gdzieś na początku trasy od osób kibicujących usłyszałem nagle kobiecy głos krzyczący: Paweł, Paweł. Nie mam pewności, czy było to skierowane do mnie, ale podziałało niczym ostrogi na konia wyścigowego. No i pognałem najszybciej, tak jak mogłem w tym dniu. Mijaliśmy poszczególne kilometry. A notowałem że zapowiada się w tym roku mój najlepszy wynik. Sama trasa, jak wspomniałem rewelacyjna. Co prawda na 6 czy 7 kilometrze mieliśmy jeden bardziej wymagający podbieg, ale co to jest jeden podbieg na 10 kilometrów. Ze szczególnym sentymentem przebiegłem obok Cytadeli i zaraz potem nastąpił finisz.Na mecie medal, ci którzy byli zorientowani dostali jeszcze rogala z wodą, ci co nie do końca o tym wiedzieli, z pustymi brzuchami wrócili do domu.

Co do samego medalu. Zapowiadano przed biegiem, że to najładniejszy medal w Polsce. Do tego miał to być najwspanialszy bieg w kraju. Odpowiem krótko: z gustami się nie polemizuje, a megalomanie trudno leczyć. W każdym razie ładniejsze medale mam w kolekcji. Z pewnością nic poważnego zarzucić nie można, bardzo poprawnie zgodnie z zasadami sztuki zrealizowane i przeprowadzone zawody, ale żadnej części ciała nie urwało. Dla tych, którzy pamiętają jeszcze skalę pięciostopniową ocen w szkole dałbym mocną czwórkę, a w obecnej sześciostopniowej może cztery plus. Bardzo mi brakowało miejsca po biegu, byśmy mogli usiąść, odpocząć, trochę ochłonąć. Było na zasadzie: bierz rogala i spadaj, a najlepiej nie bierz i od razu spadaj. Można by bardziej dosadnego słowa użyć, ale się postrzymam. Co do największych i najwspanialszych biegów w kraju, to w przyszłym roku musiałbym udać na Bieg Niepodległości do Warszawy, gdzie w tym roku biegło 18.000 osób i wtedy będę mógł napisać, kto jak sobie radzi w takich ekstremalnych trochę wyzwaniach. 

Co do wyników, to muszę przyznać, ż uzyskałem w tym roku mój najlepszy czas, co w pewnej mierze może być zasługą trasy, ale głównie sądzę, że zmianie cyku biegowego. Jeżeli miedzy dwoma startami w oresie jednego miesiąca mamy ponad 7 minut różnicy, to coś znaczy. Do tego mój najlepszy w tym roku czas w biegu na 10 kilometrów.

Ile i kiedy dni wolnych w czasie tygodnia biegowego

Na początku trochę z innej strony. Wczoraj dostałem wyjaśnienie od POSIR-u oraz Szpot-a w związku z konfliktem, który pojawił się między Opel Szpot a POSIR-em i zniknięciem z biegowego kalendarza cyklu darmowych biegów „Biegaj z Opel Szpot”, który był realizowany nad Maltą. Oba listy zamieszczę na blogu w przyszłym tygodniu. Listy stanowiły odpowiedź na moje pismo, skierowane do POSIR w dniu 29 października
http://biegaczamator.blog.pl/2017/10/31/dlaczego-biegaj-z-opel-szpot-zniknal-znad-malty/
oraz odpowiedź Szpot-a dotyczącej odpowiedzi POSIR-u Jak napisałem wyjaśnienie wstawię w przyszłym tygodniu.

Nie jest dla nikogo tuptającego tajemnicą, że najważniejszym elementem rozwijania naszej pasji jest nasz codzienny trening. On buduje naszą moc, nasze przygotowania do tego, co stanowi najsmaczniejszy dodatek do naszego tuptania czyli biegów zorganizowanych. To dzięki treningowi możemy się przygotować do tych startów i spijać z nich tuprozkosz. Tylko, ze trenować też należy z głową i zgodnie ze swoimi w tym zakresie możliwościami, by się po prostu tak rzecz nazwawszy nie zarżnąć.

Kiedyś trenowałem dzień w dzień, ale ktoś, kto zna się na bieganiu dużo lepiej od mnie powiedział mi, że jeden dzień przerwy to minimum. Są osoby, które trenują 5 razy w tygodniu, sa i takie które 4 czy 3 w zależności od potrzeb, samopoczucia i innych takich. Z racji, że moją wizją jest jeden dzień przerwy muszę się zastanowić kiedy ten dzień będzie optymalny. Do tej pory były to zawsze piątki, ale ostatnio jedna ze znajomych szybkobiegaczek stwierdziła że dzień przed planowanymi zawodami, które praktycznie zawsze są w sobotę nie jest dobrym pomysłem. Optymalnym rozwiązaniem jest czwartek, czyli dwa dni przed planowanym startem. Wtedy w piątek spokojna przebieżka i znowu wejście w rytm biegowy. A tak przerwa tuż przed startem powoduje wybicie z rytmu. No i mam teraz spory dylemat. Czy faktycznie lepsza jest przerwa tuż przed startem czy może jednak dwa dni przed. Myślę, ze trzeba będzie wypróbować ten drugi treningowo-startowy schemat. Jestem ciekawy, jak to osoby, które zaszczycają mnie swoją obecnością robią i który ze schematów im najbardziej odpowiada. 

Czy bieganie bez zmęczenia ma sens?

Na początku ja zawsze w tym miejscu i czasie. Sławku, wszystko zależy od kontekstu w jakim dane wyrażenie zostało użyte. 

Ostatnio wbiegły mi przed oczy stwierdzenia czy też porady: jak biegać bez zmęczenia, bieganie bez zmęczenia itp.,itd. Zresztą, jak czasem zdarza mi się rozmawiać na temat naszej pasji z osobami, które nie czują do biegania mięty, to ich opinia jest prosta: wszystko pięknie, ładnie, tylko po cholerę się męczyć.  Gdyby można było biegać bez zmęczenia, to oni pierwsi i bardzo chętnieMuszę przyznać, że jest to teoria wręcz rewolucyjna. Biegać, czy też trenować jakiekolwiek sporty, ale bez wysiłku, zmęczenia i wkładania w to energii. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej, można sobie usiąść przed kompem wrzucić taką grę, czy też poszukać symulator biegania i bez żadnego wysiłku nawet biegi ultra można zaliczyć. Jest to jak najbardziej możliwe, tylko pytanie: czy ma to jakikolwiek sens.

Prawdziwy urok naszej biegowej pasji, jej piękno i to co nas do niej przyciąga, to jest właśnie wysiłek, który musimy tutaj włożyć, walka ze swoimi słabościami, pokonywanie własnych w umyśle wytworzonych barier i przesuwanie granic swoich fizycznych możliwości. Nic tak nie napędzania do treningów i startów, jak to że poczujemy po wszystkim to czasem olbrzymie zmęczenie, które jednak zmieni się w stan błogiej satysfakcji, radości i frajdy, że wbrew wszystkiemu, samym sobą i wszystkim blokującym nas zewnętrznym i wewnętrznym czynnikom daliśmy radę i dotarliśmy do mety. Kiedy czujemy, że jesteśmy na granicy naszych możliwości, że pokonanie każdego kolejnego metra przekracza nasze możliwości, a jednak walczymy i biegniemy dalej. I nagle widzimy przed sobą bramkę mety, a wtedy wszystko co słabe odpływa zastąpione niemożliwą wręcz do opisania euforią.  I to jest tak naprawdę clue wszystkiego. Niech to zmęczenie przybiegnie, będzie jak największe, niech rzuca nam kłody pod nogi, a my i tak damy radę. Pokonamy i zmęczenie i wszystkie inne cholery tamy naszej pasji stawiające.

Dlatego jak ktoś chce biegać bez zmęczenia, to proszę bardzo, ale straci całą frajdę z pasji naszej płynącą.

Niepodległościowe Szaleństwo Biegowe

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany masz rację, wczoraj pogoda na bieganie była idealna. 

Przed nami jeden z najbardziej rozbieganych weekendów i to chyba nie tylko w naszym kraju. Nie licząc pakrun oraz innych biegów z gatunku nie dotyczących wiadomego tematu obliczyłem korzystając tylko z jednej aplikacji, że odbędą się w naszym kraju 32 biegi pod flagą niepodległości rozgrywanych

 

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Gdynia

2017-11-11

5. PKO Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Rzeszów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kępno

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Warszawa

2017-11-11

Poznański Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Poznań

2017-11-11

4. Krakowski Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

XXVI Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Czechowice-Dziedzice

2017-11-11

Niepodległościowa Jedenastka

11km 000m

PL

Biały Kościół k/Krakowa

2017-11-11

Bieg niepodległości z wasem

10km 000m

PL

Wrocław

2017-11-11

Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Ostrowiec Świętokrzyski

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Żagań

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

PL

Kraków

2017-11-11

Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Oborniki Wlkp.

2017-11-11

XXIX Goleniowska Mila Niepodległości 2017

10km 000m

PL

Goleniów

2017-11-11

7 Luboński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Luboń

2017-11-11

XXVII Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Malbok

-11-11

6. GÓRSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI O PUCHAR WÓJTA GMINY NOWA RUDA

10km 000m

PL

Świerki

2017-11-11

17. Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Białystok

2017-11-11

V Bieg Niepodległości

11km 000m

PL

Wolsztyn

2017-11-11

Gnieźnieński bieg niepodległości

11km 000m

PL

Gniezno

2017-11-11

XXI Bieg Niepodległości Łubianka Grand Prix Cross 2017
(rywalizacja drużynowa)

11km 000m

PL

Pigża

2017-11-11

XXVIII BIEGI NIEPODLEGŁOŚCI oraz II Marsz Nordic Walking
(rywalizacja drużynowa)

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

III Biecki Bieg Służb Mundurowych i nie tylko

10km 000m

PL

Biecz

2017-11-11

XXVIII Biegi Niepodległości

10km 000m

PL

Turek

2017-11-11

IV Elbląski Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Elbląg

2017-11-11

XXVIII Bieg Legionów

10km 000m

PL

Ustroń Legionów

2017-11-11

Bieg niepodległości

10km 000m

FI

Turku

2017-11-11

I Olsztyński Bieg Niepodległości

10km 000m

PL

Olsztyn

2017-11-11

Jedenastka na 11 listopada

11km 000m

PL

Oświęcim

2017-11-11

XXIV OGÓLNOPOLSKI BIEG NIEPODLEGŁOŚCI

10km 000m

PL

Góra


Potem jeszcze 12 listopada Szkarżysko Kamienna oraz Kielce

Trzeba przyznać, że to wyjątkowy projekt biegowy. Można się nawet pokusić o określenie: biegowy przemysł niepodległościowy. Do tego podejrzewam spora ilość biegów towarzyskich niezgłoszonych czy innych takich przepełnionych wolnoscią, luzem i swobodą biegową. Ilu nas w Biegach Niepodległości pobiegnie? W Warszawie limit 18.000 już zamknięty. W Poznaniu mamy już 9300 na liście, Krakowie ponad 3000, Łodzi 1200, Luboniu 1500, podobnie Wrocławiu. Czy każda osoba biegająca wystartuje w tych wyjątkowych biegach, które są dla nas jakby manifestacją naszych narodowych uczuć? Nie ma takiej opcji, ale jak nie większość, to z pewnością wyjątkowa część biegających połączy się z sobą w tym jednym, szczególnym dniu. Jako Naród, Społeczeńtwo jesteśmy bardzo w tym temacie wyczuleni. Lata rozbiorów, potem komunitycznego zniewolenia umysłów bardzo wzbudziły w nas potrzebę manifestowania naszej polskości i nawet obnoszenia, czy odziewania w pariotyczne szaty. Dlatego dziesiątki tysiące biegających wyjdzie w tym dniu na biegowe trasy, by oddać hołd tym, którzy oddawali to co mieli najcenniejsze byśmy dalej mogli się czuć Polakami i naszą polskością się obnosili. 

Ciekawi mnie ten bieg w Turku w dalekiej Finlandii. Ciekawe ilu jeszcze naszych Rodaków na obczyźnie w hołdzie Biało-Czerwonej pobiegnie.