Jak planować w Nowy Rok, to z rozmachem

W ten nowy rozpoczęty właśnie rok moje życzenia dla Wszystkich, którzy mnie odwiedzają zacznę inaczej niż tradycyjnie się to odbywa.

Wczoraj zapewne wszyscy „parkruniarze” otrzymali list podpisany przez Paula Simona-Hewitta – założyciela parkrun. W liście tym mogliśmy przeczytać informację, że „W przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy otworzyliśmy więcej lokalizacji, niż kiedykolwiek wcześniej a liczba zarejestrowanych uczestników przekroczyła w mijającym roku cztery miliony. Ponadto, po raz pierwszy zanotowaliśmy milion ukończonych biegów w przeciągu jednego miesiąca, a do naszej rodziny dołączyły Suazi, Namibia, Norwegia, Finlandia oraz Niemcy. Obecnie, biegi parkrun organizowane są w ponad 1,300 lokalizacjach w 19 krajach.” Bardzo ciekawie prezentują się plany parkrun na najbliższe 10 lat: „  W tym roku wprowadziliśmy również nową kolorystykę naszej marki, która zastąpiła barwy towarzyszące nam od powstania naszej inicjatywy. W mijającym roku podjęliśmy również kroki w kierunku powstania organizacji non-profit rozpoznawalnej globalnie, jak również stworzyliśmy nową stronę internetową, która umożliwi nam publikację ponad miliona rezultatów uzyskiwanych w chwili obecnej w każdym miesiącu, i która docelowo będzie w stanie obsłużyć 12,000 lokalizacji parkrun w 25 krajach w przeciągu kolejnej dekady.”

Muszę przyznać, że robi to wrażenie. Pierwsze dni nowego roku są idealnym czasem, by planować, analizować, wytyczać sobie mniej lub bardziej realne do osiągnięcia cele. Większość z nas planuje na najbliższy czas i zatrzymuje się na naszych planach, które możemy określić jako mikro, zgodnie z naszymi możliwościami i zasobami. Jak widać Paul myśli delikatnie pisząc globalnie, tworząc imperium biegowe, z którym mało jaki projekt będzie się mógł równać. Bo, jeżeli teraz przy 1300 lokalizacjach mamy ponad 4 miliony tuptajacych na parkrun, to przy 12.000 będziemy mogli mieć prawie 40 milionów, czyli tylu biegających, ilu mieszkańców liczy cały nasz kraj. Jesteście w stanie ogarnąć tą wizję? Jest to coś nieprawdopodobnego. Wielu z nas zada sobie takie nasze polskie pytanie: ” co on z tego ma? Przecież takiego projektu się nie robi na zasadzie non profit, bo to jest chore.”Napiszę krótko, by coś takiego tworzyć, trzeba być wizjonerem w skali makro.A to jak rozumuje i odbiera Świat wizjoner w skali makro, jest zdecydowanie poza możliwosciami pojmowania wielu z nas. Dlatego nie rozważajmy jak, gdzie, dlaczego, tylko cieszmy się, że możemy w takim projekcie uczestniczyć i co tydzień spotykać się w naszej ulubionej loklizacji parkrun. Tak na marginesie, do Suazi bym się wybrał na parkrun. To byłby klimat. Jedno z najmniejszych państw Świata, gdzie mieszka niecałe 1.5 mln ludzi, a ma własny parkrun.

Natomiast nam wszystkim pod ten rok, który od dzisiaj trwa realizacji wszystkich naszych mikro planów, które jednak dla nas są najważniejsze na świecie. No chyba, że ktoś ma podobną rozmachem wizję jak Paul, a wtedy jej realizacji z całego serca życzę. Niech w ten Nowy Rok cała kula ziemska będzie dla naszych pomysłów polem do realizacji.

Każdy ojciec może być lepszym tatą

 Od jakiegoś czasu zmienia się postrzeganie „tradycyjnego modelu rodziny”, które przez setki, a nawet tysiące lat zostało zakorzenione w świadomości nas facetów. Zgodnie z tym modelem obowiązkiem faceta jest utrzymać rodzinę, a obowiązkiem kobiety sprawować nas nią opiekę duchową, konsumpcyjną i każdą inną. Jednak odkąd Panie poszły do pracy okazało się, że wcale nie są gorszymi pracownikami, szefami niż my. Wręcz przeciwnie w wielu przypadkach okazuje się, że są lepsze i my musimy się z tym pogodzić.

Nie będę dzisiaj tego tematu poruszał, bo jest to zagadnienie na zupełnie inny wpis, tylko chciałbym zatrzymać się przy trochę innym temacie. Kiedy oboje rodzice idą do pracy, czy wręcz kiedy to Kobieta, a nie mąż pracuje, okazuje się, że my panowie także musimy przyjąć na siebie obowiązki rodzicielskie. I to nie na zasadzie: jestem ojcem i jestem wielki, tylko jestem ojcem i także zajmuję się dzieckiem. Przyznam szczerze, kiedy moja córka się urodziła sam ją potrafiłem wykąpać, zająć się nią, uśpić czytając książeczki, czy godzinami chodząc po dworze z wózkiem, by ją uśpić. Tak się złożyło, że najlepiej zasypiała w wózku, więc codziennie od 19 czasem i do 22 potrafiłem z nią po dworze krążyć.

W tamtych czasach, a było to ciut ponad 18 lat temu nie było takiego dostępu do wiedzy i źródeł wspomagających ojców jak teraz. Wtedy musieliśmy sobie radzić sami. Teraz każdy przyszły czy obecny ojciec może skorzystać z pomocy serwisu Tato.Net, który prowadzi ojców za rękę, prostą drogą po niby prostej, ale jakże dla nas zawiłej drodze ojcostwa 
http://tato.net/
.
Muszę przyznać, że szczególnie podoba mi się kampania społeczna propagująca to, byśmy byli lepszymi ojcami. W moim odczuciu filmik trafia do wyobraźni.

 

 

Myślę, że idea, byśmy byli lepszymi ojcami jest naprawdę bardzo motywująca i inspirująca nas do tego, by tak faktycznie było. To nie jest tak, że możemy zatrzymać się w naszym ojcostwie mówiąc sobie: jakim ja jestem wspaniałym ojcem. Zawsze można coś poprawić, ulepszyć w swoim rodzicielskim warsztacie. Dlaczego? Po to by mamom było lepiej, a nasze dzieci radośnie dorastały.

 Pamiętajmy o jednym Bycie ojcem to nie znaczy być dawcą nasienia. Bycie ojcem to odpowiedzialność, to zaszczyt, to najważniejsza rzecz, jaka nas facetów może spotkać. Kiedy obserwujemy jak nasze dziecko dorasta, potyka się na drodze życia, my ojcowie mamy mu pokazać najbezpieczniejszą i najpewniejszą drogę. Musimy wspomagać mamy w tym dziele. Bo jest nasz wspólny obowiązek, szczęście i radość.A kiedy nasze dziecko przyjdzie z nami, pogadać jak córka czy syn z ojcem, to…. jest najpiękniejsze przeżycie. 

 

 

 

 

 

 

 

Nie biegam bo…

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Robercie wcześniej poznany, ciekawe daty podałeś. Czyżbym czegoś o zmanie terminów parkrun nie wiedział? 

Ostatnio kilka osób, z którymi rozmawiałem czy w realu, czy w necie mówiło mi , że nie będą biegali, bo…. no właśnie i tutaj podbiegamy do tematu z drugiej strony. Już hektolitry atramentu napisano wszędzie gdzie się da i nie da dlaczego biegamy, co nam to daje. Ale spójrzmy z drugiej strony. Jest zdecydowana większość naszego społeczeństwa, która nie biega i nie ma najmniejszego zamiaru biegać. W tym momencie należy zadać pytanie, dlaczego ludzie nie biegają, jeżeli w naszym odczuciu to jedna z bardziej…ok nie ważne, co jest ważne dla na tylko dla innych. Dlaczego ludzie nie biegają?

Pierwszy powód jest całkowicie rozumiały: mają inną pasje, nie związaną z aktywnością fizyczną. Wolą grać w szachy, układać bierki, zbierać znaczki, ok rozumiem ich wybór ich prawo. Co prawda w przypadku wielu pasji bieganie się bardzo przydaje, bo jak to jakiejś unikalnej kolekcji znaczków startuje dwóch filatelistów to dopadnie jej ten, który pierwszy dobiegnie. No, ale nie wgłębiajmy tak głęboko, bo może się okazać, że do każdej pasji bieganie stanowi jej piękne uzupełnienie.

No, ale są ludzie, którzy mają na wszystko wyj… i żadna aktywność ich nie rusza i koniec. Nie biegają bo nie czują weny, potrzeby, adrenaliny. Życie jest powolnym sączeniem z kielicha bytu aż do ostatniej kropli, bez konieczności ruszania się z fotela czy z tapczana. I nie będą biegać, bo nie, bo nie chcą, nie lubią, nie tolerują aktywności. I co możemy im powiedzieć? No cóż życzyć szczęścia w przetrwaniu życia tak jak Istota Tworząca ich stworzyła, bo lubią w tej postaci tkwić, bez konieczności zmian w życiu. No cóż mogę napisać? Powodzenia i żyjcie jak wam wygodnie. Takie życie dla samego życia, trwania i istnienia też ma coś w sobie. Powodzenia. Niech się Wam żyje. Mam tylko nadzieję, że mają samochody i nie muszą od czasu do czasu gonić tramwajów. Jest także opcja pośrednia. Są i tacy, którzy może by chcieli i biegać, ale zawsze coś stanie na drodze. A to za zimno, a to za ciepło, a to za sucho, a to deszcz, śnieg, grad, bo każdy powód jest dobry, by nie biegać. Nasze zupełne przeciwieństwo, bo dla nas każdy powód jest dobry by biegać. No cóż każda osoba posiada na świecie swoje drugie anty ja. No cóż jak lubimy żyć wśród wymówek…

Tak na marginesie, sam przez zdecydowaną większość mojego życia nie biegałem i uważałem tuptanie za głupotę. Po moim przykładzie widać, że nigdy nie wiemy, jak nam priorytety życiowe mogę się nagle przestawić. Tak sobie myślę, jakie jeszcze można znaleźć powody by nie biegać. Najprostszy i oddający sedno wszystkiego to taki, że nie biegam bo nie. I ch.j. I myślę, że w tym tkwi sedno wszystkiego. Można traktować życie jako do ch.ja i jak komuś w tym dobrze… Chciałbym, aby w tym miejscu było jasne. Nie krytykuję osób, które nie biegają. Wręcz przeciwnie, doskonale je rozumiem, bo sam przez zdecydowaną większość mojego życia byłem po także po ich stronie barykady. Ale kiedyś stanęłem przed lustrem i powiedziałem sobie: coś w zyciu muszę zmienić. U mnie padło na bieganie. Ale nie biega tu o samo bieganie, tylko sam fakt. Jeżeli padło na takiego antybigacza jak ja, to znaczy nikt nie jest bezpieczny.

Przerwy w bieganiu

Czasem się zdarza, że robimy w naszej tuppasji pewną przerwę. Raz w tygodniu to jest praktyczne standard i z pewnością zdecydowana większość z nas ma taką przerwę w swojej rozpisce treningowej. Niektórzy z nas mają dwie przerwy w tygodniu, a niektórzy i trzy. Jednak są to przerwy zaplanowane, zgodne z naszymi zasadami treningowo -biegowymi.

Jednak od czasu zdarzają się sytuacje tzw. „wyższe”, które powodują, że musimy sobie zrobić w bieganiu czasem jeden, czasem dwa, a zdarzają się i trzy dni przerwy. Teoretycznie wydaje się, że to jest dla nas negatywna i zła sytuacja. Ale tak naprawdę, ma w sobie także pozytywne strony. Tak, na zasadzie, że nic nie jest całkiem czarne i nic nie jest całkiem białe, a z każdej sytuacji można wynieść pozytywne strony.

Kiedy wyskoczą, czy też wybiegną takie sytuacje to możemy w sobie wzbudzić dodatkowy ekstra głód biegowy. Można napisać, że jest to czas na budzenie wielkiego biegowego głoda. Muszę przyznać, że u mnie się mocno obudził.Siedzi w mojej duszy i wyje mi do ucha: „nie biegasz, nie biegasz”. A do tego siorbi i mlaszcze do ucha.

No, ale jutro niedziela i czas na odrobienie biegowych zaległości. Czuje pożądanie biegowe wypełniające każdy fragment mojego ciała. Będzie trzeba go zaspokoić chociaż częściowo jutrzejszym tuptaniem. Co by nie napisać, ale takie przerwy dają nowego, biegowego ognia. Co prawda trochę żal mi parkrun, bo już trzeci z rzędu m odpadł, ale nic na to nie mogę poradzić. Grzesiu z pewnością się cieszy, gdyż z każdym tygodniem coraz bardziej mnie goni w ilości startów. Nic na to nie poradzę i mogę tylko napisać, że nie mam wpływu, Grzesiowi życzyć szybkiego dogonienia. No, ale za to jutro sobie trochę zaległości odrobię. Co sobie potuptam, to będzie moje. No i myślę, że w przyszłym tygodniu już bez przeszkód na parkrun się udam. No i oczywiście w ostatnią sobotę starego roku. Zresztą w sobotę szykują się dwa biegi, gdyż najpierw parkrun, a potem jeszcze Bieg Sylwestrowy nad Maltą. Można podsumować: znowu będzie się działo. Tak naprawdę takie przerwy w bieganiu są bardzo inspirujące, a do tego twórcze. W końcu zawsze można znaleźć pozytywne strony.

Raz w tygodniu bieganiec zapierdalaniec

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie Masz rację Wojciechu, dlatego dzisiaj postanowiłem trochę bardziej na ten temat napisać.

Wczoraj trochę poświęciłem czasu, na prezentację mojej obecnej rozpiski treningowej. Jak pisałem mam w tej chwili trzy mocne jednostki treningowe w tygodniu. Korci mnie by jeszcze jedną formę dołożyć do mojego tygodniowego biegania. Określiłbym ją roboczo, jako bieganiec zapierdalaniec. Nie trzeba chyba zbytniej wyobraźni, by domyśleć się, o co tutaj biega. Po prostu robię sobie na jeszcze nie wiem, jak długim odcinku biegankę napierdalankę na maksa. Biegniesz z całych sił tak długo, jak tych sił starczy. Taki interwał, ale w formie ciągłej. Tak, aż się zlejesz potem, serce wali jak młotem, płuca ledwo dyszą, aż wszyscy Twoje sapanie słyszą. Czujesz, że dajesz z siebie wszystko aż do do ostatniej kropli potu na du.. znaczy się na czole. Tak pędzisz przed siebie, mroźny wiatr cie owiewa, osuszając zakatarzony wcześniej nos, a atakujący od czasu do czasu kaszel pozostaje gdzieś w tyle. Po prostu masz jeden dzień w tygodniu, kiedy dajesz z siebie wszystko.

No i pytanie się nasuwa. Kiedy taki dzień w tygodniu biegańca zapierdalańca sobie zrobić. Optymalnie jest wtedy, kiedy mamy jakiś start zorganizowany. Wtedy taki zapiedalaniec jest najbardziej wskazany, bo wtedy chcemy jak najlepszy czas uzyskać, to jest nasza chwila prawdy. Wiadomo jednak, że nie każdy ma raz w tygodniu możliwość przebiegnięcia się startowo. Nie wszędzie są parkruny, gdzie mamy mamy właśnie idealne miejsce na zapierdalaniec. Raz, że dystans 5 kilometrów na zapierdalańca jest idealny, gdyż ani za krótko, ani za długo, bo akurat piąteczkę większość z nas może maksymalnym jak na swoje możliwości przebiec. No, ale jeżeli ktoś nie lubi z jakiś przyczyn, nie ma parkrunu w okolicy, czy po prostu w soboty rano pracuje, śpi czy robi inne ciekawsze od biegania rzeczy, to cóż znaleźć sobie inny dzień na biegową napierdalankę, bo dzięki takiemu napierdalaniu wiemy, że żyjemy. Tak w skrócie można napisać: kiedy biegający napiedalają dobry humor zawsze mają. Może i paru znajomych albo i mniej znajomych się dzisiaj obruszy po tym tekście, ale czy ja zawsze muszę tak cnotliwie pisać. A może właśnie zaczynam się rozkręcać…

Co powinno wyróżniać dobrze zorganizowany bieg?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasem. Macieju, Marku cóż moja ocena obecnej sytuacji gospodarczo – politycznej w naszym kraju trochę się różni od Waszej, ale na szczęście jeszcze póki co każda osoba może swoje opinie wygłaszać. I ja nie mam zamiaru dzielić naszych rodaków, na tych co stoją tam, gdzie kiedyś ZOMO i na bohaterów. Nie dotyczy to tematu bloga, więc tylko od czasu do czasu delikatnie się burzę, kiedy widzę jak ładnie przebiegamy z czerwieni w brunatne barwy. Ja akurat jestem zwolennikiem stonowanych kolorów więc mi takie jaskrawości nie przypadają do gustu.

No, ale już przebiegam do głównego punktu dzisiejszego wpisu. Po ostatnim Biegu Niepodległości w Poznaniu, na portalu Maratony Polskie rozgorzała dyskusja, czy ten bieg spełniał wszystkie oczekiwania i wymagania osób biegających. I mamy tutaj dwa punty widzenia. Można napisać, że dwie skrajne odmienne oceny tego samego wydarzenia. Organizatorzy, a także osoby, dla których najważniejszy jest uzyskany czas, dobra trasa i tylko strona czysto merytoryczna wydarzenia uważają, że taki bieg, jak w Poznaniu spełniał wszystkie oczekiwania i był idealny. Świetnie przygotowana trasa, dobrze zmierzony czas, brak zatorów to jest to, czego potrzebujemy. Nic więcej biegającym nie jest potrzebne. W końcu na Zachodzie tak jest. Tam nikt nie myśli o jakiś wypasionych pakietach, czy innych fanaberiach. U nas biegający są rozpuszczeni, jak dziadowskie bicze i śmią coś żądać od organizatorów poza samym biegiem. Jakieś pakiety, srety i inne takie głupoty, o których nikt na Zachodzie nie śmiał by nawet marzyć. Tam się biega, a nie spółkuje ( w bardziej dosadnej rzecz jasna formie)

A my co? Oczekujemy pakietów, odpowiedniej atmosfery, oprawy, jak my w ogóle śmiemy cokolwiek poza samym biegiem żądać. Jesteśmy biegacze roszczeniowi i bezczelni. Odpowiem krótko: może i tak, ale od takiego Biegu, jak Bieg Niepodległości mamy prawo wymagać wymagać czegoś więcej niż biegu. To jest nasza manifestacja przynależności do tego, jakże umęczonego przez wieki kraju. I my mamy prawo żądać, by w biegu niepodległości czuć się jak na wielkim wydarzeniu, a nie kolejnym może i dobrze zorganizowanym, ale nie niczym się nie wyróżniającym od innych biegów. Bo co? Bo odśpiewaliśmy hymn, ostaliśmy rogala i medal? Poza odśpiewaniem hymnu niczym innym szczególnym ten bieg się wyróżniał. Brakował mi tej atmosfery, oprawy, czucia, że to coś więcej niż tylko tup, tup. Podczas np. maratonu jest poczucie, że to inny bieg niż inne. Są zespoły, jest oprawa, jest ogień.

Zresztą biegłem w Biegach Niepodległości  i w Obornikach, biegłem w Luboniu i tam czułem atmosferę święta. W Poznaniu był po prostu dobrze pod względem merytorycznym zorganizowany bieg, ale bez tego smaku, który stanowi o jego wyjątkowści. A dobrze zorganizowany pod każdym względem bieg, to w moim skromnym odczuciu to jest przede wszystkim atmosfera. Są biegi, gdzie czujemy święto, a są biegi, gdzie czujemy się, jakbyśmy poszli do Maryny na piwo. No i z racji, że u Maryny, to i rozkosz może się przydarzyć. Wtedy mamy przyzwoity bieg z ewentuanym dodatkiem, ale nie wyjątkowy.

Ja rozumiem Artiego i jego oburzenie, jak ja śmiem być tak roszczeniowy. Arti jest biegaczem i patrzy jak biegacz. Bieg ma być biegiem i do tego się sprawdzać. Ja z kolei oczekuję wydarzenia i czegoś więcej, niż na treningu znajdę. I bynajmniej nie dotyczy to tylko biegu w grupie, bo też mogę się umówić z paroma osobami na wspólny trening, gdzie zmierzymy sobie czas, a potem pójdziemy razem na piwo. I czym się to będzie różniło. I o tą różnicę mi biega. Myślę, że to chyba jasne. 

POSIR contra Opel Szpot kto w tym sporze ma racje?

Na wczorajsze komentarze odpowiem w jutrzejszym wpisie, gdyż jak pisałem nie chcę wpowadzać chaosu informacyjnego. 

Parę dni temu wysłałem do Opel Szpot oraz POSIR-u maile z prośbą o przedstawienie swjego zdania na temat zakończenia 10-letniego projektu pt Biegaj z Opel Szpot nad Maltą w Poznaniu.Jak wspomniałem dostałem, ku mojemu niemałemu zdziwieniu szybką odpowiedź zarówno ze strony POSIR, jak i Opel Szpot. Chcąc być obiektywnym zamieszczam oba listy. Nie będę komentował, gdyż chciałbym by każda osoba, która jest zainteresowana tematem mogła na podstawie zamieszczonych pism wysnuć własne wnioski. Na początku odpowiedź POSIR-u:

w nawiązaniu do Pana maila podtrzymujemy nasze stanowisko, wyrażone w odpowiedzi, jaką otrzymał Pan w styczniu:

(…)rzeczywiście w trakcie negocjacji pomiędzy POSiR i organizatorem imprezy pojawiła się kwota 3 tysięcy złotych. Nie wynikała ona z opłaty „za powietrze ale naturalnej eksploatacji obiektu, związanej między innymi z udostępnianiem toalet (zużycie wody, odprowadzanie ścieków) czy zaangażowaniem pracowników POSiR, a także udostępnianiem powierzchni reklamowej nie tylko w dni biegów.

Ostatecznie wczoraj, głównie z uwagi na społeczny charakter biegu i uczestniczące w nim dzieci z poznańskich szkół, ze strony POSiR padła propozycja podtrzymania dotychczasowej współpracy. Polega ona na udostępnianiu obiektu na zasadzie umowy barterowej, na mocy której organizator nie ponosił kosztów za wynajem(…) ”

Pomimo propozycji utrzymania kosztów dzierżawy obiektu na potrzebę organizacji biegów dla dzieci na poziomie sprzed roku firma Opel Szpot nie zdecydowała się na realizację projektu. Od stycznia organizator nie podjął z nami jakichkolwiek rozmów na temat powrotu imprezy nad Maltę. Tymczasem naszym zdaniem projekt mógł być realizowany na istniejących dotychczas warunkach. Chciałbym także zaznaczyć, że wszyscy pozostali organizatorzy imprez biegowych nad Maltą ponoszą koszty związane z dzierżawą obiektu.

Nie może Pan także oceniać oferty POSiR skierowanej do organizatora jedynie na podstawie doniesień medialnych i stanowiska organizatora. Oferta nie dotyczyła bowiem jedynie organizacji biegów dla dzieci. W trakcie negocjacji pojawiały się plany dużo szerszych działań, o których wiedzą tylko zainteresowane strony.

Warto także zaznaczyć, iż na podstawie Ustawy o samorządzie gminnym oraz Ustawy o finansach publicznych Samorządowe Zakłady Budżetowe, a takim są właśnie Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji, realizują zadania własne jednostki samorządu terytorialnego w zakresie kultury fizycznej i sportu, w tym utrzymywania terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych. Na podstawie wymienionych powyżej Ustaw POSiR pokrywają koszty swojej działalności z przychodów własnych — między innymi z dzierżawy obiektów i terenów. Zatem przychody z tytułu dzierżawy przeznaczane są na utrzymanie obiektów, w tym obiektów ogólnodostępnych, których chociażby nad Maltą nie brakuje. Tylko w tym roku oddaliśmy do użytku ogólnodostępne i nieodpłatne obiekty — siłownię zewnętrzną po północnej stronie jeziora i kompleks sportowo – rekreacyjny (plac do street workoutu, boiska do siatkówki plażowej i beach soccera) w pobliżu kąpieliska Malta, którego użytkowanie jest również nieodpłatne.

Nawiązując natomiast do idei wspierania dzieci i młodzieży chciałbym podkreślić, że istnieje wiele imprez sportowych i rekreacyjnych organizowanych przez POSiR, za udział w których uczestnicy nie ponoszą żadnych kosztów. Przykładami takich imprez są chociażby Sportowy Zajączek czy Puchar 5 Milionów. Każdego roku w obu tych imprezach uczestniczy ponad 2 tysiące dzieci z poznańskich przedszkoli i szkół podstawowych. Organizujemy także nieodpłatnie igrzyska młodzieży szkolnej w wielu dyscyplinach sportowych, zawody pływackie na pływalni Chwiałka, letnie wycieczki za miasto i spływy kajakowe, dla najbardziej potrzebujących rodzin organizujemy nieodpłatne sportowe półkolonie. Ponadto lokalne młodzieżowe kluby sportowe wynajmują obiekty POSiR po stawkach niekomercyjnych.

Zatem nie mogę zgodzić się z Pana opinią, iż niszczymy jakąkolwiek inicjatywę.”

Oraz pismo od Opel Szpot

„Tak naprawdę, to powiedzieliśmy wszystko na temat przyczyny rezygnacji z 10-letniego projektu, który kosztował nas około 350 000 złotych, w tym 60 000 zł to wartość nagród dla najlepszych szkół w Rankingu prowadzonym przez 10 lat. Na więcej po prostu nas nie stać, a oczekiwania POSiR opiewały na dodatkową kwotę 27 000 zł netto, czyli około 33 000 zł brutto za kolejne 9 biegów nad Maltą. Nie jest naszym celem walka z nikim, ale też nie jesteśmy workiem bez dna. Ta sytuacja mogła już mieć miejsce w roku 2015, ale wówczas interwencja  ( na naszą prośbę ) ówczesnego wiceprezydenta Poznania Arkadiusza Stasicy zapobiegła rezygnacji z tego projektu z uwagi na oczekiwania finansowe POSiR-u. W końcówce roku 2016 nastąpiła powtórna eskalacja żądań finansowych ze strony POSiR i to było przyczyną naszej decyzji. Co prawda na kilka dni przed planowaną inauguracją XI edycji  „Biegaj z Opel Szpot” ze strony POSiR nadeszły propozycje znacznie skromniejsze finansowo, ale przez 10-12 dni nie jesteśmy w stanie pozyskać partnerów, media patronów, zapewnić całą techniczną stronę oraz logistykę. Na to pracuje się kilka miesięcy, a na prowizorkę po prostu nie mogliśmy sobie pozwolić .

Na szczęście jest Swarzędz, gdzie od  lat organizujemy bieg 10 km Szpot Swarzędz, od 2 lat Półmaraton Szpot Swarzędz oraz Igrzyska Biegowe Dzieci i Młodzieży . Znakomicie układa nam się współpraca z lokalnym samorządem, Urzędem Miasta i Gminy, Swarzędzkim Centrum Sportu i Rekreacji. W naszych biegach wzięło dotychczas udział ponad 13 000 biegaczek i biegaczy oraz kilka tysięcy dzieci . Czujemy się poważnie traktowani,  odczuwamy wsparcie z wielu stron i chcemy oba nasze projekty kontynuować. Zapraszamy na biegi do Swarzędza, na nasze treningi, do członkostwa w powołanym przed rokiem do życia Klubie Ludzi Aktywnych Sportowo.

Czy żal nam „Biegaj z Opel Szpot” ? Absolutnie tak, ale nie żalimy się, tylko działamy. Że nie w Poznaniu, a w Swarzędzu ? Przecież to tylko 10 kilometrów, a jakże inne nastawienie. Zapraszamy do nas.”

Jak napisałem wcześniej powstrzymam się od komentarza zostawiając prawo do jego wygłoszenia każdej osobie, która przeczyta ten wpis. 

Król komentatorów piłkarskich

Wczoraj zapadła decyzja, że najbliższy mecz naszej reprezentacji będzie komentował Guru komentatorów piłkarskich czyli Dariusz Szpakowski. Podejrzewam, że na najbliższych Mistrzostwach Świata także będzie nas raczył swoimi tekstami. Dla przypomnienia kilka złotych czy raczej kilka komentarzy Króla wśród komentatorów.

Bracia-bliźniacy Frank i Ronald de Boerowie, z których większość gra w Barcelonie.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Mirosław Trzeciak zdobył gola po indywidualnej akcji całego zespołu.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Bardzo dobrze mówiący po niemiecku niemiecki arbiter.”
„Bergkamp trafił bramką w słupek.”
„Była to najsłabsza pierwsza połowa w tym meczu.”
„Do końca meczu została godzina, czyli około 60 minut.”
„Do końca pierwszej połowy pozostały sekundy… dokładnie cztery minuty… 360 sekund.”
„Dzień dobry państwu. Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski.”
„Iversen mógłby być spokojnie synem Franco Baresiego, ale Baresiego zawiodły nerwy.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Jest coś takiego w życiu Kameruńczyków, że futbol, jak życie, pełen jest przygód.”
„Jest tak gorąco, że piłkarze oddychają.”
„Jest to Brazylijczyk z japońskim rodowodem.”
„Jeśli nie z nimi, to z kim, jeśli nie kiedy – no właśnie!”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006                                                                       
Roger w takim trójkącie z Krzynówkiem i Smolarkiem…                                Aaa…!No i mamy wyrównanie…! (W momencie strzelenia gola na 9:0 w meczu 

Do tego możemy dołożyć szereg innych powiedzonek, które weszły już fo kanonów komentowania. Wystarczy dodać ” puścił Bąka lewą stroną”, taki francuski trójkąt: Jeleń, Dutka i Obraniak”,” „i znów niecelne trafienie „, „udało mu się znaleźć czułe miejsce między nogami obrońcy”, „ta bramka nie powinna być uznana, gdyż jak widać w powtórce, bramki nie było”, „Janas chyba zmienił zdanie, choć Brożek był już rozebrany”  czy ” Johann Cruiff dokonywał bardziej zmian taktycznych, niż zmieniających taktyke zespołu”. Przykładów można mnożyć, ale trzeba przyznać, że Król jest jeden i mecz bez tych komentarzy meczy byłyby jałowe.

Czy bieganie bez zmęczenia ma sens?

Na początku ja zawsze w tym miejscu i czasie. Sławku, wszystko zależy od kontekstu w jakim dane wyrażenie zostało użyte. 

Ostatnio wbiegły mi przed oczy stwierdzenia czy też porady: jak biegać bez zmęczenia, bieganie bez zmęczenia itp.,itd. Zresztą, jak czasem zdarza mi się rozmawiać na temat naszej pasji z osobami, które nie czują do biegania mięty, to ich opinia jest prosta: wszystko pięknie, ładnie, tylko po cholerę się męczyć.  Gdyby można było biegać bez zmęczenia, to oni pierwsi i bardzo chętnieMuszę przyznać, że jest to teoria wręcz rewolucyjna. Biegać, czy też trenować jakiekolwiek sporty, ale bez wysiłku, zmęczenia i wkładania w to energii. Czy jest to możliwe? Jak najbardziej, można sobie usiąść przed kompem wrzucić taką grę, czy też poszukać symulator biegania i bez żadnego wysiłku nawet biegi ultra można zaliczyć. Jest to jak najbardziej możliwe, tylko pytanie: czy ma to jakikolwiek sens.

Prawdziwy urok naszej biegowej pasji, jej piękno i to co nas do niej przyciąga, to jest właśnie wysiłek, który musimy tutaj włożyć, walka ze swoimi słabościami, pokonywanie własnych w umyśle wytworzonych barier i przesuwanie granic swoich fizycznych możliwości. Nic tak nie napędzania do treningów i startów, jak to że poczujemy po wszystkim to czasem olbrzymie zmęczenie, które jednak zmieni się w stan błogiej satysfakcji, radości i frajdy, że wbrew wszystkiemu, samym sobą i wszystkim blokującym nas zewnętrznym i wewnętrznym czynnikom daliśmy radę i dotarliśmy do mety. Kiedy czujemy, że jesteśmy na granicy naszych możliwości, że pokonanie każdego kolejnego metra przekracza nasze możliwości, a jednak walczymy i biegniemy dalej. I nagle widzimy przed sobą bramkę mety, a wtedy wszystko co słabe odpływa zastąpione niemożliwą wręcz do opisania euforią.  I to jest tak naprawdę clue wszystkiego. Niech to zmęczenie przybiegnie, będzie jak największe, niech rzuca nam kłody pod nogi, a my i tak damy radę. Pokonamy i zmęczenie i wszystkie inne cholery tamy naszej pasji stawiające.

Dlatego jak ktoś chce biegać bez zmęczenia, to proszę bardzo, ale straci całą frajdę z pasji naszej płynącą.

My nie dajemy, my biegniemy

Ostatnio podczas poznańskiego maratonu zaobserwowałem ciekawą sytuację: biegły sobie dwie panie, a stojący po bokach kibice bardzo często je wspierali, tak znanym na tuptających trasach słowem: „dajesz, dajesz”. Na to panie niczym pacierz w kółko powtarzały: „ my nie dajemy, my biegniemy”. I w tym momencie sobie uświadomiłem, że faktycznie użycie sformułowania „dajesz” w stosunku do pani, której osobiście nie znamy, a która sobie biegnie spokojnie ulicą, może być przez nią bardzo negatywnie odebrane. Nie trzeba tutaj chyba dodawać, że w przypadku pań określenie „ dajesz” budzi raczej negatywne niż pozytywne odczucia.

W przypadku nas panów jest trochę, a nawet zupełnie inaczej i nam nie przeszkadza, że ktoś mówi, że dajemy. W naszym przypadku określenie dajemy, ma zupełnie inny, pozbawiony seksualnych skojarzeń podtekst. My możemy dawać pracę, rękę, jałmużnę itp. Ta sobie myślę, jak te skojarzenia życiowe są różnie odbierane i my faceci zawsze ci macho i goście, a panie to niestety. I to jest chyba trochę mało fair.

Jestem ciekawy jaki byłby wynik, gdyby jakaś pani wystąpiła na drogę sądową, domagając się od tak dopingującego pana odszkodowania za straty moralne. Wiadomo, że musiałaby to udowodnić, ale dobrze przygotowana na taką akcję Pani mogłaby pobiec z kamerką i wtedy byłoby wesoło. Ilu panów mogłoby stanąć przed sądem. Dlatego panowie, od dzisiaj nie wspieramy Pań na trasach dwuznacznym „dajesz”, tylko: „ biegniesz”, „gnasz”, „pędzisz”, „moc z Tobą”, a dla bardziej ambitnych: „ biegnij Pani drogą, lasem, podskakując sobie czasem”. Mam nadzieję, że taki ułożony doping przegoni precz złe skojarzenia.