POSIR contra Opel Szpot kto w tym sporze ma racje?

Na wczorajsze komentarze odpowiem w jutrzejszym wpisie, gdyż jak pisałem nie chcę wpowadzać chaosu informacyjnego. 

Parę dni temu wysłałem do Opel Szpot oraz POSIR-u maile z prośbą o przedstawienie swjego zdania na temat zakończenia 10-letniego projektu pt Biegaj z Opel Szpot nad Maltą w Poznaniu.Jak wspomniałem dostałem, ku mojemu niemałemu zdziwieniu szybką odpowiedź zarówno ze strony POSIR, jak i Opel Szpot. Chcąc być obiektywnym zamieszczam oba listy. Nie będę komentował, gdyż chciałbym by każda osoba, która jest zainteresowana tematem mogła na podstawie zamieszczonych pism wysnuć własne wnioski. Na początku odpowiedź POSIR-u:

w nawiązaniu do Pana maila podtrzymujemy nasze stanowisko, wyrażone w odpowiedzi, jaką otrzymał Pan w styczniu:

(…)rzeczywiście w trakcie negocjacji pomiędzy POSiR i organizatorem imprezy pojawiła się kwota 3 tysięcy złotych. Nie wynikała ona z opłaty „za powietrze ale naturalnej eksploatacji obiektu, związanej między innymi z udostępnianiem toalet (zużycie wody, odprowadzanie ścieków) czy zaangażowaniem pracowników POSiR, a także udostępnianiem powierzchni reklamowej nie tylko w dni biegów.

Ostatecznie wczoraj, głównie z uwagi na społeczny charakter biegu i uczestniczące w nim dzieci z poznańskich szkół, ze strony POSiR padła propozycja podtrzymania dotychczasowej współpracy. Polega ona na udostępnianiu obiektu na zasadzie umowy barterowej, na mocy której organizator nie ponosił kosztów za wynajem(…) ”

Pomimo propozycji utrzymania kosztów dzierżawy obiektu na potrzebę organizacji biegów dla dzieci na poziomie sprzed roku firma Opel Szpot nie zdecydowała się na realizację projektu. Od stycznia organizator nie podjął z nami jakichkolwiek rozmów na temat powrotu imprezy nad Maltę. Tymczasem naszym zdaniem projekt mógł być realizowany na istniejących dotychczas warunkach. Chciałbym także zaznaczyć, że wszyscy pozostali organizatorzy imprez biegowych nad Maltą ponoszą koszty związane z dzierżawą obiektu.

Nie może Pan także oceniać oferty POSiR skierowanej do organizatora jedynie na podstawie doniesień medialnych i stanowiska organizatora. Oferta nie dotyczyła bowiem jedynie organizacji biegów dla dzieci. W trakcie negocjacji pojawiały się plany dużo szerszych działań, o których wiedzą tylko zainteresowane strony.

Warto także zaznaczyć, iż na podstawie Ustawy o samorządzie gminnym oraz Ustawy o finansach publicznych Samorządowe Zakłady Budżetowe, a takim są właśnie Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji, realizują zadania własne jednostki samorządu terytorialnego w zakresie kultury fizycznej i sportu, w tym utrzymywania terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych. Na podstawie wymienionych powyżej Ustaw POSiR pokrywają koszty swojej działalności z przychodów własnych — między innymi z dzierżawy obiektów i terenów. Zatem przychody z tytułu dzierżawy przeznaczane są na utrzymanie obiektów, w tym obiektów ogólnodostępnych, których chociażby nad Maltą nie brakuje. Tylko w tym roku oddaliśmy do użytku ogólnodostępne i nieodpłatne obiekty — siłownię zewnętrzną po północnej stronie jeziora i kompleks sportowo – rekreacyjny (plac do street workoutu, boiska do siatkówki plażowej i beach soccera) w pobliżu kąpieliska Malta, którego użytkowanie jest również nieodpłatne.

Nawiązując natomiast do idei wspierania dzieci i młodzieży chciałbym podkreślić, że istnieje wiele imprez sportowych i rekreacyjnych organizowanych przez POSiR, za udział w których uczestnicy nie ponoszą żadnych kosztów. Przykładami takich imprez są chociażby Sportowy Zajączek czy Puchar 5 Milionów. Każdego roku w obu tych imprezach uczestniczy ponad 2 tysiące dzieci z poznańskich przedszkoli i szkół podstawowych. Organizujemy także nieodpłatnie igrzyska młodzieży szkolnej w wielu dyscyplinach sportowych, zawody pływackie na pływalni Chwiałka, letnie wycieczki za miasto i spływy kajakowe, dla najbardziej potrzebujących rodzin organizujemy nieodpłatne sportowe półkolonie. Ponadto lokalne młodzieżowe kluby sportowe wynajmują obiekty POSiR po stawkach niekomercyjnych.

Zatem nie mogę zgodzić się z Pana opinią, iż niszczymy jakąkolwiek inicjatywę.”

Oraz pismo od Opel Szpot

„Tak naprawdę, to powiedzieliśmy wszystko na temat przyczyny rezygnacji z 10-letniego projektu, który kosztował nas około 350 000 złotych, w tym 60 000 zł to wartość nagród dla najlepszych szkół w Rankingu prowadzonym przez 10 lat. Na więcej po prostu nas nie stać, a oczekiwania POSiR opiewały na dodatkową kwotę 27 000 zł netto, czyli około 33 000 zł brutto za kolejne 9 biegów nad Maltą. Nie jest naszym celem walka z nikim, ale też nie jesteśmy workiem bez dna. Ta sytuacja mogła już mieć miejsce w roku 2015, ale wówczas interwencja  ( na naszą prośbę ) ówczesnego wiceprezydenta Poznania Arkadiusza Stasicy zapobiegła rezygnacji z tego projektu z uwagi na oczekiwania finansowe POSiR-u. W końcówce roku 2016 nastąpiła powtórna eskalacja żądań finansowych ze strony POSiR i to było przyczyną naszej decyzji. Co prawda na kilka dni przed planowaną inauguracją XI edycji  „Biegaj z Opel Szpot” ze strony POSiR nadeszły propozycje znacznie skromniejsze finansowo, ale przez 10-12 dni nie jesteśmy w stanie pozyskać partnerów, media patronów, zapewnić całą techniczną stronę oraz logistykę. Na to pracuje się kilka miesięcy, a na prowizorkę po prostu nie mogliśmy sobie pozwolić .

Na szczęście jest Swarzędz, gdzie od  lat organizujemy bieg 10 km Szpot Swarzędz, od 2 lat Półmaraton Szpot Swarzędz oraz Igrzyska Biegowe Dzieci i Młodzieży . Znakomicie układa nam się współpraca z lokalnym samorządem, Urzędem Miasta i Gminy, Swarzędzkim Centrum Sportu i Rekreacji. W naszych biegach wzięło dotychczas udział ponad 13 000 biegaczek i biegaczy oraz kilka tysięcy dzieci . Czujemy się poważnie traktowani,  odczuwamy wsparcie z wielu stron i chcemy oba nasze projekty kontynuować. Zapraszamy na biegi do Swarzędza, na nasze treningi, do członkostwa w powołanym przed rokiem do życia Klubie Ludzi Aktywnych Sportowo.

Czy żal nam „Biegaj z Opel Szpot” ? Absolutnie tak, ale nie żalimy się, tylko działamy. Że nie w Poznaniu, a w Swarzędzu ? Przecież to tylko 10 kilometrów, a jakże inne nastawienie. Zapraszamy do nas.”

Jak napisałem wcześniej powstrzymam się od komentarza zostawiając prawo do jego wygłoszenia każdej osobie, która przeczyta ten wpis. 

Król komentatorów piłkarskich

Wczoraj zapadła decyzja, że najbliższy mecz naszej reprezentacji będzie komentował Guru komentatorów piłkarskich czyli Dariusz Szpakowski. Podejrzewam, że na najbliższych Mistrzostwach Świata także będzie nas raczył swoimi tekstami. Dla przypomnienia kilka złotych czy raczej kilka komentarzy Króla wśród komentatorów.

Bracia-bliźniacy Frank i Ronald de Boerowie, z których większość gra w Barcelonie.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Mirosław Trzeciak zdobył gola po indywidualnej akcji całego zespołu.”
Źródło: „Przegląd” nr 3, 21 stycznia 2002
„Bardzo dobrze mówiący po niemiecku niemiecki arbiter.”
„Bergkamp trafił bramką w słupek.”
„Była to najsłabsza pierwsza połowa w tym meczu.”
„Do końca meczu została godzina, czyli około 60 minut.”
„Do końca pierwszej połowy pozostały sekundy… dokładnie cztery minuty… 360 sekund.”
„Dzień dobry państwu. Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski.”
„Iversen mógłby być spokojnie synem Franco Baresiego, ale Baresiego zawiodły nerwy.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Jest coś takiego w życiu Kameruńczyków, że futbol, jak życie, pełen jest przygód.”
„Jest tak gorąco, że piłkarze oddychają.”
„Jest to Brazylijczyk z japońskim rodowodem.”
„Jeśli nie z nimi, to z kim, jeśli nie kiedy – no właśnie!”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006
„Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka.”
Źródło: Creme de la creme czyli najlepsze cytaty komentatorów sportowych, sport.pl, 9 czerwca 2006                                                                       
Roger w takim trójkącie z Krzynówkiem i Smolarkiem…                                Aaa…!No i mamy wyrównanie…! (W momencie strzelenia gola na 9:0 w meczu 

Do tego możemy dołożyć szereg innych powiedzonek, które weszły już fo kanonów komentowania. Wystarczy dodać ” puścił Bąka lewą stroną”, taki francuski trójkąt: Jeleń, Dutka i Obraniak”,” „i znów niecelne trafienie „, „udało mu się znaleźć czułe miejsce między nogami obrońcy”, „ta bramka nie powinna być uznana, gdyż jak widać w powtórce, bramki nie było”, „Janas chyba zmienił zdanie, choć Brożek był już rozebrany”  czy ” Johann Cruiff dokonywał bardziej zmian taktycznych, niż zmieniających taktyke zespołu”. Przykładów można mnożyć, ale trzeba przyznać, że Król jest jeden i mecz bez tych komentarzy meczy byłyby jałowe.

Kolejna edycja dziecięcych zmagań „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” rozpoczęta

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Be aware dzięki za miłe słowa i serdecznie pozdrawiam. Czasem zdarza mi się wrzucić trochę inny niż biegowy tekst:

Ruszyły rozgrywki XVIII edycji Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Młodzi piłkarzei piłkarki powalczą nie tylko o występ w finale na stadionie PGE Narodowym, ale także postawią pierwszy, znaczący krok w kierunku gry w biało-czerwonej koszulce. Już 50 zawodników i zawodniczek trafiłoz Turnieju do Reprezentacji Polski różnych kategorii wiekowych.

„Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to świetna okazja na odkrycie talentu i zapoczątkowanie piłkarskiej kariery. Wyróżniający się zawodnicy, obserwowani na poszczególnych etapach rozgrywek, mają szansę dostać zaproszenie na zgrupowania i konsultacje. – W proces obserwacji zawodników podczas Turnieju zaangażowani są trenerzy młodzieżowych reprezentacji Polski, trenerzy pracujący w Akademiach Młodych Orłów oraz skauci Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. Kulminacyjnym momentem naszej pracy jest Finał Ogólnopolski, który odbywa się w Warszawie, ale obserwujemy zawodników i zawodniczki również na etapie wojewódzkim. Poza tym mamy ścisły kontakt z trenerami prowadzącymi poszczególne zespoły. Bardzo blisko współpracujemy również z trenerami koordynatorami w danych województwach, którzy obserwują meczei informują nas dokładnie o przebiegu Turnieju i występujących w nim zawodnikach – mówi Bartłomiej Zalewski, selekcjoner reprezentacji Polski U-17.

Najlepsi uczestnicy Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” regularnie biorą udział w Letniej Akademii Młodych Orłów i stanowią większość zapraszanych na nią zawodników (ostatnio 46 z 80 w kat. U-12) i zawodniczek (ostatnio 30 z 40 w tej samej kategorii). Kolejnym krokiem na piłkarskiej ścieżce młodych adeptów futbolu jest powołanie do młodzieżowych Reprezentacji Polski. W niedawno rozegranym międzynarodowym meczu towarzyskim chłopców w kategorii U-14 ze Słowacją wzięło udział aż 12 (z 20 powołanych) zawodników wywodzących się z Turnieju.

Marzeniem każdego dziecka rozpoczynającego zabawę z piłką na tym etapie jest przede wszystkim gra w dorosłej Reprezentacji Polski. – Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” traktujemy jako początek drogi do Reprezentacji. Udział w tych rozgrywkach to jeden z podstawowych kroków, dzięki którym gra z Orłem na piersi może stać się w przyszłości realna dla wielu chłopców i dziewczynek – dodaje Zalewski. W historii Turnieju brało udział ponad 50 zawodników, którzy potem przebili się do Reprezentacji Polski w kategoriach U15, U17, U19, U21 a także do dorosłej kadry. Wśród nich są Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Damian Kądzior czy Marcin Kamiński, a więc piłkarze, którzy w ostatnich meczach eliminacji do mundialu w Rosji znaleźli się w zespole selekcjonera Adama Nawałki.

„Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to Turniej, w którym uczestniczą dzieci z każdego zakątka Polski. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w XVIII edycji do gry o marzenia przystąpią drużyny z niemal całego kraju – aż w 97 proc. powiatów w Polsce są rozgrywane mecze eliminacyjne. Wezmą w nich udział uczniowskie kluby sportowe, Akademie Młodych Orłów, kluby sportowe, organizacje prowadzące działalność sportowo-edukacyjną, a także szkoły podstawowe, które stanowią najwięcej, bo aż 70% wszystkich zespołów.

Okres od października do marca to czas zmagań na etapie gminnym i powiatowym. Ci, którzy okażą się najlepsi w tej fazie, zakwalifikują się do Finałów Wojewódzkich rozgrywanych na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku. Tam wyłonieni zostaną zwycięzcy Turnieju w kategorii U-8, z kolei starsze grupy czeka jeszcze majowy Finał Ogólnopolski z decydującymi meczami na stadionie PGE Narodowym. Nagrodą główną dla najlepszych zespołów chłopców i dziewcząt do lat 8 będą nagrody rzeczowe, a do lat 10 i 12 możliwość obejrzenia meczu kadry Adama Nawałki oraz osobistego spotkania z piłkarzami Reprezentacji Polski.
Największy Turniej piłkarski dla dzieci w Europie swym patronatem objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, a honorowy patronat nad XVIII edycją sprawuje Prezydent RP – Andrzej Duda. Głównym Sponsorem rozgrywek organizowanych przez Polski Związek Piłki Nożnej od 11 lat jest firma Tymbark, a od zeszłej edycji Brązowym Sponsorem została firma Electrolux. Głównym celem zmagań jest popularyzacja sportu i aktywności fizycznej wśród najmłodszych. W dotychczasowych edycjach Turnieju łącznie zgłoszonych zostało blisko 2 miliony dzieci.

Szczegółowe informacje o Turnieju znajdują się na stronie www.zpodworkanastadion.pl

No kochni biegający, jeżeli macie w domach młode talenty na poziomie Lewandowskiego to jest szansa by objawiły się w pełnej krasie. I nie ma znaczenia czy to chłopcy czy dziewczęta, bo talent ni wybiera, on trafia do wybranych.

Czy warto poświęcić raz w tygodniu trening biegowy na ogólnorozwojowy

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie, Robecie taki klin i odpowiedź interwałami i podbiegami na ciężkie nogi, to metoda biegających z wyższej niż moja półki. Ja mam trochę inną wizję

Rano już deliktanie napocząłem temat. W zasadzie nie ja go zacząłem, tylko parę dni temu miałem interesującą rozmowę z osobą, która nie biega, ale generalnie zna się dobrze na treningu sportowym. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat treningu. Pan powiedział: „ok. widzę, że do biegania podchodzisz poważnie, a co z treningiem pozabiegowym”. Odpowiedziałem, że oczywście jest, rozciągam się przed i po bieganiu. Pan stwierdził, że myślę w kategoriach klasycznego biegacza. Wszystko się kręci dookoła begania, a co z trenigiem ogólnorozwojowym. I wtedy mnie trochę zażyło. Zapytałem: ” ale o co biega z ogólnorozwojówką dla biegaczy”. Pan powiedział krótko: „nie chcę, byś przypuszczał, że chcę tobie zaaplikować trening, za takie czy inne pieniądze. Wpisz sobie w wyszkuwiarkę frazę: „ćwiczenia ogólnorozowjowe dla biegaczy”, a wysoczy kilkanaście propozycji. Wybierz jedną z nich i trenuj. Fajnie, gdybyś raz w tygdniu zamiast treningu biegowego nastawił się właśnie na ogólnrozwojowy.

I na tym rozmowa się zakończyła. Poszperałem trochę w Internecie i faktycznie możliwości i propozycji jest całe zatrzęsienie. Szczególnie przemawiająca jest dla mnie propozycja portalu trening biegacza, ale nie tylko.Nie mniej ciekawą propozycję ma dla nas portal bieganie, czy portal bieganie uskrzydla. W zasadzie każdy szanujący sie portal dla biegających propozycje takiego treningu posiada wrzucone na swoich stronach, . Nic tylko wybierać i prebierać. Tylko trzeba troszeczkę w sieci poszperać.

Muszę przyznać, że poważnie się zastanawiam, czy raz  tygodniu takiego dnia ogólnorowojowego nie stworzyć. W sumie mam dwie możliwości. W końcu piątek i tak mam wolny pod względem treningów, więc móglbym go wypełnić ogólnorozwojówką, albo faktycznie wolny piątek zostawić, a ćwiczenia ogólnorozwojowe wprowadzić np w środę lub czwartek, przed dniem wolnym. Nie ma jeszcze pojęcia jak to sobie zaplanować . Pierwsza opcja o zrobić dzisiaj, druga jutro, a trzecia w piątek.

W sumie można potrenować każdego z tych dni oglądają np Tour de Pologne czyli łącząc przyjemne z pożytecznym. No można też dzisiaj oglądając pewien mecz, tylko nie wiem, czy mi mieszkańcowi Poznania wypada się przyznać, że będę oglądał pewien zepół, za którym my w stolicy Pyrlandii raczej nie przepadamy. No, nie muszę się przyznawać, komu będę kibicował, jeżeli będę, a nie będę oglądał, dla samego ogląadania i treningu ogólnorozwojowego wspomagania.

 

 

Brak formy i motywacji? No to na maraton

Muszę przyznać, że ten rok pod względem biegowym i ogólnie mojej formy jest delikatnie mówić bardzo kiepski, żeby nie napisać szczerze, że tragiczny czy beznadziejny. Używając terminologii wędkarskiej można napisać, że dno i sześć metrów mułu. Generalnie nigdy nie byłem jakim dobrym tuptaczem, raczej klasyczną biegową szarą masą, ale na 5 kilometrów w granicach tych 23 minut, na dyszkę poniżej 50, półmaratonie godziny pięćdziesiąt a w maratonie 4 godziny złamać się udało. Nie są to jakieś wielkie rezultaty, raczej poziom średniej statystycznej, ale ponad jak ponad 40-sto letniego faceta, który dopiero po tej magicznej granicy wieku zaczął tuptać takie przyzwoite, bez urywania żadnej części ciała wyniki.

Ten rok pod względem biegowym to jest rzeź, masakra i dyndanie na haku rzeźnickim. Raz, że nie do końca się chce trenować, dwa jakieś urazy się przyplątały ( prawo serii: nie ma, nie ma, nie ma, jest,jest,jest) czyli ogólnie lipa i to bardzo wyrośnięta. Kiedy uda mi się przybiec na parkrun, to moim czasom bliżej trzydziestki niż dwudzieski. W sumie dobrze, że nie wiekowo bliżej, bo pod 50-stkę to już by było gorzej niż dno. A tak jest tylko beznajdziejnie. No, ale w końcu, kiedy już siegamy dna, to chyba warto przykurczyć nogi i się od niego odbić. Jak to najlepiej zrobić? Wydaje się, że musimy postawić przed sobą jakiś teoretycznie abstrakcyjny, niemożliwy w tej chwili do osiągnięcia cel w stosunkowo niedalekich granicach czasowych. No, a co może być dla nas, obecnie nawet trochę poniżej przeciętnych możliwości biegowych tuptaczy? To proste, takim wyzwaniem jest maraton, czyli Królewski Dystans. W mojej biegowej historii 5 razy się mierzyłem z tym dystansem, gdzie 4 razy go po japońsku, czyli jako tako pokonałem, a raz ledwo do mety się doczłapałem. Ale ją osiągnąłem. Z tych pięciu razów, cztery wbiegały w skład Korony Maratonów Polski ( Poznań, Dębno, Kraków i Wrocław) Do kompletu brakuje mi jeszcze jednego maratonu, czyli warszawskiego. Biorąc pod uwagę moje tegoroczne osiagi biegowe ( pare parkrunów i jeden półmaraton), to nie ma opcji, by do tematu się przymierzyć

I tak sobie na ten temat wczoraj dumałem, dumałem, rozważałem, jak energię biegową uzyskać znowu, jak poczuć tuptającą wenę, że pobawiłem się trochę w Necie i efekt:„ Maraton Warszawski – witamy na liście startowej!Twój numer startowy to: 11621„. I ta sobie myślę, co mnie pokusiło? Czy to było może lunatykowanie na jawie? Diabli wiedzą, w każdym razie z każdą chwilą czuję napływ energii motywacyjnej. Było do tej pory źle, fatalnie? Brak weny, energii, a nawet czasem chęci do biegania? No to czas zapisać się na maraton. I nie ma że boli, teraz trzeba trenować, by klasycznego ciała nie dać. A to w końcu amatorowi nie przystoi. Tak przynajmniej myślę. Może nie często mi się to zdarza, ale czasem taka przypadłość mi się przydarza. Nic czas na trening. Nie ma, że boli. Teraz musi trochę poboleć. Zasada jest prosta: 80 do 100 km tygodniowo musi paść. Albo ja padnę.

Tak sobie myślę, że w moim obecnym stanie przygotowania do startu na Królewskim Dystansie, to trening i sam start to będzie taka rozkosz, jak sturlanie się po zjeżdżalni z postawionymi pionowo żyletkami prosto do wanny wypełnionej jodyną. No, ale my biegowi masochiści.

Biegowy śmigus dyngus

Zgodnie z planem i założeniem na miejscu startu dzisiejszego treningu, byłem tuż przed 9. Pogoda wydawała się idealna do biegania. Zachmurzone niebo, kapitalna temperatura, nic tylko tuptać. Zastanawiałem się ile osób zdecyduje się wyrwać ze świąteczno-domowych pieleszy, by z lekka hardcorowym, planowanym dystansem się zmierzyć.

 Ku mojemu zdziwieniu, kiedy przybyłem sześcioro biegaczy, wszyscy dużo młodsi od mnie już powoli szykowało sie do startu. Oprócz mojej skromnej osoby jeszcze dwie panie i czterech panów tuptało już niecierpliwie czekając na klasyczne biegowe „go”. Odwiedził nas jeszcze przedstawiciel jednej z naszej lokalnej rozgłośni radiowej, który praktycznie z każdym krótki wywiad przeprowadził. No, może z wyjątkiem mnie, ale widocznie musiałem robić antypatyczne wrażenie. Ale czego w świąteczny ranek można wymagać od zbliżającego się powoli do 50-stki gościa, któremu odbiło i zamiast z rodziną raczyć się świątecznymi potrawami zdecydował się pójść robić x-tam ileś kilometrów.

No, ale kiedy czas wywiadów się skończył ruszyliśmy w trasę. Tempo, które tuptająca młodzież narzuciła, jak na moje długofalowe możliwości, było trochę ponad nie, ale początkowo jeszcze wszystko było ok. Czułem się super, ja stary a dotrzymuje kroku utltrabiegowej młodzieży. Tamta biegła rzeźniczka, ktoś tam miał setkę w jednym ciągu pokonaną, ktoś inny połówkę w czasie 1 godziny i 30 minut robił. Kiedy tak słuchałem z lekka dreszcie na plecach mi się pojawiły: ” co ja robię tu”. No, ale wkrótce dobiegliśmy do pierwszej bazy, znaczy się fortu, który bardzo niedaleko mojego domu się znajduje. Na chwilkę się zatrzymaliśmy, krótka opowieść prowadzącego, wspólna fotka i biegniemy dalej. Na razie moje domowe okolice, czyli przebiegamy kłatkę nad szynami kolejowymi w okolicach Minikowa i dobiegamy do kolejnego fortu, Tutaj znowu krótka opowieść, fotka i biegniemy dalej. Po drodze dołączają do nas dwa kolejni biegacze i tuptamy dalej. Przetrwałem jeszcze jedną stację, po które nagle mój dwugłowy zaczął się delikatnie przypominać.

 Uznałem, że jestem wariatem, ale nie samobójcą i dlatego przy Malcie pożegnałem się z grupą i biegiem wróciłem do miejsca pozostawienia samochodu. Nie chcąc wracać tą samą trasą prze lasy i przeryte dziczymi racicami trasy, pobiegłem sobie w sposób trasowoklasyczny. Do tego w pewnym momencie zaczęło lać i zrobił się klasyczny śmigus dyngus. W końcu dzień dzisiejszy do czegoś zobowiązywał. W sumie machnąłem sobie dwie dyszki z jakimś tam paru kilometrowym hakiem. W tych dwóch dyszkach z hakiem ponad połowa była w deszczu. Co ciekawe, kiedy dobiegłem do samochodu, to już nie padało. Nie zmienia to faktu, że do domu wróciłem z lekka przemoczony. No, ale mokry biegacz, to szczęśliwy biegacz. I coś w tym chyba jest. Jedyne czego żałuję, że nie dałem jeszcze rady całej trasy przebiec, ale jeszcze się z nią zmierzę i pokonam. Co ma wisieć nie utonie, co ma być przebiegnięte, to będzie. Wielkie dzieki ekipie lubońskich biegaczy za super inicjatywę.

Na czym polega magia piłki nożnej?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie dłużej znany, kiedy będzie czas, siły i możliwości, to  z pewnością pojawię się na parkrun. Na wszystko przybiegnie odpowiedni czas. Wczoraj wieczorem dzwoniłem do kumpla, bo tam coś od niego chciałem, a on mi: co dzwonisz, Legii nie oglądasz? Muszę przyznać, że mnie zażyło. Wiem, że on jest kibicem Kolejorza, może nie z gatunku szalikowców, co w kotle szaleją, ani nie z tych, co na zadymy jeżdżą. Zresztą nasi poznańscy huligani należą do najlepszych w Europie. W zeszłym roku wygrali nieoficjalne mistrzostwa, czyli Team Fighting Chempionship, gdzie w finałowej walce pokonali kiboli CSKA Moskwa, skąd zdjęcie ten wpis prowadzące pochodzi.  Tak na marginesie ciekawe, czy  ci zawodnicy także Legię oglądali i jakby zareagowali, gdyby dowiedzieli się, że kibic Kolejorza pasjonuje się wynikiem Legii, to nie wiem jaka byłaby reakcja. Powiedzmy sobie szczerze, relacje między kibicami obydwóch klubów należą do gorących na zasadzie kto kogo i kto komu wp….. . Wypływa to jeszcze z czasów, gdy Legia jako klub wojskowy, ulubieniec władz ściągał najlepszych piłkarzy w wieku poborowym do siebie. I tego nasi kibice nie mogą darować do dzisiaj. Z kolei z drugiej strony Legia nie może darować Kolejorzowi przyznania tytułu Mistrza Polski w 1993 roku, kiedy to Legia z ŁKS-em urządziły sobie korespondencyjne strzelanko, czyli komedię po której PZPN przyznał tytuł mistrzowski Kolejorzowi, który w tej szopce nie brał udziału i zakończył ligę na trzecim miejscu. No, ale nienawiść od tego czasu zapanowała już maksymalna. Jednak to nie był początek, ale jedynie doprawienie wzajemnych gorących relacji. Niewielu z nas zapewne pamięta, że pierwsza oficjalnie odnotowana zadyma kibicowska o piłkarskim podłożu miała miejsce w 1980 roku przed, w trakcie i po finałowym meczu Puchar Polski między właśnie Lechem a Legią. Sam mecz przeszedł bez historii i zakończył się klęską Kolejorza 0 do 5, ale za to oprawa… Wiele miesięcy Częstochowa leczyła rany, po tej pierwszej wielkiej i kto wie czy nie największej  kibicowskiej zadymie w naszym kraju. Teraz jest to wszystko uporządkowane. Spotykają się najwięksi twardziele różnych klubów, na niemal oficjalnych ustawkach i nim nadjedzie policja radośnie dają sobie po buziach. Jest taka niemal oficjalna liga chuliganów, gdzie radosna napierdalanka rządzi.

Tak się zastanawiam, co takiego ma piłka nożna w sobie, że wyzwala takie emocje i aż takie zainteresowanie. Nie mamy tutaj od 1982 roku sukcesów w rozgrywkach klasy międzynarodowej mistrzowskiej, czyli Mistrzostwach Świata,, a w klubowej tylko raz nasza drużyna grała w Finale Pucharu Zdobywców Pucharów, gdzie także przegrała. A to już tak zamierzchła historia, że wtedy jeszcze dinozaury po boiskach biegały, a nad głowami zawodników pterodaktyle. No jeszcze na Igrzyskach w Barcelonie w 1992 nasi zawodnicy zdobyli srebrny medal. Zresztą na Igrzyskach trzykrotnie zdobywaliśmy medale: raz złoto i dwa razy srebro. I to są w zasadzie wszystkie sukcesy naszej reprezentacji. Nie porównuję tutaj sportów indywidualnych, takich jak skoki narciarskie, lekkoatletyka, boks, zapasy czy inne dyscypliny w których mieliśmy czy też mamy dużo większe sukcesy, ale nie wywołują aż takich emocji. Nie słyszałem, by na przykład kibice narciarscy chodzili na ustawki. Najgorsze na co sobie pozwolili, to obrzucili kiedyś Swena Hannawalda śnieżkami. No, ale możemy powiedzieć, że sporty indywidualne to zupełnie inna para kaloszy.

No, ale weźmy inne sporty drużynowe. Taka na przykład koszykówka, która jest jako dyscyplina dużo bardziej dynamiczna niż piłka nożna, ale aż tylu zadym nie ma. Była co prawda wielka rozróba „ w Słupsku w 1998 roku. Po meczu koszykówki Czarnych Słupsk z AZS Zagaz Koszalin w mieście wybuchła regularna kilkudniowa bitwa kiboli z policją. Jej bezpośrednią przyczyną była śmierć jednego z kibiców – 13-letniego Przemysława Czai. Chłopak został śmiertelnie raniony przez jednego z policjantów. Jednak dla większości pseudokibiców śmierć Przemka była tylko pretekstem do walk z siłami porządkowymi”. – źródło polskieradio  Tylko tutaj jak widać celem była zadyma między kibicami a policją. No, ale powiedzmy sobie szczerze: tam gdzie nie ma mocnej drużyny piłki nożnej, tam są szanse na rozwój innych dyscyplin, takich jak koszykówka czy siatkówka.

Jednak na meczach tych drużyn z zasady nie ma rozrób, chyba że na mecz przyjdą kibole piłkarscy, jak miało miejsce na meczu 1 ligi siatkówki w Szczecinie, gdzie po meczu między Morzem Bałtyk Szczecina, a GTPS Gorzów. No, ale zadymę wywołali kibole Pogonii Szczecin, którzy kiboli Stilonu nie lubią, więc siatkówka była tylko pretekstem do zadymy o piłkarskim podłożu.

No i właśnie co takiego ma w sobie piłka nożna, że aż takie emocje wywołuje? Może dlatego, że stanowi substytut wojny, budzi stare animozje między regionami, czy tworzy nowe na zasadzie: bo wszyscy kibice to jedna rodzina, nie ważny wynik, liczy się zadyma. Ja osobiście to wolę sobie pobiegać, ale każdy ma swoją karmę. W teorii każdy sport stanowi w jakiś sposób substytut wojny i ma pomóc w rozładowaniu złych emocji w szlachetne, sportowej rywalizacji. Z tym, że jest kilka dyscyplin, gdzie ta wojna czasem przybiera bardzo realne kształty. Tak jest głównie w sportach grupowych, gdzie drużyny mniej czy bardziej oficjalnie się naparzają, a kibice przenoszą czasem naparzankę poza sportowe areny. Bardzo fajnie to czasem wygląda w hokeju na lodzie.

Tak mnie zastanawia, dlaczego, mimo takiej w sumie brutalnej otoczki to właśnie piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie. A może tezę trzeba postawić inaczej. Właśnie ze względu na swoją olbrzymią popularność oraz wyzwalane emocje jest najpopularniejszym sportem. Bo żadna inna dyscyplina aż tak krwi wśród oglądających nie burzy, wywołując takie niesamowite huśtawki nastrojów, które przenoszą się na kibiców.

Polak Polakowi Pisowcem

Zdaję sobie sprawę, że tym tekstem podpadnę mniej więcej połowie moich znajomych, ale co ja poradzę, że mam niewyparzoną gębę i jak widzę coś, co powoduje, że krew mnie zalewa, a wątroba obraca się w miejscu o 360 stopni i po zrobieniu takiego obrotu wraca na swoje miejsce, to nie mogę się powstrzymać i muszę to napisać.

Ja wiem, że można jedną partię bardziej wspierać niż inną, za jedną opcją bardziej się opowiadać niż za jeszcze inną, ale generalnie na zewnątrz przed Światem powinniśmy być jednością. W tej chwili mamy Polaka na jednym z najbardziej godnych stanowisk w historii, nie licząc oczywiście Papieża. Nawet Jerzy Buzek, który był Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, nie miał takiego wpływu na politykę naszego kontynentu, jaką ma obecnie Donald Tusk. Co ciekawe, zgodnie z zapowiedziami płynącymi z innych Państw jego kandydatura do reelekcji cieszy się poparciem wielu krajów. Nawet zbytnio rywala w wyścigu do jednego z najbardziej sztandarowych europejskich stanowisk nie do końca widać. Najśmieszniejsze jednak jest to, że największym oponentem kandydatury naszego Rodaka jest… Przewodniczący rządzącej obecnie Partii w naszym kraju. Co by było jeszcze śmieszniej Pan Przewodniczący nie tylko, że sam w sobie jest oponentem, to jeszcze robi w Europie krecią robotę, donosząc min do Kanclerz Niemiec, że planuje wysłać za Przewodniczącym Rady Europejskiej, europejski list gończy. Muszę przyznać, że kiedy to usłyszałem, to mnie zażyło. Tu nie biega o to, czy popieram pana Tuska czy nie. Ale o ile mnie pamięć nie myli, to kiedyś Polaków, którzy donosili na innych Polaków Niemcom określano jednym,  a w zasadzie dwoma prostymi słowami. Jedno polsko, a drugie niemiecko brzmiało. Nie będę przytaczał, gdyż kto coś z historii pamięta, to zapewne łatwo je sobie przywoła.

W historii mieliśmy kilku rodaków, którzy wpłynęli na historię Europy, a w naszym kontynentalnym spojrzeniu nawet świata. Pierwszym był Bolesław Chrobry, których zbudował podwaliny potęgi naszego kraju w skali Europejskiej, Władysław Jagiełło, który mimo że był Litwinem, to jednak jest uważany za naturalizowanego Polaka, Jan III Sobieski, który zatrzymał Turków i uratował naszego przyszłego zaborcę, Tadeusz Kościuszko czyli bohater Stanów Zjednoczonych oraz Polski,   Józef Piłsudski który zatrzymał pierwszą inwazję komunizmu na Europę, Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Jerzy Buzek oraz właśnie Donald Tusk. Z racji, że dookoła dwóch z trzech wymienionych na końcu budowana jest taka, a nie inna historia, to mimo niewątpliwych zasług, są obecnie przez sporą część społeczeństwa dosyć dwuznacznie postrzegani, Szczególnie czarny PR jest budowany dookoła Lecha Wałęsy. Napiszę krótko: obecne działania propagandy jako żywo przypominają mi schematy stosowane w czasach PRL, kiedy wmawiano nam, że żołnierze AK w czasie II Wojny Światowej stali z bronią u nogi, a po wojnie stali się wrogimi agentami działającym na rzecz Waszyngtonu, Londynu, czy też Bonn. ( tak jest z Niemcami, to też było dwuznaczne). Natomiast jeżeli Lech Wałęsa był owym osławionym „ Bolkiem”, to można napisać, że jako agent był tak samo nieudolny, jak obecni politycy. Bo ja wierzę, że oni wszyscy, niezależnie z której strony do władzy się dorywają, to chcą dla nas wszystkich dobrze, tylko, że im to nie wychodzi. Ów legendarny niemal Bolek, chciał dla całego podziemia niepodległościowego źle, ale także zupełnie mu to nie wyszło.

Obserwując to, co obecnie dzieje się w naszym kraju, jako żywo przypominają mi najbardziej czarne momenty w naszym kraju. Znowu powstaje między nami mur, dzielimy się na tych lepszych i tych gorszych, a Polak Polakowi staje się Pisowcem. Z drugiej strony myślę, że dla PiS-u najlepszym rozwiązaniem byłoby trzymać Donalda Tuska jak najdłużej w Brukseli. Jeżeli w wyborach noga mu się powinie i wróci do Kraju,, to może zrobić opozycję, która postawi obecną sytuację polityczną na głowie.  Domyślam się, że zaraz z paru stron przez niektórych znajomych będę zaatakowany, że znowu wrzucam teksty skopiowane z różnych źródeł. Odpowiem krótko: jeżeli nie ma cytatu, ani podanego źródła, oznacza to, ze to moje autorskie przemyślenia. Jeżeli ktoś uważa inaczej, to proszę podać cytat i źródło, gdzie takie same słowa jak moje zostały użyte. Żeby było jasne. Zawsze jestem otwarty na rzetelną polemikę, opartą o wzajemny szacunek i pozbawioną bezsensownych kalumnii.

Wielkie narodowe święto sportowe

Dzisiaj czeka nas wielkie święto sportowe, czyli Puchar Świat w Skosach Narciarskich w Zakopanem. Szczerze musimy przyznać, że skoki, jest to niszowa dyscyplina sportu, którą interesują się ludzie w kilkunastu, góra kilkudziesięciu krajach. Skocznie narciarskie, na których można uprawiać ten przynajmniej dla mnie fascynujący sport mamy w 30 krajach na całym świecie. Dominuje tutaj Europa, gdyż poza granicami naszego kontynentu skocznie mamy w USA, Japonii, Kazachstanie, Gruzji, Chinach i Korei. Najwięcej skoczni mamy w Niemczech – 29, a na drugim miejscu jest…. Polska z 20 obiektami, na których można trenować skakanie. Chociaż w zasadzie w kraju mamy 19 czynnych skoczni narciarskich, gdyż obiekt w Białej został zamknięty. Co nie zmienia faktu, że pod względem czynnych ilości skoczni narciarskich jesteśmy potentatem na skale światową. Mimo faktu posiadania aż tylu skoczni, jak kraj, pod względem uprawiających tą dyscyplinę, to zaliczamy się raczej do Dawidów, niż Goliatów. Wynika to z faktu, ile osób trenuje tą trudną dyscyplinę, która wymaga, jakby nie patrzeć dużo odwagi. To nie to, co pójść sobie pobiegać dookoła domu, czy do lasu. Tutaj, chcąc uprawiać tą dyscyplinę, nie ma szans na taką radosną amatorkę, jak w bieganiu. Nie jest tak, że każdy może sobie pójść na skocznie i poskakać. To znaczy niby może, jak nikt nie zobaczy, że się wskrabuje na skocznie i zdąży wcześniej testament napisać. Jak podaje ciocia Wiki, czyli Wikipedia, w Polsce mamy obecnie 224 osoby ( zarówno dotyczy to skoków, jak i kombinacji norweskiej), którzy mają prawo i umiejętności, by wejść i oddać zgodnie z obowiązującymi zasadami sztuki skok.  Nie możemy się równać z takimi Goliatami jak Austria, Niemcy, Finowie, Norwegowie. Ostatnio mocno do tej grupy pukają Słoweńcy. A czy my  już jesteśmy Goliatami, czy jeszcze raczej Dawidami, trudno powiedzieć.

To, że w sumie tak mało mamy zawodników uprawiających tą dyscyplinę to dobrze, bo przynajmniej nasze szanse rosną. U nas szał skakania zaczął się od epoki wielkiego Adama Małysza. On swoimi wielkimi sukcesami spowodował, że zakochaliśmy się w skokach. Obserwuję to z radością, gdyż pamiętam jeszcze czasy, kiedy Piotr Fijas reprezentował nasz kraj. Oczywiście nie odnosił on takich sukcesów, jakie w ostatnich 17 latach nasi skoczkowie nam przynoszą, ale było solidnym skoczkiem z czołówki, dzięki któremu moje zainteresowanie do tej dyscypliny zapłonęło. Owszem po panu Piotrze mieliśmy czasy narodowych nielotów z stylu Kowala, Skupienia, Moskala, Klimowskiego czy Mateji, ale ich wyniki, były jakie były i możemy śmiało napisać, że były to bardziej podskoki, niż skoki,

No, ale potem nastała era wielkiego Adama Małysza, a my zakochaliśmy się w tej trochę innej niż nasza narodowa piłka nożna dyscyplinie. Muszę przyznać, że z dużą uwagą obserwuję podejście nas kibiców do skakania, a szczególnie rywali. Pominę tutaj wyczyny naszych komentatorów sportowych, którzy uprawiają nagminnie seks oralny, czyli klasycznie pie….  często bez składu i ładu i sensu zachwycając się atmosfera, mówiąc, że mamy najlepszych kibiców, dmuchami pod narty i wielbimy nasze gwiazdy, bez pokory i szacunku, no ale to inna para kaloszy. Właśnie, tak a propo tych najwspanialszych kibiców na świecie. Jak pisałem pamiętam czasy Adama Małysza. Tak się złożyło, że do największych jego rywali zazwyczaj należeli skoczkowie niemieccy. Najpierw w latach 2000-2001 był to Martin Schmitt, a później Svenn Hannawald. Szczególnie ten drugi skoczek wywoływał wśród „najlepszych kibiców na świecie” białą gorączkę. Buczano na niego gwizdano, a on „odwdzięczał się” bardzo ekspresyjnymi gestami po wylądowaniu. Co robili w takiej sytuacji „najlepsi kibice świata”? Obrzucali go śnieżkami. Dopiero osobista interwencja Adama Małysza i wielka prośba do kibiców, by jednak z szacunkiem podchodzili do innych zawodników, nawet Niemców i rywali spowodowała, że nasi zmienili swoje podejście. I faktycznie od tego czasu możemy napisać, że kibiców mamy godnych.

Minęło już kilkanaście lat od tamtych wydarzeń i można już śmiał napisać, że nasi kibice faktycznie dojrzeli do kibicowania skoczkom i podejście z aren piłkarskich pozostawiają poza trybunami otaczającymi zeskok. Tak jak na początku napisałem, skoki to sport niszowy, którym interesują się tak poważnie i naprawdę w nastu krajach. Drugim sportem, który także mimo, a może właśnie swojej niszowości w naszym kraju ma ogromne powodzenia jest żużel. Ja wiem, ktoś powie i tak z piłką to się nie może równać. Piłkę uwielbiają ( takie modne obecnie i nadużywane słowo) – wszyscy, a skoki czy żużel paru… no może parę milionów. I dlatego skali sukcesów w piłce nie można przymierzać do skali sukcesów w skokach, żużlu czy chociaż lekkiej atletyce. Tylko o jakiej skali sukcesów my w przypadku naszej narodowej czy klubowej piłce nożnej mówimy? Ostatnie sukcesy to zeszły wiek i to zarówno na poziomie Igrzysk czy Mistrzostw. No przepraszam nasza reprezentacja do 16 lub 18 lat hurtowo zdobywała medale do początków tego wieku, bo w tym to mamy futbolową kaszanę.



A w zasadzie kaszankę, chociaż ostatnio drgnęło, niby, ale nie wnikam głębiej, bo to  nie ten blog.

Polityczna dobroczynność zbójPiScerzy

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Szanowna Małżonko, Robercie oraz Marku, kiedyś Churchill powiedział : polityka to brudna sprawa i coś w tym jest. Natomiast ja w moim wczorajszym wpisie nikogo na nikogo nie podjudzałem, tylko krew mnie zalewa, jak słyszę różne demagogiczne wypowiedzi. Gdyby nasze Państwo było stać na projekt 500+, gdyż byłaby to kwota w budżecie sobie wisząca, to nie powiedziałbym słowa. Jest wolna kwota, prawo rządzących, by ją przeznaczyć komu zechce. Ale, żeby sięgać ekstra do naszych kieszeni, by dać komuś innemu, to sorry, ale dla mnie to nowa forma komunizmu. Żeby jeszcze dali najbiedniejszym, którzy nie mają z czego żyć i którzy tych pieniędzy nie przepiją, to powiedziałbym ok nowa forma dobroczynności. Z drugiej strony, jak ktoś  chce być dobroczynny i wspierać jakieś inicjatywy tego typu, jak np. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, to daje w zaciszu swojego portfela i nikomu nic do tego. W moim odczuciu ten cały projekt 500+, to jest zmuszanie nas wszystkich do pewnej formy dobroczynności, która nie każdemu musi podbiegać. Jak mam być szczery mi nie do końca ten projekt odpowiada, bo dlaczego min ja mam płacić, bo ktoś specjalnie czy celowo zaliczył wpadkę czy sorry za szczerość, ale by ktoś inny się na potęgę dzieci robił Wiem, że takie określenie może kogoś oburzyć. Nie ma nic przeciwko wielodzietności i super, że ktoś chce mieć więcej dzieci, ale nie z mojej kasy.  Jak napisałem, gdyby to była kwota z nadwyżki, czy samo opodatkowania się polityków z rządzącej partii, to bym z podziwem przyznał, że to ich sztandarowy projekt i podpisał się pod nim wszystko czym mogę. I czym nie mogę też. Dla mnie cały projekt jest klasyczną dobroczynnością zbójcerzy, a w tym przypadku zbójPiscerzy czyli jednym zabrać, by drugim dać, a jeszcze żeby do kieszeni coś wpadło. A do tego jeszcze pisomoralność w stylu pani Dulskiej. A zbójPiScerze radośnie maszerują za naszą kasę dalej, jak to na wpisie widać Oczywiście Marku zgadzam się z tym, ze sposób sprawowania polityki przez obecnie rządzących idealnie się wpisuje w schemat obowiązujący w naszym kraju, czyli najpierw sobie, potem społeczeństwu. Z tą różnicą, że inne ekipy nie rozpieprzały dzieł poprzedników kierując się czystą do nich nienawiścią czy ogólnie myślących inaczej. Co nie zmienia faktu, że  jeżeli w poszczególnych formacjach byli ludzie, którzy faktycznie mieli misje zrobienia nam dobrze, to i tak została ona rozwodniona przez krążące dookoła nich dodatki. Jednak starano się jakiś względnie normalny status quo zachować. Tak na marginesie obecnie rządzących, przez 44 lata rządziła nami partia działająca na zasadzie takiego własnie schematu.

Co do wielokulturowości i ściągania do nas obcych nacji, to cóż podbiegam do tego z życzliwą obojętnością, jako typ mocno tolerancyjny. Ilu w końcu nas wyjechało do Irlandii, Anglii, czy innych krajów i też możemy napisać, że tam są przesyceni Polakami. Niestety my mamy trochę inne wspomnienia związane z chociaż ze współżyciem z mieszkańcami Ukrainy. Od razu nam się przypominają czasy i wyczyny Nalewajki, Kosińskiego, Chmielnickiego czy później Bandery. O innych postaniach kozackich nie wspomnę. Jednak patrząc z tej strony, to Irlandczycy z Anglikami też nie mają czystej historii. Podobniej, jak i ze Szkotami. Zresztą z kim z byłego Imperium Anglicy mają czystą historię. Tak na marginesie, to wszystkie związki wielonarodowościowe o podłożu imperialnym były wstrząsane konfliktami narodowościowymi. I nie ważne, czy to Imperium Rzymskie, Wielkie Imperium Mongołów, Imperium Osmańskie, Korona Brytyjska, Francuskie Kolonie, Rosja, czy jej późniejszy pogrobowiec Związek Radziecki,.Jakby nie patrząc nasza Rzeczpospolita, która także była jakby nie patrząc Imperium w szczytowym okresie od morza do morza sięgająca. W takich strukturach imperialnych nie ma bata, by nie było konfliktów między narodami. Nawet w takich prawie jednorasowych, słynących z demokracji, poszanowania praw ludzkich Stanach Zjednoczonych mieliśmy powstania murzyńskie, indiańskie, czy w końcu wojnę secesyjną.

Zresztą powiedzmy sobie szczerze. Jednonarodowość poszczególnych Państw jest rzeczą sztuczną i nienaturalną. Jest on spowodowana  jakimiś chorymi politycznymi gierkami. U nas było to spowodowane raz pogromem żydowskimi w czasie II Wojny Światowej, wysyłką Ukraińców, Białorusinów, Niemców zaraz po wojnie oraz późniejszym dobiciem w roku 1968. Ale czy to obecny stan jest naturalny mam wątpliwości. Zresztą zwróćcie uwagę, jak w wiele państw europejskich zamyka się w swojej jednoradowości: Czesi, Słowacy i wcale na tym dobrze nie wybiegają. No, ale jak ktoś otworzy granice, to ma pewność, że nasi Rodacy hurmem go najadą. Oczywiście pod warunkiem, ze pozycja danego kraju jest pod względem gospodarczym lepsza niż nasza. A tak szczerze, to na palcach można policzyć kraje na zachód, czy na południe, gdzie jest gorzej niż u nas. Już nawet Czesi nam podbierają pracowników.  No, ale zobaczymy jak polityczna dobroczynność zbójPiScerzy sprawdzi się w zatrzymaniu exodusu rodaków. Ale jak tak dalej będą nam podbierali, by zatrzymać młodych, to może młodzi będą radośnie powiększać rodziny licząc na 500+, a ci, z których kieszeni na projekt pieniądze mają płynąć wyjadą z kraju. Sam zaczynam o tym myśleć.