My, biegający psychopaci

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Dzisiaj rano kiedy jechałem na parkrun nad ulicami jeszcze panowała szarówka. Po drodze bardzo sporadycznie przemknęła, przeszła jakaś jeszcze wczorajsza osoba. Ktoś spał na ławce, mając do nogi przytulony plecak, jakaś jeszcze w sylwestrowej kreacji pani szła chodnikiem odbijając się od jednego krawężnika do drugiego. Na miastem panowała cisza. Można napisać, że Poznań spał lecząc kaca po upojnej, sylwestrowej nocy.

A na Cytadeli w tym czasie zbierali się biegający. Mimo że w wielu głowach alkohol jeszcze szumiał, to jednak przygnani własnym nakazem wewnętrznym pojawili się na Cytadeli,by jak co tydzień w parkrun piąteczkę machnąć. Ku mojemu zdziwieniu kilka osób przybyło dzisiaj pierwszy raz, wkraczając do naszej biegowej, psychopatycznej rodziny. Bo trudno nazwać nas inaczej, jeżeli po sylwestrze przed 9 rano zbieramy się, by sobie pobiegać. I to nawet nie w sobotę, ale w tygodniu w wolny dzień. To jeszcze nic, ale o tym za kilka chwil.

W nocy i nad ranem nad Poznańskiem przebiegł deszcz, co okazało się bardzo brzemienne w późniejszym czasie. Dzisiaj na Cytadeli pokazało się ponad 120 osób, co biorąc po uwagę porę oraz dzień, było wynikiem bardzo godnym. Sam bieg mogę napisać, że zaliczyłem, gdyż z powodu dwugłowego, do którego jeszcze rano dołączyło kolano po prostu sobie przetruchtałem. Po przebiegnięciu naszej poznańskiej trasy okazało się, że tylko część biegających udała się do domów. Kilkadziesiąt osób zapakowało się w kilka, może nawet kilkanaście samochodów i udało się do niedalekiej Dąbrówki, gdzie o 10.30 miał się odbyć kolejny parkrun. Kiedy zebraliśmy się wszyscy już na miejscu w Dąbrówce, okazało się, że było nas ponad 90 osób, z czego ponad 60 z Poznania.

Muszę przyznać, że bieg po leśnej, miękkiej, zmoczonej i błotnistej trasie miał w sobie wyjątkowy urok. Na drzewami pojawiły się klucze ptaków wracające z ciepłych krajów. Czyżby oznaczało to koniec zimy? Zapach lasu, miękkość podłoża, konieczność unikania zdradliwych kałuż, w których można było spokojnie but zostawić powodowało, że ten bieg miał taki wyjątkowy urok. Przyznam szczerze, że czas miałem fatalny, jeszcze gorszy niż w Poznaniu, ale komfort biegu, mimo że trasa taka rozwodniona i rozbłocona dużo większy. Może właśnie z powodu że moja boląca noga lepiej się czuła na miękkiej nawierzchni. Muszę napisać szczerze, że super mi się dzisiaj biegło w Dąbrówce, mimo że czas był to bani. Biegowy początek nowego roku rewelacyjny.

Na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca psychopatów biegowych. Jak napisałem można tak nazwać wszystkich, którzy dzisiaj w stanie ulotnej radości po zabawie sylwestrowej pojawili się rano starcie. Jednak wszystkich nas przebił gość, który przyleciał wczoraj spod Londynu tylko po to, by wziąć udział w dwóch parkrun-ach. Był z nami i na Cytadeli i w Dąbrówce. Muszę przyznać, że nawet nam szczęki poopadały. Samemu przylecieć w czas Sylwestra ze stolicy światowego Parkrun czyli Londynu, gdzie mamy prawie tyle samo lokalizacji ile w całej Polsce ( 49 lokalizacji w okolicach samego Londynu, w tym Bushy Park, czyli kolebka całego Parkrun), przespać się, nie znając miejsca, okolicy, tras, języka tylko po to by mieć dwa parkrun więcej w portfolio biegowym, to dopiero trzeba być psychopatą. My także mamy podróżników parkrun-owych, ale chyba jeszcze nie aż tak hadcorowych. Ale wszystko przed nami. Tak sobie myślę, gdyby kiedyś urządzić festiwal parkrun-owy i zacząć o 9.00 w Poznaniu, potem o 10.30 w Dąbrówce, o 13.00 w Kościanie, o 15.00 w Lesznie, a zakoczyć o 18.00 w Gostyniu, to byłby klimat i wyzwanie. Ciekawe ile osób by je podjęło. No i ile przyleciało z innych krajów. Z drugiej strony w okolicy Londynu dużo byłoby to łatwiejsze do przeprowadzenia, ale Anglicy są chyba zbyt konserwatywni na takie pomysły…

Print Friendly

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.