Zahartowany jak biegacz

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wiele jest powodów, dlaczego warto biegać. Można napisać, że na ten temat stworzono już całe epopeje. Dlatego nie będę po raz n-ty powtarzał tak nam wszystkim znanych argumentów. Chciałbym za to dzisiaj zatrzymać się na jednym, który jest nam co prawda znany, ale nie tak bardzo rozdmuchany. Tym tematem jest nasza odporność na różnego rodzaju infekcje. Nie chcąc być gołosłownym zatrzymam się na konkretnym przykładzie.

Jak pisałem wczoraj brałem udział w biegowym dwupaku. Najpierw na 9 parkrun, a potem na 12.00 nad Maltą Bieg Sylwestrowy. Na biegi wyszedłem ubrany sportowo jesiennie. Oznacza to przewiewną, nie za bardzo ciepłą pierwszą warstwę i na to koszulkę. To, że długie spodnie to wiadomo. Kiedy wyszedłem na dwór i okazało się, że jest na minusie, to z lekka zęby mi zaszczękały. Miałem dwa wyjścia. Mogłem się wrócić i przebrać, albo pojechać samochodem. Stwierdziłem, że co ja cienias jestem i pojechałem tak jak stałem komunikacją miejską. Raz się żyje ( ale też raz umiera). W czasie parkrun się najpierw w czasie biegu rozgrzałem, potem na mecie spociłem, czyli klasyka. A mróz mnie całował swoim lubieżnym lodowym językiem.

Po praktun na Maltę. Tam na szczęście przed startem mogliśmy się schować w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu. Po biegu powtórka z rozrywki z parkrun, czyli najpierw rozgrzanie, a potem spocenie. Po wszystkim na szczęście posiłek także w pomieszczeniu, czyli można było trochę ochłonąć, ale to nie zmienia faktu, że znowu w mrozie do domu. Kiedy dotarłem muszę przyznać, że ręce mimo rękawiczek miałem zgrabiałe, a na plecach czułem igiełki lodu. Po wszystkim szybko do wanny, gorąca kąpiel i czekałem na infekcję, która po takim czymś powinna z radością nadbiec. I co? I nic, dzisiaj czuję się jak młody Bóg. Co prawda z tym młodym, to może pobiegłem z ostro, ale co mi tam.

Tak na zakończenie w wielu przypadkach po biegach wydawało mi się, że muszę się rozłożyć, bo to nie jest normalne biegać w takich warunkach. A jednak nic się nie stało. Ja wczoraj byłem ubrany w długi rękaw, ale widziałem hardocorowców z krótkimi spodenkami i w koszulkach tylko z naramiennikami. Jak na nich patrzyłem, to muszę przyznać, że nawet mi się robiło zimno. No, ale jak ktoś się ściga, to musi być naprawdę lekko ubrany. Można napisać, że po ubraniu zimą poznasz jakie cel ma dana osoba przed sobą. Jeżeli biegnie całkowicie na krótko, to wiadomo ścigacz, biegnie po godne miejsce. Jeżeli typowo na długo, biegacz klasyczny. A jeżeli a grubo (widziałem nawet w kurtkach, to tuptacz turysta, chce się przejść, a powiedzieć, że przebiegł. Też tak można.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.