Biegowo-startowe zakończenie roku

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Należy szczerze przyznać, że dzisiejszy poranek zdrowo zaskoczył. Kiedy wychodziłem rano parkrun termometr wskazywał temperaturę poniżej zera. Potwierdzeniem tego był widok zamarzniętych kałuż. Co prawda sama pogoda była cudowna: słońce, brak wiatru, ale ta temperatura. Mimo mroziku ( gdyż to jeszcze nie był taki zdrowy mróz, a do -5 to mamy takie mroziątko) grubo pond 200 osób przybyło dzisiaj na Cytadelę, by zakończyć rok z parkrun-em.

.Pamiętając, że to mój nie ostatni dzisiaj start, a do tego mając w pamięci , czasem czując dwugłowy, a do tego z moimi zaległościami treningowymi pobiegłem dzisiaj na dużym luzie. Raz tylko za sobą usłyszałem test: „ biegnij za panem, ma ponad 100 biegów za sobą, więc z pewnością zna trasę”. Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc te słowa. Podejrzewam, że jeżeli mówimy o Poznaniu,to z moimi 215 biegami jestem w pierwszej dziesiątce najbardziej wytrwałych. Co prawda Grzesiu się uparł, że mnie dogoni pod względem ilości biegów, ale jeszcze ciągle 15 biegów mu brakuje.

Biegło się dzisiaj super ( może właśnie z powodu tej pogody) i z wielkim luzem i radością do mety dotarłem. Tutaj jeszcze ciacho, zdjęcie i na Maltę. Kiedy odebrałem już pakiet startowy, to muszę przyznać, że czułem lekki niepokój, gdyż forma i przygotowanie były jakie były ( czyli praktycznie nie było), a tu jeszcze po piątce trzeba dyszkę machnąć. Jedna widok sporej ilości znajomych, którzy dzisiaj na Malcie się pojawili nie pozwolił zbytnio długo nad problemami się rozwodzić. Muszę przyznać, że dopiero w czasie takiego biegu jesteśmy w stanie ogarnąć, ilu to mamy biegowych znajomych. Tak na marginesie nie ja jeden wpadłem na pomysł, by po parkrun nad Maltę się udać…

Samo wydawanie pakietów raz dwa i be problemu. Fajnie, że było miejsce, gdzie mogliśmy się schronić oczekując na start i nie trzeba było ponad godziny czekać w mrozie. Tuż przed startem organizatorzy odstąpili d pomysłu puszczania nas w dwóch turach, najpierw ci na jedno okrążenie, a potem ci na dwa. Myślę, że to był dobry pomysł, gdyż najszybsi z „dychmenów i dychwomanów” bardzo szybo by wolniejszych piątkowców dogonili i zrobiłby się zdrowy dym na trasie. A tak wszyscy wystartowali razem i po pierwszym okrążeniu jednych kierowano w stronę mety, a drugim kazano biec dalej. Muszę szczerze napisać, że sam poważnie myślałem by nie zbiec po pierwszym kółku, ale nie było takiej opcji, a poruta by była przeogromna.

Muszę przyznać, że biegłem sobie na luzie nie goniąc czasu, ot na dobiegnięcie. W moim stanie fizycznym i przygotowawczym, to była jedyna rozsądna strategia. Najważniejsze, że dobiegłem na względnym luzie i spokoju i nawet fajny medal w postaci odlanej Bamberki otrzymałem. Muszę przyznać, że robi wrażenie i zdecydowanie wyróżnia się od tradycyjnych medali biegowych. Zresztą bieg sylwestrowy w Poznaniu jest podejrzewam w czołówce pod względem stażowym w naszym regionie, a i podejrzewam, że w dwudziestce w całym kraju też się znajdzie. Napiszę krótko: bieg, który ma taką tradycję, musi jakiś odpowiedni poziom organizacyjny reprezentować. Może i nie jest to jakaś ekstraklasa, ale dobry, poznański poziom organizacyjny jest tu zachowany. No i jak dla mnie co najważniejsze, na koniec roku dwa biegi zostały jeszcze zaliczone. I mimo mojego stanu dałem radę dobiec do mety. Czasy były bardzo przeciętne, ale jak się biegnie na wariata z nutką masochizmu, to trudno wymagać godnych czasów. Kiedy znajomemu powiedziałem, że biegnę z doskwierającym dwugłowym, to powiedział krótko: biegacze to są jednak hardcorowe czubki, czy też wariaci. I myślę, że coś w tym jest. Natomiast podsumowanie moich wyników dzisiaj mogę określić krótko; jaki rok, takie wyniki. Rok pod względem biegowo-przygotowawczym do pupy, to i wyniki też takie muszę być. Tak na zupełne zakończnie, jedna ze znajomych biegaczek, czyli Asia Skąpska zakończyła bieg na pudle. Asia brawo Ty, jesteś Wielka. 

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.