Najpierw bieganie, a potem świąteczne śniadanie,

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Masz rację Robercie później poznany biegać, a potem jeść, ale do tego tematu zaraz przejdę.Dzisiaj rano zerwałem się z łóżka w okolicy 6 rano. Wiem, że to zboczona pora na wstawanie w czas świąteczny, czego potwierdzenie był miarowy oddech śpiącej reszty rodziny. No cóż, jak oni śpią, to ja wstaję i cichutko tup, tup na Cytadelę się udaję. W tym momencie nasuwa mi się refleksja. Postanowiłem przerobić stary dowcip na jego dopasowaną do naszych zasad wersję. W badaniu ankietowym pytano: biznesmena, pracownika szeregowego i biegacza czy lepiej mieć żonę czy kochankę (ewentualnie męża czy kochanka). No i biznesmen mówi że kochankę, pracownik szeregowy, że żonę, a biegacz że i żonę i kochankę (męża – kochanka). „ Jak to? ”pytają. „ Ano tak, żona (mąż) rano myśli że jestem u kochanki ( kochanka), kochanka(kochanek), że u żony, a ja tup tup i na parkrun. Bo w końcu kto rozsądnie myślący wpadnie na myśl, że można się tak wcześnie rano w Święta czy inny wolny sobotni dzień zrywać, by jechać na drugi koniec miasta, by 5 kilometrów sobie pobiec.

I mimo że był to czas świąteczny,chłód Poznań ogarnął, to jednak ponad 170 osób dzisiaj na Cytadeli się pojawiło. Wszyscy w większości po lekkiej porannej przekąsce, ale przed oficjalnym świątecznym śniadaniem. Tak jak porozmawiałem przed startem, to wszyscy potwierdzili, że oficjalne świąteczne śniadanie dopiero po parkrunie. No, a p śniadaniu płynnie przebigamy dzisiaj w obiad, deser, kolacje i nocne przegryzanie. W końcu dzisiaj dzień Wielkiego Ż. No, ale nie było czasu na zbyt długie pogaduszki, gdyż nasz Wódz Koordynator czasami rządzący, czyli Robert wcześniej poznany zawołał nas na start. Pogoda dzisiaj do biegania idealna, co prawda nie mająca wiele wspólnego z bożonarodzeniową aurą, ale dla nas taka, jaką biegający lubią najbardziej. Słoneczko, chłód, ale nie mróz, jednym słowem żyć, biegać nie umierać.

Sam parkrun, jak zawsze, czyli pełna radość i swoboda tuptania na niezbyt wymagającym dystansie 5 kilometrów. Co prawda z powodu cholernego urazu, który od ponad tygodnia się przyczepił i za cholerę nie chce puścić, biegłem na dużym luzie i spokoju, ale dobiegłem. Nie było w wynikach ognia i przytupu, nawet jak na moje ograniczone warunki, ale co najważniejsze w spokoju i radości ducha mój 214 parkrun zaliczyłem. Oczywiście na mecie spotkałem Grzesia, który wypatrywał czy jestem i może czy znowu kolejny bieg nadrobi. No, ale nie tym razem. No, ale jeszcze na przełomie grudnia i stycznia trzy szanse będą. Zresztą nadchodzący przełom tygodnia i roku pod względem biegowym ostro się zapowiada Najpierw 30 grudnia parkrun, a po nim od razu dycha noworoczna na Malcie. Potem 31 na 1 zabawa, a rano 1 stycznia kacrun, znaczy się parkrun podwojony, najpierw na Cytadeli, a potem na 10.30 w Dąbrówce. Oj, będzie się działo, kiedy wężykiem pobiegniemy… Na koniec jeszcze jedna rekordowa informacja. Dzisiaj Marysia – córka Roberta później poznanego ukończyła swój setny parkrun. Niby nie ma w tym nic niezwykłego, bo w końcu 100 parkrun na rozkładzie ma już tysiące osób biegających. Tyle, że Marysia ma lat 12 w swojej kategorii wiekowej jest w naszym kraju drugą dopiero juniorką, która tyle razy wykazała się hartem ducha i uporem by rano na Cytadeli się pojawić, kiedy jej rówieśniczki i rówieśnicy smacznie śpią, albo poranne kreskówki oglądają.. 

Print Friendly

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.