Kiedy kilometrów w treningu zabraknie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Tak się zastanawiałem, gdzie może tkwić przyczyna mojego nagłego odpływu sił po 30 kilometrze podczas maratonu w Warszawie. To było tak, jakby nagle wszystkie siły ze mnie zeszły czy sfrunęły w siną dal i pozostałem sam na sam z trasą i ogromną trudną wręcz do opisania słabością. Nogi nagle zrobiły się jak z waty, a po skórze przebiegały dreszcze. W efekcie, z powodu, że dreszcze biegły,  zamiast mnie, ja ostatnie 10 kilometrów praktycznie przeszedłem.  No i rezultat był taki, że na te ostatnie kilometry straciłem prawie półtora godziny więc, jak nawet na moje ograniczone możliwości było to na poziomie mułu zalegającego na dnie, gdzie nie ma już nic.

I tak dumałem, analizowałem i myślę, że przyczyna tego nagłego zasłabniecia jest tak naprawdę bardzo prosta. Przez dwa miesiące poprzedzające maraton miałem dwie prawie tygodniowe przerwy w treningu spowodowane urazami, a potem, kiedy już zacząłem regularniejszy trening, to robiłem treningowo około 40 góra 50 kilometrów. No i maraton mógł poczuć się zlekceważony. Co ja szykuję się na bieg do knajpy, czy na 42 kilometry z haczykiem. Powiedzmy sobie szczerze,  Królewski Dystans nie wybacza braku odpowiedniego przygotowania i podejścia do niego w sposób lekceważący. Tak jakby mruczał pod krawężnikiem: ” o nie mój drogi, nie tędy droga”. I postanowił dać mi nauczkę. No i potem zrobił mi się czas na kilometr powyżej siedmiu minut, jak widać na zdjęciu ten wpis prowadzącym. I tak cud, że w ogóle doczłapałem do mety, ale zapewne było to efektem mojego wcześniejszego wyrobienia jakiś tam pokładów tuptających oraz wewnętrznych cech charakteru czyli uporu, nieustępliwości oraz zawsze walki do końca i ostatniego oddechu. No i zwykłą siłą woli jakoś te ostatnie kilometrów przepełzłem, bo inaczej tego nazwać nie można.

Teraz patrząc z perspektywy czasu wiem jedno. To była głupota z mojej strony, a walka do ostatniego tchu wcale nie jest dobra. Jeżeli decydujemy się na start w maratonie, to trenujmy z pełną powagą i zasadami sztuki, bo kiedy treningowych kilometrów zabraknie, to koniec może być żałosny. Królewski Dystans takiego lekceważenia nie wybacza. 

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.