Gdzie jest granica biegowego rozsądku?

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Macieju masz rację, ale ja nie śmiem nawet porównywać nas z Mistrzami, tylko chciałem ukazać, że podczas maratonu każdy może legnąć i tu nie ma murowanego sukcesu.

Wczorajszy wpis wywołał poważną dyskusję na jednym w wiodących portali biegowych którego tematem przewodnim był, jak to można określić: zdrowy rozsądek w biegani. Gdzie jest granica, poza którą osoba biegająca nie powinna się już ruszać i co najważniejsze, jak tą granicę rozpoznać. Bo to, że kiedy dobiegamy już do kresu naszych sił i możliwości powinniśmy zejść z trasy, dla zdecydowanej większość stanowi „oczywistą oczywistość” Tylko pytanie, w którym momencie możemy dojrzeć, że ta granica się zbliża.

Przede wszystkim musimy chyba przed startem założyć, że niezależnie jak dobrze jesteśmy przygotowani, albo wydaje nam się, że tak jest, to podczas startu na dystansie od maratonu wzwyż, nigdy nie możemy być pewni, że lekko, łatwo i przyjemnie trasę pokonamy. Widzieliśmy już nie raz największych mistrzów, którzy potrafili paść przed metą pokonani przez jakby nie patrząc i w pełnym tego słowa znaczeniu morderczy dystans. I kiedy czujemy, że nasze siły odpływają w siną dal, a jakaś dziwna, nieznana wcześniej słabość ogarnia nasze ciało, to naprawdę dostajemy znak, że dosyć, starczy lepiej zejść i do innych startów się przygotować. Nie ma sensu walczyć do ostatnich zapasów sił, bo to może się fatalnie dla nas skończyć. A wiele jeszcze tras do pokonania i biegów w których możemy osiągnąć nasz wcale nie taki mały życiowy sukces. Tylko dajmy sobie szanse, by ten kolejny start nastąpił. Nic na siłę, nic na przysłowiowego „chama”, bo nasze zdrowie jest najważniejsze i naprawdę nie warto aż tak go narażać. Dzisiaj u mnie pracy spotkałem się z opiniami, że bieganie od maratonu wzwyż jest chore i nie ma nic wspólnego z radością życia. Określono to nawet bardziej dosadnie, ale może nie będę cytował.

Ja bym odpowiedział krótko: nie jest chore bieganie na takich dystansach, tylko brak umiejętności oceny własnych sił i możliwości oraz braku zwykłej odwagi czy może tutaj zaparcia by jednak zejść z trasy. Ale nie, my musimy do końca niezależnie jaką cenę za start zapłacimy. A to jest dopiero głupie, bo sami sobie odbieramy możliwość radości z kolejnych startów. Ja wiem, teraz ktoś może powiedzieć: „ I kto to do pani trudniącej się nierządem mówi? Gościu, który sam  we Wrocławiu czy w Warszawie wbrew rozsądkowi ledwo się doczołgał do mety.” No tak, ale dzięki temu wiem, że to była głupota. A co gdyby znowu coś takiego mi się przydarzyło? Szczerze? Nie mam pojęcia, ale chciałbym powiedzieć, że zejdę z trasy. To znaczy powiedzieć, że przemyślę zejście bardzo poważnie…

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.