Sobotni prawie cotygodniowy rytuał biegowy

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Każda osoba, która zarażona jest taką, czy inną pasją musi mieć jakąś dodatkową ekstra motywację, która stanowi dla naszej pasji dodatkowe, ekstra wspomaganie. Dla filatelisty to będzie jakiś ekstra, super znaczek za którym poluje, dla kino maniaka super premiera, na której musi być, dla tego, co nic nie lubi robić ukochany fotel frontowo ustawiony przed telewizorem ( ewentualnie sam telewizor), a da nas osób aktywnych, jest to zwykle start w naszych ulubionych zawodach.

W naszym przypadku dotyczy tej grupy osób tuptających, które decydują się na starty w takich czy innych zawodach, czy może bardziej czy mniej zorganizowanych wydarzeniach biegowych. Niektórzy mają taki jeden czy dwa starty w roku, bez których sobie nie wyobrażają biegania. To dla nich święto, do którego przez cały rok się przygotowują. U mnie takim moim najważniejszym i najbardziej podtrzymującym mnie w bieganiu startem jest oczywiście parkrun. Jak mam wolną sobotę, to nie ma opcji, bym na Cytadelę, a sporadycznie i do innej lokalizacji się nie wybrał.

Tak też było dzisiaj. Mimo że rano było wcale nie z lekka chłodnawo, to na wszelki wypadek, pod ciepłą warstwą miałem lekką i tak zabezpieczony udałem się Cytadelę. Kiedy dojechałem, okazało się, że wzięcie lekkiego ubrania było strzałem w dziesiątkę, gdyż bardzo szybko zrobiło się ciepło. Szybkie przebranie, przywitanie ze znajomymi i na start. Dzisiaj około 170-180 osób na Parkrun przybyło, co jest od jakiegoś czasu taką średnią statystyczne. I pomyśleć, że kiedy zaczynałem moją przygodę z parkrun były weekendy, że i setki nie mogliśmy zebrać. No, ale czasy się zmieniają, a w zalewie biegów płatnych taka darmowa piąteczka jest bardzo fajnym przerywnikiem. Tempo dzisiaj znowu spokojne, bo ciągle w głowie ta Warszawa siedzi i nie mam wizji jak biegać, żeby było dobrze. Z drugiej strony dzisiaj tempo mimo wszystko trochę za ostre, gdyż zdecydowanie poniżej tego, co będę chciał biec za tydzień.

No, ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze, że ponowie mój ulubiony bieg po raz chyba już 204 został przetuptany. Czyli moje biegowe czary w postaci rytualnego tup tup na Cytadeli zostały oprawione. 

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.