Biegowa zmiana pokoleniowa

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Dzisiaj udało mi się w sobotę rano znowu wyrwać na mój ulubiony cotygodniowy bieg czyli parkrun. Tak się złożyło, że za tydzień będziemy obchodzić praktycznie równe pięć lat, odkąd na poznańskiej Cytadeli odbywają się nasze tup-spotkania. Pierwszy parkrun w Poznaniu odbył się 28.07 i wystartowało w nim 54 osoby. Ja w tym okresie dopiero dojrzewałem do myśli, żeby zacząć biegać i pierwsze moje treningi zaczęły się właśnie na początku sierpnia pięć lat temu.We wrześniu wystartowałem w moim pierwszym biegu zorganizowanym ( Bieg z Klasą) Potem raz czy drugi wystartowałem w jakiejś piątce i spotkałem śp. Januarego, który opowiedział mi o parkrun.

Na mój pierwszy parkrun poszedłem 6 października 2012 roku i był to 11 parkrun w poznańskim cyklu. Od tego czasu wystartowałem w 197 biegach z tego cyklu. Oczywiście głównie w Poznaniu, ale i parę wyjazdów się zdarzyło. No, ale nie o sobie chcę dzisiaj pisać. Kiedy zerkam na listy wyników z tych pierwszych parkrun to widać, że biegało nas wtedy około 60-80 osób na każdym parkrun. Pod względem wiekowym, o główie przeważały osoby od 30 lat wzwyż, z mocniejszym nastawieniem nawet na średniolatki o 35 do 50 lat. I to idealnie wpisywało w ówczesną opinię o tym, kto biega. To były początki biegspolzji, która nasąpiła tak od 2014  roku. Wtedy biegai głównie pracujący i odreagowujący swoje stresy dzięki kolejnym, pokonywanym kilometrom.

Obecnie sytutacja się diametralnie zmieniła. Z naszej pierwszej ekipy, która zaczynała rozkręcać poznański parkrun w 2012 roku zostało nas, którzy dalej biegają może kilkunastu. Z drugiej strony, n parkrun nie biega już nas kilkudziesięciu, ale i dwustu to wcale nie jakiś szokujący rezultat. Nie sposób, tutaj nie wspomnieć  oczywiście o parkrunie, z patriotycznym naszym wielkopolskim ogniem, który Robert dłużej znany zorganizował i w którym pobiegło ponad 1000 osób. Można śmiało napisać, że od tego biegu coraz więcej osób na parkrun w Poznaniu przybywa. Jednak możemy napisać, że dokonuje się zdecydowanie zmiana pokoleniowa. Nas wiekowych biegaczy już jest coraz mniej. Częśc rezygnuje, zmienia hobby, a paru zapewne tak jak śp. January biegają w tej chwili po innych trasach, gdzie bół, pot i zmczenie nie istnieje.

Jednak nasza pasja nie uznaje pustki i za nas trochę starszych biegaczy, którzy naturalną siłą rzeczy będą się wykruszali śmiało, szeroką ławą nadciąga młodość. Spora część młodzież nie traktuje już biegania jako przykrego  obowiązku na wf-ie, tylko odnajdują w nim tą samą radość, którą my starsi oczuwamy. Z pewnością ich odczucia są trochę inne, świeższe młodsze, kto wie, może nawet bardziej radosne, gdyż możliwe, że dostrzegają w bieganiu to, czego my starsi nie możemy już dojrzeć. I w sumie to bardzo dobrze, gdyż oni stanowią przyszłość naszej pasji. My starsi, możemy im tylko kibicować, bo ścigać się z nimi z pewnością nie będziemy.

Print Friendly

3 Komentarze

  1. Często się spotykam z opinią, że aby się przygotować do przebiegnięcia długiego dystansu potrzeba miesięcy treningów.
    Tymczasem, z własnego – i nie tylko – doświadczenia wiem, że aby na przykład od zerowej kondycji jeśli chodzi o bieganie można spokojnie w 4 – 5 tygodni się przygotować do przebiegnięcia dystansu 10 km.
    Tymczasem aby wziąć udział w maratonie i go ukończyć, wystarczy niecałe pół roku treningów i to z zapasem.
    Żeby osiągać takie rezultaty, trzeba wyznaczyć sobie jedną, konkretną trasę – może to być długi odcinek tam i z powrotem, lub krótki, w postaci kółka po jakimś parku albo coś w tym stylu.
    Pamiętam jak z bratem przygotowywaliśmy się do maratonu w Lublinie, w 2014 roku. Nie mieliśmy pojęcia o bieganiu a już po 5 tygodniach przebiegliśmy na treningu dystans 11 kilometrów.
    Nasz system był taki, że zaczęliśmy od dystansu, na jaki nas początkowo było stać – było to jakieś 2 kilometry. Biegaliśmy po dróżce rowerowej, która prowadziła z naszego mieszkania nad zalew.
    Biegaliśmy co drugi dzień, 3 – 4 razy w tygodniu. Na każdym treningu dobiegaliśmy od stu do kilkuset metrów dalej. Po pięciu tygodniach ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu przebiegliśmy już 11 km!
    Pamiętam że wtedy szczyt kondycji osiągnęliśmy po jakichś 4ch miesiącach i porzuciliśmy treningi na czas późnej jesieni i zimy. Następnie wznowiliśmy je po kilku miesiącach około początku marca a już na początku maja biegliśmy nasz pierwszy w życiu maraton: ukończyliśmy go z czasem 4:12 i 4:20
    Nie stosowaliśmy żadnych specjalnych programów treningowych a ni drogich sprzętów do pomiarów.
    Mało tego, w tym roku, 2017 moja dziewczyna chciała też przebiec maraton i poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniach. Miała czas do maratonu… Trzy miesiące.
    To bardzo mało czasu i musieliśmy korzystać z literatury żeby opracować dla niej odpowiednio skuteczny trening. Ja osobiście co prawda jestem po kursie instruktorskim, ale jestem instruktorem fitnessu, nie biegania, więc musieliśmy się nagłówkować jak to odpowiednio zrobić.
    Jej treningi nie ograniczały się już tylko do biegania ze zwiększaniem dystansu. Dołączyliśmy trening siłowy i podnoszący kondycję.
    Pamiętam jak po 4ch tygodniach przygotowań wziąłem ją na lokalny bieg, zwany „4 dycha do maratonu”. Takich „dych” było 4 a ta była ostatnia przed właściwym maratonem. W biegu brała udział szefowa naszego kolegi i choć miała za sobą 3 lata doświadczenia w bieganiu a moja Ania biegała dopiero od 4ch tygodni (wcześniej nie biegała i miała fatalną kondycję) i obie biegły docelowo na ten sam czas, to Ania w końcówce biegu wyprzedziła ją mijając bez zadyszki, z gracją a na mecie zostało jej trochę sił.
    Nie byłe pewien wtedy czy da radę przebiec maraton, wcześniej tylko słyszałem i czytałem o tym, że się da w tak krótkim czasie przygotować ale oboje wierzyliśmy że jej się uda.
    Nadszedł ten dzień. Bieg był ciężki i około 20 kilometra straciłem wiarę, że Ania sobie poradzi. Jednak ona biegła i biegła dalej.
    Udało się – dobiegła do mety. Czas fakt faktem był słaby ale ostatnia nie była ;)
    Osobiście nie uważam, że aby przebiec maraton potrzeba wielu miesięcy – chyba że dla podbudowy psychiki, ale wiem, że dla wielu moja opinia będzie mało warta, bo co ja tam wiem – przebiegłem tylko dwa maratony. Niektórzy wręcz się oburzą albo obrzucą mnie błotem w komentarzach. I fajnie. Niech się przygotowują nawet latami. Ja nie mam czasu by się użerać i udowadniać rację.
    Jednak znajdzie się paru takich co zechcą spróbować – a nuż się uda…
    Moja dziewczyna napisała o tym ebooka a ja zrobiłem do tego ebooka amatorską stronę sprzedażową. Zapraszam do zapoznania się: http://maratonblog.pl/
    Piszcie co o tym myślicie, jestem ciekaw waszych opinii.
    Gieorgij

    • Gieorgij – „Niektórzy wręcz się oburzą albo obrzucą mnie błotem w komentarzach” , niestety pomyliłeś się, albowiem,

      to jest kulturalny blog, tu nikt nikogo nie obraża, … ale za to jest wymiana argumentów.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.