Czy warto mieć trenera

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie dłużej znany, rozumiem, że tym komentarzem, chciałeś prowokacji dokonać. No, ale chyba nie wybiegło. Karolina trzymam kciuki za opuszczenie bieżni, wierzę w Ciebie.

Nie tak dawno pod jednym z moich wpisów odezwał się Pan, który twierdził, że osoba biegająca sama z siebie i bez zewnętrznego wsparcia daleko nie dobiegnie. Z pewnością nawiązuje to do nowego zawodu, który ostatnio pojawił się w branży usługowej. Oczywiście biega tutaj o osobistych trenerach. I to zarówno rozwoju w szerszym zakresie, jak i nakierowanych na daną dziedzinę. Ja z wiadomego powodu, zatrzymam się na tym drugim rodzaju trenerów, doradców, których obszarem działania jest nasza pasja, czyli bieganie. Kiedy wpiszemy sobie w wyszukiwarkę frazę: trener biegania – oferty, propozycje i inne takie, to wybiega nam tyle wyników, że nic tylko przebierać, wybierać i inne takie.

Można to posumować, że jak jest chłonny rynek, coraz więcej osób w naszym kraju biega, to wyciągają do nas ręce znawcy tematu, którzy powiedzą krótko: chcesz biegać dobrze, zgodnie z zasadami, bić życiówki, przekraczać granice swoich możliwości? Sam nie jesteś w stanie tego zrobić. Potrzeba ci pomocy, porady, a tylko z zawodowym wsparciem specjalisty w tym zakresie możesz swoje wymarzone wyniki osiągnąć. Nie mam wątpliwości, że tego typu porady wsparcie się przydaje ścigaczom różnej maści, którzy walczą nie tylko o czasy, ale i miejsca. Dla tych Mistrzów amatorskich tras porady na zawodowym poziomie są ja najbardziej wskazane.

Pytanie jest inne. Czy nam zwykłym przeciętnym amatorom takie wsparcie jest potrzebne? Mamy tutaj dwa spojrzenia. Fani takiego wsparcia, jak i sami wspierający powiedzą powiedzą krótko: tak oczywiście, nawet najbardziej przeciętny tuptacz może dzięki takiej pomocy poczuć smak życiówek i przełamać bariery, czyli same biegowe cuda na kiju. Zasada jest prosta: chcesz dobrze biegać? Musisz mieć trenera, bo on Ciebie dobrze poprowadzi.  Drugie spojrzenie jest przeciwieństwem pierwszego. Po co trener? W necie znajdziesz wszystko, a dla zwykłego tuptania kilometrów nie jest nam potrzebne żadne wsparcie. Po kiego czorta nam tuptaczom czy człapaczom trener?

Z pewnością inne spojrzenie, porada znawcy tematu się zawsze może przydać, ale czy warto aż zatrudniać trenera? Z drugiej strony patrząc na to, co się dzieje można stwierdzić, że bieganie staje się religią, gdzie trening jak pacierz, start jak msza a trener jak kapłan. A jak jesteśmy na mszy, to wypada dać na tacę. Dlatego, kiedy ktoś uważa, że bez takiego wsparcia może sobie nie poradzić, wybór ma naprawdę godny. Z drugiej strony zawsze można skorzystać z Internetu, gdzie rozpisek treningowych, dietetycznych i innych mamy zatrzęsienie.

Print Friendly

1 Komentarz

  1. Hej, tuptaczu! Tutaj drugi tuptacz. Przyznaję, że zaczynałam od treningów z trenerem i wcale nie po to, żeby mi powiedział, jak stawiać stopy, żeby się nie przewrócić. Owszem, wyznaczył mi plan i owszem, mogłam znaleźć podobny w internecie. Jednakże w moim przypadku chodziło tu o coś zupełnie innego. O motywację. Sebastian z http://sebastianbednarczyk.pl/ dał mi przede wszystkim motywację. Z tymi internetowymi rozpiskami i tym swoim marnym samozaparciem zaczynałam co jakiś czas i szybko kończyłam. Od kiedy zaczęłam ćwiczyć z kimś, a do tego mu za to płaciłam – wymówki magicznie zaczęły się kurczyć. Wiem, że to dziwne, ale wiem też, że wiele osób ma podobnie. ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.