Śmigacze, tuptacze i człapacze

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany, masz rację, tak ten trening można określić

W porannym wpisie dokonałem, tak trochę na luzie podziału butów na śmigajki i tuptajki. Sunąć dalej w rozważaniach posunąłem się do podobnego podziału osób tuptających. Jednak myślę, że nawet rozdrabniając śmigaczy i tuptaczy na tych klasy M czy S, to jednak i tak nie jesteśmy w stanie dokonać pełnego i kompletnego podziału.

Powód jest jeden i zasadniczy. Każda osoba jest inna, ma inne pragnienia, sny i cele, które przed sobą stawia. Ja wiem, że dla różnych speców od psychologii, budujących w celach marketingowych podział społeczeństwa na grupy, do których trafia odpowiednia forma przekazu reklamowego podział jest jeden, prosty i eliminujący indywidualność każdego z nas. Dlatego też unikamy określeń jeden biegacz czy biegaczka, tylko zawsze w liczbie mnogiej: my biegacze. Wtedy czujemy, że należymy do jednej wielkiej tuptającej rodziny. Jednak ta nasza rodzina mimo wszystko dzieli się na takie trzy podstawowe biegowe typy, w zależności o tuptajacego potencjału.

Jak wspomniałem na samym szczycie mamy śmigaczy, dla których czas jest wyznacznikiem tego, co chcą łamać, oraz głównym powodem startu z zawodach. Specjalną odmianą śmigaczy są ścigacze, czyli nie tylko łamią granice czasowe dla wielu z nas nawet nierealne do osiągnięcia w snach, ale jednocześnie dzięki tuptającym pojedynkom czy udowadnianiu tego, kto w grupie jest najlepszy mają dzięki temu dodatkową motywację do jeszcze ekstra przyduszenia kilometrów. Jak wspomniałem w grupie śmigaczy mamy mistrzów, supermenów oraz tylko „zwykłych” niezwykłych przełamywaczy barier swoich czasowych możliwości. To jest nasza elita, szczyty szczytów biegowych możliwości. Zakres czasowy śmigaczy przestawiłem rano, ale dla przypomnienia: 5 kilometrów poniżej 20 minut, dyszki poniżej 40 minut, półmaratony do półtora godziny, a maratony do trzech.

No, ale zdecydowana większość z nas, to zwykli, szarzy tuptacze, którzy biegają dla frajdy, przyjemności, ot by dobiec do mety w ramach możliwego do zaakceptowania czasu. Nie musi to być jakiś czas ekstra, super, ale w ramach pewnej przyzwoitości. Jakie to będą czasy dla nas zwykłych tuptaczy? Takie by dobiec na luzie i spokoju. Na 5 kliometrów myślę, że będzie tak do 28 minut, na dyszkę tak do godziny, bo jest to czas, który myślę, że każda trochę poważnie trenująca, zdrowa osoba bez zbytnich obciążeń gotowa zrobić. Jak to będzie wyglądało w półmaratonach? Myślę, że 2 godziny i 10 minut, to będzie ta granica dla tuptacza rozsądna, a na Królewskim dystansie do 5 godzin.

No, ale mamy jeszcze grupę, czyli człapaczy, dla których samo może nie koniecznie dobiegnięcie, ale doczłapanie w różnych metodach, biegnąc, idąc, odpoczywając, ale metę osiągną. I to jet słowo klucz, to jet najważniejsze: sama meta, a czas? Byle w limicie się zmieścić i żeby nie ściągnęli nas trasy. I to jest chyba najważniejsze.

Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych biegających, Ci którzy zaliczają się do „gorszych” grup są także gorszymi ludźmi, niegodnymi zwrócenia uwagi mistrzów. Na szczęście są to sporadyczne wyjątki, gdyż znam wielu naprawdę dobrych śmigaczy, których nawet butów nie godnym wiązać,  a z którymi na każdy temat można pogadać. Wyniki jedno, ale ludźmi wszyscy takimi samymi jesteśmy. Wiadomo, że w biegowym peletonie najwięcej jest nas zwykłych tuptaczy. Szczyt stanowią śmigacze, a człapacze? Jak ich można oceniać? Szczerze, są dla mnie tak samo ważni, jak cała reszta nas biegających. Bo ile trzeba uporu i samozaparcia, by znając swoje ograniczenia wynikowe zdecydować się na start i nawet doczłapać do mety, zamiast siedzieć przed TV z chipsami. Pełen podziw i uznanie.

Print Friendly

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.