Buty śmigajki i buty tuptajki

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Muszę przyznać, że kiedy zaczynałem moją przygodę z tuptaniem do butów podbiegałem jako, wiadomo rzeczy niezbędnej, ale but do biegania, to miał służyć do biegania i nie wnikałem w takie szczegóły jak amortyzacja i tym podobne. But miał leżeć wygodnie na nodze, a cała reszta to były znaczące szczegóły.

Kiedy te trzy lata temu z hakiem pod swoje skrzydła wziął mnie pan Mateusz z naszego Decathlon na Franowie to trochę mi się oczy otworzyły. Może jeszcze nie tak zupełnie szeroko, ale coś już wiem. W pierwszych dwóch latach, kiedy bardziej kładłem nacisk na próby robienia życiówek czyli po prostu przesuwania granicy swoich możliwości na tyle, na ile można pan Mateusz proponował mi buty z rodziny Kalenji kiprun SD. Mimo, że nazwa by wskazywała, że nadają się raczej na krótsze odległości ( SD – short distance), to zrobiłem w nich i dziesiątki i półmaratony, a i maratony się zdarzyło. Buty charakteryzują się dużym poziomem elastyczności, a jednocześnie jej podeszwa jest trochę chudsza wymuszając jakby konieczność szybszego przebierania nogami. Jednocześnie czułem jakbym odbijał się od powierzchni trasy, przez co biegnie się szybciej i co najważniejsze chce się biec szybciej. Do tego byłem parę kilo chudszy niż teraz ( 178 cm – 68 kg), przez co ogień biegowy był większy, Buty, które można określić jako śmigajki.

W ostatnim roku troszkę mi się przybrało ( prawie 80 kg- a było już nawet ładnych parę ponad 80, ale wtedy powiedziałem dość, czas coś zgubić) W tej chwili jest około 80, ale jeszcze parę kilo chce zgubić tak myślę do 74-76. No, ale w efekcie mi wyniki spadły i pan Mateusz na ten rok mi zaproponował inny model, tym Kalenji kiprun LD, czyli jak się można domyśleć long distance, czyli do spokojnego tuptania wielu, wielu kilometrów. Takie właśnie klasyczne tuptajki. Byty charakteryzują się bardzo dużą sprężystością, podeszwa jest grubsza i czujemy jakbyśmy płynęli po trasie a nie biegli. Nie pożeramy tutaj kilometrów, tylko spokojnie i z godnością je smakujemy. Przy moim obecnym podbiegnięciu do tematu, gdzie wiem, że moich czasów raczej poprawiać nie zamierzam, buty do radosnego tuptania idealne. Dlatego właśnie określam je jako tuptajki.

Podobnie jak i buty można i biegających podzielić na śmigaczy i tuptaczy. Tylko, że tutaj temat jest głębszy. Bo mamy śmigaczy klasy S czy M, którzy 5 kilometrów robią poniżej 20 minut, dyszki poniżej 40 minut, półmaratony do półtora godziny, a maratony do trzech. I to są rzeczywiści śmigacze. Ale śmigaczami będą także ci, którzy za każdym razem walczą o życiówkę. Oczywiście nie za każdym razem ją łamią, ale walczą dając z siebie wszystko. I dlatego też możemy ich uznać za śmigaczy, ale może nie S ( super) czy M ( mistrz), ale generalnie śmigaczy. Po drugiej stronie barykady mamy całą naszą resztę, którzy biegamy dla samej przyjemności biegania smakując kilometry, a nie wciągając je jak spaghetti z talerza. Mu sobie tuptamy radośnie ciesząc się każdym pokonanym kilometrem. I dlatego właśnie jesteśmy tuptaczami. Z czasem walczą śmigacze, my walczymy z samymi sobą, nawet by doczłapać się, ale by tą metę osiągnąć.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.