Biegowe wędkarskie opowieści

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Ostatnio wbiegło mi przed oczy jedno z moich zdjęć, które właśnie wpis ten na różnych forach prowadzi. Widać na nim jak biegnę z charakterystycznie na moczykija rozłożonymi rękami pokazującymi wyraźnie: taką złapałem, ewentualnie taka ryba zerwała mi się z haka. Szczególnie ten drugi przypadek jest przez osoby, które lubią z naturą i wędką obcować bardzo często i gęsto wśród znajomych opowiadany. Tak na zasadzie: taka ryba była… Miałem ją już na haku, tuż pod pomostem, brzegiem. Idąc dalej sięgałem podbierakiem ( przyrząd służący do wyciągania co większych, wymęczonych już egzemplarzy z wody). Była, mieliśmy, rzuciła się obok… i tyle ją widzieliśmy. Bo, a to się zerwała, a to w ogólnie nie wzięła, bo chciała, a to ufo przyleciało i ją zjadło, nim ją wyciągnęliśmy z wody.

Drugą dużo bardziej ulubioną przez wędkarzy opowieścią jest ta z gatunku, jaką to dużą rybę naprawdę złapaliśmy. I co ciekawe, z każdym następnym rokiem ta sama ryba nam rośnie. O ile pierwszego roku to rzeczywiście był szczupak w okolicach kilograma, półtora, to po pięciu latach może w takiego już 10 kilogramowego, a po 20 może nawet suma. Tak zasadzie, „bo ja kiedyś złowiłem“ i tu następują historie tysiąca i jednej wody. Sam kiedyś byłem wędkarzem, więc wiem jakie prawa i opowieści w tym środowisku krążą. Dlaczego już nie jestem wędkarzem? No cóż, kiedy te już prawie 20 lat temu stawałem na ślubnym kobiercu, koledzy mi napisali kartkę: Paweł na ryby to ty już sobie pojeździłeś. Wtedy się z tego śmiałem. Teraz już mniej. I tu nie biega o to, że lepsza połowa zabrania. Po prostu nie ma czasu, ani chęci. A od kiedy zacząłem biegać, to juz zupełnie. Na zasadzie jedna pasja wystarczy, bo dwie to już się wzajemnie wykluczają. No, ale jak widać, stare nawyki pozostają i nawet biegając pokazuję, jak duże ryby łapałem, a może dalej łapię biegnąć obok wody, szybkie nachylenie i wyciągnięcie jedną ręką z wody. Bo druga jest zajęta odpowiednią biegową pracą. No i jak widać wędkarska wyobraźnia mi też pozostała.

Zresztą każdy wędkarz ma kilka wędkarskich opowieści ze swojego moczykijącego życia wzięte. Mi także parę się przytrafiło. Może kiedyś temat rozwinę.. o tych uklejkach i płoteczkach, co  sumy, sandacze, szczupakami, a nawet rekiny nie wiadomo skąd w naszych słodkich wodach się znalazły i z którymi toczyłem mrożące krew w żyłach boje.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.