Parkrun w cieniu Misterium czyli ostatni będą ukrzyżowani,

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Robercie później poznany, my zarządzamy wagą czy waga nami. Myślę, że można to różnie rozpatrywać w zależności od kąta spojrzenia. Jeżeli ustawiamy wagę w łazience tam czy tu, to my z pewnością jesteśmy czynnikiem zarządzającym.

Cytadela w Poznaniu jest wyjątkowym miejscem. Olbrzymi, 100 hektarowy park, zdobiony drzewami, kwiatami oraz obsypany miejscami o mocnym podłożu historycznym: dwoma muzeami, obiektami fortecznymi oraz cmentarzami. Miejsce, które ma swój wyjątkowy urok przyciągający zarówno mieszkańców Poznania, jak gości odwiedzających nasze miasto.

Oprócz zieleni, przestrzeni zielonych, drzew oraz miejsc na organizację różnych wyjątkowych wydarzeń cała Cytadela jest poprzecinana alejkami, po których radośnie oddają się swojej pasji osoby biegające. Są tutaj już wyznaczone trasy jak np. parkrun, gdzie nawet ktoś z zewnątrz, kto przyjdzie w innym czasie, to trzymając się parkrun strzałek piąteczkę sobie strzeli. My z kolei co sobotę się spotykamy na Cytadeli, by z naszą ulubioną trasą w jakże miłym towarzystwie się zmierzyć. Dzisiaj rano, kiedy zjawiłem się na Cytadeli ujrzałem olbrzymią scenę oraz na jednej z naszych biegowych parkrun alejek poustawiane godne rekwizyty swoim wyglądem przypominające zamek i inne takie historyczne budynki. Dzisiaj na Cytadeli odbędzie się Misterium, więc organizacja była już w szaleńczym toku, kiedy my się przygotowywaliśmy do biegu. Nawet padła propozycja motywacyjna, że trzej ostatni będą ukrzyżowani, gdzie ten co przybiegnie na zupełnym końcu zajmie najszlachetniejsze miejsce pośrodku, a przedostatni i drugi od końca po bokach wcielą się w postaci złoczyńców. Była to dosyć ciekawa koncepcja biegowa.

W grupie ponad 170 osób, które dzisiaj pojawiły się na Cytadeli była bardzo miła pani z Warszawy, której trochę opowiedziałem o zasadach obowiązujących, trasie i innych takich. Potem wszyscy udaliśmy się na start, gdzie nastąpiło odprawienie cotygodniowej procedury powitalnej, po której ruszyliśmy w biegowy tan, każdy swoim ogniem napędzany. Biegłem spokojnie moim stałym tempem planując w granicach 5.20 na km czyli na dużym luzie, ale przy tempie planowanym na połówkę czy optymalnie maraton ( jeżeli jeszcze wystartuję). I muszę przyznać, że trzymałem to tak jak planowałem. W czasie biegu kogoś ja wyprzedzałem, ktoś mnie wyprzedzał, czyli biegowa klasyka. Na metę dobiegłem z czasem minimalnie lepszym od planowanego czyli 26,30, co daje gdzieś 5.18 na kilometr przy zachowanych rezerwach.  Na miejscu coś woda, oraz okazało się, że dwie panie, z których jedna miała dzisiaj 50 bieg i druga dobrze mi znana parkrunerka, której dawno nie było przyniosły ciasto: jedna marchewkowe, a druga bananowe. Muszę przyznać, że niebo w gębie. Takie cuda tylko na parkrun. Co prawda mieliśmy dzisiaj post, no ale wybiegane, więc chyba można było. Jak ktoś dzisiaj postępował zgodnie z zasadami, to pełen szacunek, ale dużo stracił. Jeszcze zamieniłem słowo z naszą panią z Warszawy, która stwierdziła, że faktycznie trasa jest wyjątkowo urokliwa, ale też trudna. To jest zresztą magnes, który przyciąga na nasz parkrun gości z całej Europy. Po wszystkim jeszcze biegiem do domu, więc ponad 15 kilometrów dzisiaj w nogach. A to fajny początek weekendu.

Print Friendly

1 Komentarz

  1. Tytuł jak zawsze nie zawiódł. Czasami gdy czytam tytuł myślę sobie – a jutro poczytam. Jednak nie daje mi to spokoju i praktycznie od razu biorę się za lekturę Twojego bloga. Gratuluję i faktycznie dobry początek weekendu. Ja dzisiejszy trening mam jeszcze przed sobą i choć nie jest bieganiem to daje w kość. TAK ! Wzięłam się za siebie – brawo ja ! :D ;) Nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak parkrun. Kojarzy mi się z parkour :P
    Pozdrawiam !
    Zapraszam na najnowszy post pt. ” Wielkanocne tramwaje” . :)
    ~ Blog siostrzeńca mojego chłopaka.
    http://bartollandia.blogspot.com/2017/04/wielkanocne-tramwaje-c.html

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.