Czy patronat obecnego Prezydenta nad maratonem to obciach?

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Agis dzięki za ciekawy ranking, ale każda osoba biegająca ma w tym zakresie swoje preferencje. Ostatnimi czasy, to chyba logiczne, że  moje myśli krążą dookoła głównego tegorocznego wyzwania, czyli maratonu w Warszawie, do którego pozostał nam już równo miesiąc. Do spraw czysto treningowo-sportowych wrócę jeszcze w kolejnych wpisach, natomiast dzisiaj chciałbym zatrzymać się nad tematem, który wywołał wielkie kontrowersje wśród biegających braci i sióstr.

Podczas prezydentury Bronisława Komorowskiego zostało przyjęte, że Prezydent naszego kraju obejmuje partonat nad maratonem warszawskim. No i w tym roku zgodnie z tradycją partonat objął obecnie nam władający Andrzej Duda. No i się zaczęła jazda pingwina po szkle. Wielu biegających protestuje, twierdzi, że rezygnuje ze startów, organizator się obrusza, wyzywa biegających, by nie biegli. czyli heca jakiej biegający świat  nie widział. Na początku, żeby było jasne: nie jestem ani zwolennikiem obecnie panujących, ani nie głosowałem na obecnego Pierwszego Obywatela i co jest logiczne także nie jestem Jego fanem. Jednak jestem zwolennikiem demokracji, mimo wszystkich jej wad i niedoskonałości i z tego powodu respektuję wybór większości tych, którzy zdecydowali się pójść na wybory i wybrali na Głowę naszego kraju obecnie nam panującego.

Jeżeli zostało przyjęte, że Prezydent obejmuje patronatem bieg, w którym będę miał przyjemność biec, to z szacunkiem przyjmuję do wiadomości, że w tym roku, jak i zapewne do końca kadencji zostanie nim Andrzej Duda, Taki jest zwyczaj i koniec, nie ma co o tym dyskutować. Nie oceniam sposobu sprawowania władzy, gdyż to nie jest tematem, tylko bieganie jako przebieranie nogami, co nie ma nic wspólnego z polityką. Podczas kolejnych wyborów może Prezydentem zostanie mój Kandydat i co? Zwolennicy obecnie panującego i partii rządzącej, też ogłoszą bojkot Zawodów? Kochani do czego my dążymy? To jest sport, nasza pasja, ona ma nas łączyć, a nie dzielić. My biegamy ponad podziałami: politycznymi, religijnymi, kulturowymi, gospodarczymi i każdymi innymi. Nie ma dla mnie znaczenia czy obok mnie biegnie zwolennik takiej czy innej partii, orientacji seksualnej, czy ktoś, kto w hierarchii społecznej jest gdzieś indziej niż ja. Na trasie wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, tyle, że niektórzy szybciej biegają. Prezydenta mamy jednego i nie musząc się zgadzać z Jego poglądami, szanuję Go, jako demokratycznie wybranego Pierwszego Obywatela naszego kraju i mogę się jedynie cieszyć, że wzorem swojego Poprzednika także zgodził się dodać blasku wielkiej imprezie, w której będę miał przyjemność startować.

Dlatego, chociaż podkreślam, że nie jestem fanem, to  uważam, że objęcie patronatu nad maratonem przez Prezydenta Andrzeja Dudę nie jest żadnym obciachem. Wręcz przeciwnie, jest podtrzymaniem dobrej tradycji, zapoczątkowanej przez Jego Poprzednika. Na końcu jeszcze drobna uwaga, to wszystkich, którzy się buntują. W następnych wyborach może wygrać Wasz kandydat, lub jeszcze ktoś zupełnie inny. I co wzorem Waszego obecnie zachowania znowu będą krzyki, niesnaski, obrażania? A może właśnie my biegajacy powinniśmy pokazać, że dzięki naszej pasji możemy się wszyscy łączyć ponad naszymi kochanymi, tak narodowo tworzonymi podziałami.

Z drugiej strony …. no może nic nie dodam, bo dopiero się zacznie.

Przykłady rozpisek biegowych

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Maćku nie dobiegłem jeszcze do pełnej informacji, jak to wygląda z biegami i bieganiem w Chinach, ale kiedyś się nad tym tematem pochylę, gdyż to może być ciekawe informacyjne doświadczenie.. Robercie dzięki za miłe słowo, staram się jak mogę. Parę dni temu popełniłem dosyć krytyczny na temat rozpisek biegowych i muszę przyznać, że odzew wielu biegających mnie zaszokował. Zaczęły do mnie napływać pytania: jaką znam fajną rozpiskę na …. i tu następowała cała litania życzeń. Trochę poszukiwałem, rozejrzałem się po necie ( co wbrew pozorom może nie jest trudne, ale z pewnością pracochłonne) i doszedłem do wniosku, że spróbuję pomóc tym, którzy nie mają zbytnio czasu i cierpliwości, by zanurzyć się w szperaniu. A tych rozpisek jest naprawdę sporo. Niektóre nawet interesujące, dla różnych poziomów biegowego zaawansowania.

Dlatego postanowiłem kilka ciekawszych w moim odczuciu zamieścić, by nie było potrzeby szukać.  Muszę napisać, że szczególnie podobały mi się rozpiski dla początkuących, którzy faktycznie tej pomocy najwięcej potrzebują, by poczuć moc biegową. Jak przebiegłem się po necie, to dojrzałem trzy fajne propozycje.  Pierwsza określona jako  dla absolutnie początkujących czyli od zera do…


https://treningbiegacza.pl/plany-treningowe/plan-treningowy-od-zera-do-60-minut-ciaglego-biegu-10-najczestszych-pytan-zadawanych-przez-poczatkujacego-biegacza

Kolejny ciekawy plan na początkujących:


http://jak-biegac.pl/plan-treningowy-dla-poczatkujacych-biegaczy

I trzeci:


https://bieganie.pl/?show=1&cat=19&id=547

W zasadzie można napisać, że różnią sie detalami, ale każdy początkujący znajdzie coś dla siebie. Trochę mi to przypomina moje początki, tyle, że kiedy ja zaczynałem, to przez pierwszy tydzień wcale nie biegałem, z tylko z dnia na dzień szybciej chodziłem. No, ale to były moje amatorskie rozgrywki. No, ale ja zawsze po mojemu.

No i teraz przebiegamy do „poważniejszych” rozpisek. W sieci mamy ich wiele, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę odpowiednie frazy. Jakie najłatwiejsze:  plan treningowy na taką ilość kilometrów, na którą chcemy wystartować. Jeżeli chcemy być bardziej szczegółowi, to możemy dodać np plan treningowy na półmaraton poniżej np 2 godzin. Oczywiście słowa kluczowe, czyli takie, które są dla nas najważniejsze musimy odpowiednio uporządkować. Chcemy pokonać dziesięć kilometrów poniżej 40 minut? Proszę bardzo” plan treningowy na 10 kilometrów poniżej 40 minut” i mamy przynajmniej kilka propozycji:


https://www.google.pl/search?q=plan+treningowy+na+10+kilometr%C3%B3w+poni%C5%BCej+40+minut&ei=uWicWbu3Kozi6ASlqau4Bg&start=0&sa=N&biw=1366&bih=662

Biegnąć tym wzorem i szukając interesujących nas rozpisek możemy wybierać, przebierać i szukać tych, które są dla nas najbardziej odpowiednie. Z rozpiskami jest tak, że jednym przypasują jedne, innym drugie, dlatego zanim zdecydujecie się na wybór tej dla siebie najlepszej warto byście przeanalizowali i na spokoju wybrali taką, która najbardziej będzie odpowiednia. Która jest najlepsza, najbardziej sprawdzona odpowiadająca? Myślę, że nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Każda osoba jest inna i każdej odpowiada coś innego.

Bieganie – wyróżnik krajów demokratycznych

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Robercie dłużej znany, oczywiście masz rację, że wielkościowo USA „demolują” Europę i z tego może wynikać fakt, że tam jest tak dużo biegów. Idąc jednak tym trybem myślowym to najwięcej biegów powinno być w Rosji, która jest największa pod względem powierzchni, czy Chin, które mają najwięcej mieszkańców. Wczoraj wrzuciłem mapę, gdzie zaznaczone były kraje, gdzie mamy najwięcej maratonów i półmaratonów tylko we wrześniu b.r. I co się okazuje? Chiny mają niewiele więcej maratonów i półmaratonów w całym roku niż Polska we wrześniu, a Rosja nawet mniej. I to mówimy tutaj o porównaniu startów całorocznych w krajach, które są od nas wielokrotnie większe z tylko jednym miesiącem w naszym pod względem wielkości i ilości mieszkańców lilipucim kraju. Ciekawe pytanie zadał Maciej w komentarzu. Czy faktycznie dobiegłem do wszystkich chińskich danych związanych z organizowanymi biegami. Odpowiedź jest prosta: dobiegłem tylko do tych oficjalnie prezentowanych dotyczących badanych dwóch dystansów. Jak to wygląda w przypadku biegów „tylko dla mieszkańców Chin” nie mam pojęcia. Jednego jestem pewien: jak to powiadał klasyk: „Chińczyki trzymają się mocno”.

No dobra, to może możność danego kraju jest wyznacznikiem naszej biegowej pasji, gdyż im bogatsze społeczeństwo, tym więcej mieszkańcy biegają. No, ale nie do końca tak jest, gdyż np w Japonii czy Południowej Afryce mamy w ciągu roku trochę więcej maratonów i półmaratonów niż we wrześniu naszego kraju. Czyli raczej nie jest to kwestia zamożności. Myślę, że przyczyna prawdziwego rozwoju biegowej pasji tkwi gdzieś indziej. Bieganie to wolność, swoboda, rzucanie wyzwania, przeciwstawianie się stagnacji i dążenie do ciągłego poprawiania, do tego co inne, lepsze. To także przeciwstawianie się samemu sobie, swoim słabościom, walka z czasem, w jakiś sposób zdrowa rywalizacja z samym sobą, ale i w jakiś sposób z innymi biegnącymi. Tyle, że nie postrzegamy ich jako wrogów, rywali, tylko raczej wsparcie by dzięki zdrowej rywalizacji i my ci nasi „rywale” sami jesteśmy lepsi. Na trasie gonimy się wzajemnie wyrywając metry, a na mecie dziękujemy za tą rywalizację, która tak naprawdę była naszym wsparciem.

Podsumowując możemy napisać, że bieganie jest wyróżnikiem krajów demokratycznych. Tam gdzie jest wolność osobista, myśli, sumienia i brak nakładanych zewnętrznych okowów, tam bieganie się rozwija. No tak, może ktoś napisać. Ale mimo wszystko w czasach komuny były biegi zorganizowane w naszym kraju. Był i maraton w Dębnie od 1969 roku, pod koniec lat siedemdziesiątych w Warszawie, a w pierwszym pięcioleciu lat osiemdziesiątych Szczytno, Toruń czy Wrocław. Ktoś może powiedzieć, że były to biegi na służbie reżimu komunistycznego. Teoretycznie tak, ale my Polacy zawsze byliśmy najweselszym i najbardziej niepokornym barakiem w obozie tzw. demokracji ludowej i bieganie było jedną z wielu metod pokazywania naszego protestu oraz braku akceptacji do takiej polityki. Nawet biegnąc w „reżimowych” biegach demonstrowaliśmy naszą wolność i niezależność, których bieganie jest sztandarem.

Z drugiej strony w krajach totalitarnych też się dużo biega…. tyle, że może nie na czas, i może podczas trochę mniej zorganizowanych wydarzeniach, np uciekając przed białymi pałkami

Jaki kraj jest liderem światowych biegów?

Kiedy przegląda się nasze rodzime portale, prezentujące różne kalendarze biegowe, to można dotuptać do wniosku, że najwięcej biegów zorganizowanych mamy w naszym kraju. Z zagranicznych gdzieś jest ukazane, że coś tam obywa się w Stanach, coś na Wyspach Brytyjskich, ale Polska rządzi. Jaka jest prawda?

Postanowiłem zrobić takie porównanie w czterech krajach: Zjednoczone Królestwo, Stany Zjenoczone, Niemcy oraz właśnie Polska. Jako przedział czasowy postanowiłem wziąć pod uwagę obecne czasy czyli wrzesień 2017 . Jednak nie postanowiłem przeanalizować wszystkich biegów, gdyż to by było wyjątkowo pracochłonne i zapewne zajęło by nie jeden tydzień, dlatego postanowiłem skupić się na dwóch dystansach, stanowiących jakby ukoronowanie naszego amatorskiego tup, tup czyli półmaratonach i maratonach.

Zdecydowałem się zacząć od naszego kraju, byśmy łatwiej wiedzieli, gdzie nasze tuptajace miejsce. Okazuje się, że w samym tylko wrześniu mamy w kraju 34 (dzięki Arturze) maratonów i półmaratonów.


https://run-log.com/events/?page=1&distance_from=21&distance_from=21&distance_from=21&distance_from=21&distance_from=21&terms=maraton&location_radius=&date_from=2017-09-01&distance_to=42%2C200&distance_to=42.200&distance_to=42.200&distance_to=42.200&distance_to=42.200&date_to=2017-09-30&action
=

Wydaje się dużo, że szok. Szybki przebieg wzrokiem po różnych portalach i to nie polskich i wybiegło szydło z worka.  Absolutnym liderem światowego biegania są Stany Zjednoczone. Tutaj tylko wrześniowe półmaratony;


http://www.runningintheusa.com/Classic/MapList.aspx?Distance=Half-Marathon&Month=Sep
 Do tej liczby musimy jeszcze dołożyć maratony w liczbie 155 
https://marathons.ahotu.com/calendar/marathon/usa/septemberb
 . I mówimy tutaj tylko o wrześniu. Czyli Stany Zjednoczone nie do pobicia. A jak to wygląda w Zjednocznym Królestwie? W przypadku półmaratonów „tylko” 409  
https://marathons.ahotu.com/calendar/half-marathon/united-kingdom
 a maratonów jeszcze mniej, bo zaledwie 168 
https://marathons.ahotu.com/calendar/marathon/united-kingdom
. Czyli mamy dwóch zdecydowanych liderów. A jak to wygląda u naszych zachodnich sąsiadów czyli Niemców? Tutaj już nie ma aż takiej różnicy. Mamy 66 półmratonów 

https://marathons.ahotu.com/calendar/half-marathon/germany/september
 i 26 maratonów 
https://marathons.ahotu.com/calendar/marathon/germany/september
 , czyli różnica już nie jest taka duża.                                                                                     Interesująco to wygląda we Francji, gdzie mamy więcej maratonów niż połówek (214 maratonów i 80 półmaratonów), z kolei Włosi mogą się pochwalić około 16 biegami na poziomie od półmaratonów wzwyż.  W przypadku Rosji naliczyłem 12 półmaratonów i 19 maratonów i biegów ultra. Z drugiej strony się zastanawiam na ile zamieszczone informacje o biegach są rzetelne i zgodne z ich rzeczywistą liczbą. Jak widać po podanych przykładach bieganie jest modne na całym świecie i chyba aż tak bardzo sie nie wyróżniamy. Żeby faktycznie określić gdzie mamy najwięcej biegających trzeba by zrobić przeliczenie na zasadzie: na 100 osób ile faktycznie biega i wiedzielibyśmy jaki faktycznie procent biegających mamy w danym kraju. No, ale ale to praktycznie mało realne do zrealizowania.

 

Wady i zalety rozpisek startowych

Wpis ten stanowi rozszerzenie porannych przemyśleń. Nie chciałem, by w jednym wpisie zbyt dużo treści się znalazło, dlatego postanowiłem do rozbić na dwie, ale niezależne części,

Z zasady i braku odpowiedniego ku temu przygotowania staram się na moim blogu unikać dawania biegającym porad. Wybiegam z założenia, że od tego są specjaliści, a ja jedyne co, to mogę dzielić sie moją pasją. Jednak dzisiaj chcę coś doradzić dla takich samych amatorów jak ja, którzy jednak dopiero zanurzają się w ogniu biegowej pasji.

Każdy, kto przygotowuje się do takiego czy innego startu robi to albo wg swojego widzimisie, albo wg mniej lub bardziej profesjonalnej rozpiski. To, że widzimisie niesie za sobą spore niebzpieczeństwa to jest jasne i widome. Wberw pozorom rozpiski wrzucone do neta, także dla sporej grupy z nas mogą się okazać tragiczne w skutkach. Ktoś w tym momencie się oburzy: jak to przecież one są pisane pod osoby biegające. Wszystko się zgdza, tylko że rozpiski nie biorą pod uwagę indywidualnych predyspozycji różnych osób. I chyba właśnie ten niby „uniwersalizm” stanowi największy ich minus. Zgadzam się, że dla sporej grupy mogą się okazać zbawienne, dla wielu nic nie dające, a bedą i tacy, dla których będą szkodliwe. Napiszę na moim przykładzie: kiedy zacząłem biegać trenowałem sobie spokojnie robiąc około 5-6 kilometrów dziennie na dużym luzie , raz w tygodniu koło dyszki , startowałem w piątkach, dziesiątkach do półmaratonu włącznie. I przez pierwsze trzy lata mojej pasji urazy unikały mnie szerokim łukiem.  Czasy były na poziomie 23-25 minut na piątkę, 48-50 minut na dziesiątkę, a na połówce w okolicach godziny pięćdziesiąt. Można napisać bez szału ale względnie przyzwoicie.                                                               Odkąd zacząłem się przygotowywać do poważniejszych startów, czyli maratonu zacząłem przeglądać rozpiski, robić interwały, podbiegi, rytmy i inne takie, ale nie rozciągając się okazało się, że dopadły mnie pierwsze kontuzje. Mój organizm przyzwyczajony do spokojnego tup tup treningowego nie mógł zdzierżyć urozmaiceń, które w moim akurat przypadku okazały się szkodiwe. Zresztą, odkąd zacząłem wiecej biegać, by dopasować się do istniejących schematów nie tylko odbiło się to na moim zdrowiu, ale i na wynikach które obecnie dna sięgają. I bądź tu mądry i pisz wiersze. Nie mam wątpliwości, że rozpiski mają dużo zalet: są tworzone przez osoby, które znają się na rzeczy, przebiegły już tysiace kilometrów, mają odpowiednie przygotowanie teoretyczne i praktyczne. Po prostu są specjalistami, którzy znają się na rzeczy. Bez wątpienia rozpiski rozszerzają nasze tuptające horyzonty i pozwalają nam szczerzej spojrzeć na biegową pasję. Jednak brać je w ciemno, tak jak lecą, dla sporej grupy z nas to będzie czysty strzał w kolano.

Jak trenować, by było dobrze

Ostatnio, po kilku na luźno i trochę żartobliwie napisanych tekstach zostałem oskarżony przez paru poważnych biegajacych o sianie defetyzmu, złe porady i ogólnie wszystko co najgorsze. Dlatego na początku chcę podkreślić jedno. Jestem klasycznym amatorem, biegam po amatorsku i moje treningi tak naprawdę nie są wzorcem do naśladowania. Jedyne czym się dzielę i czym chcę zarażać, to jest moja pasja. Natomiast kwestie merytoryczne związane jak trenować by było dobrze pozostawiam znawcom tematu.

Tylko właśnie, jak to jest z tymi dziesiątkami, jak nie setkami  porad zamieszczonych w necie przez osoby, które owszem znają się bieganiu i wiedzą, na jaki temat coś tam napisali, ale czy faktycznie jest w tym i jak jest to ile sensu. Muszę przyznać, że szczególnie mnie bawią rozpiski: plan treningowy na maraton w 6 tygodni na dany czas . Tutaj propozycji jest wiele, od 3 i pół godzny wzwyż. Ale gdzieś widziałem i uniwersalny trening na 3 godziny. Muszę przyznać, że jak sie czyta wygląda to wszystko super i w ogóle i w szczególe, nic tylko brać się na trenowanie, łamanie swoich granic i realizowanie każdego zapisanego w rozpisce dnia zgodnie z wizją jej autora. To wszysto wygląda super, jednak mam pewne ale….

Tak się zastanawiam jak można podjąć wyzwanie  opracowane w uniwersalnym planie treningowym, który tak naprawdę został stworzony w głowie kogoś, kto nas na oczy nie widział, nie ma pojęcia jakie są nasze predyspozycje, możliwości, kondycja i szereg innych czynników wpywajacych na nas osobiście i stanowiących nasze wyróżnienie względem innych. Tak naprawdę, to każda osoba jest inna i ma szereg własnych, indywidualnych cech, których tak naprawdę nie można wrzucić do jednego worka. Rozumiem, kiedy ktoś się decyduje na osobistego doradcę z którym się regularnie spotyka, pod którego czujnym okiem trenuje. To jestem w stanie zrozumeć,, ale porady wirtualne, rozpiski treningowe czyli przygotowawczy mysz-masz od kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia co biegowego w nas siedzi? Sorry, ale nie przemawia to do mnie. Cechę wyróżniającą każdego człowieka jest jego indywiduaność, a wrzucanie wszystkich do jednego wora na zasadzie: a ja wiem jak wam wszystkim zrobić dobrze, to pewne elementy megalomanii do komunizmu zmierzające.

Jeżeli miałbym już doradzić jak trenować to mogę napisać jedno: przede wszytkim z głową i słuchać się swojego organizmu. On nam najlepiej doradzi ile kilometrów i jak często powinniśmy robić, by nie było buntu na pokładzie. Natomiast dla zwolenników porad uniwersalnych i tych, którzy tak kochają j dawać jeden z moich ulubionych kawałków muzycznych



 

Tak na marginesie dzięki tej płycie napisałem maturę tak, że byłem zwolniony z egzainów ustnych. Podsumowując ogólne rozpiski mogę napisać krótko: jeżeli ktoś zalicza się do grupy klasycznych przecietnych Kowalskich z ich możliwościami i predyspozycjami, to faktycznie może pomóc, ale jeżeli ktoś z tego czy innego powodu ma w sobie coś innego, co w ten czy inny sposób wyróżnia jego mozliwości od średniej statystycznej to cóż… Co nie zmienia faktu, że warto się z nimi zapoznawać i podpasowywać pod siebie. Nie, żeby żywcem brać jak leci, tylko z głową pod własne możliwości.  Z drugiej strony pojawiają się opinie, że trzeba mieć indywidualnego trenera, bo tylko on nasz dobrze przygotuje do startów. Pytanie po co klasycznemu biegającemu , który sobie tupta dla przyjemności i od czasu do czasu gdzieś wystartuje, to po kiego, zielonego mu trener? W sumie może to poprawić naszą psychię i w jakiś sposób budżet osoby nas trenującej. I wszyscy są zadowoleni. Jedno o czym pamiętajmy, kiedy bierzemy się za treningi. Bieganie to nie tylko trening biegowy, ale taże ogólnorozwojowy i on wcale nie jest mniej ważny, niż zwykłe klepanie kilometrów. No, ale ja jestem tylko amator i to moje amatorskie przemyślenia.

Jak sobota to tylko na ….

Na początku jak zwykle w tym miejcu i czasie. Marku, masz rację od czasu do czasu warto zmienić schemat, by nie popaść w monotonię. A co do liczb parkrunowych, to zobaczymy, kiedy ten okrągły jubileusz mi strzeli. Tak na zupełnym marginesie rozbrajają i rozbawiają mnie na maksa niektóre komentarze na FB, ale do tego wrócę jutro.

Dzisiaj była sobota, do tego połowicznie wolna, więc przed pracą na parkrun sie wskoczyło. Pogoda…. no właśnie taka trochę dziwna. Parno, duszno, ale nie aż tak bardzo gorąco, by zatykało. Na Cytadeli pojawiłem się chwilę przed startem, szybkie przywitanie z znajomymi, rozgrzewka i już na miejsce, gdzie wszystko się zaczyna. Dzisiaj pogoda była faktycznie ciężka, dlatego biegło się tak średnio lekko. No, ale jeżeli przez tydzień się nie biegało, to trudno czuć lekkość biegowego bytu. No, ale nie ma że  boli, jest jak jest, tylko biec trzeba dalej. Tak jak pisałem dzisiaj na luzie, spokojnie bez iskry biegowej. W końcu, jak krzesiwo zastygło, to trudno coś wykrzesać. Sam jestem ciekawy, kiedy znowu cokolwiek krzesać się będzie. Na razie się na to nie zapowiada.

Do mety, tak jak przez cały parkrun doczłapałem na luzie, spokojnie. O czasie może nie napiszę, gdyż szkoda pisać. Dltego obecnie nie napiszę: O czasie, który mnie napędza, tylko o czasie, ktory potrzebuję by przetuptać wymagany odcinek. No, ale w mojej parkrun przygodzie nie za bardzo mi na czasie zależy, tylko na samym być i biec, bo sobota na parkrun to sobota prawdziwa. Nie zawsze można, ale kiedy nadbiega szósty dzień tygodnia i w okolicy godziny 9 wolny jest czas, to na Cytadelę podaża wielu z nas. Dzisiaj znowu ponad 200 osób było. Parkrun ma w sobie magię. A za dwa tygodnie inauguruje swoje piątki kolejna  parkrun lokalizacja w Dąbrówce pod Poznaniem. Już ekipa poznańska się zbiera, by na dzień dobry grzecznie z Dąbrówką się przywitać. Ja niestety nie moge planować, bo nigdy nie wiem, czy sobota będzie czy nie będzie wolna. No, ale tak już jest i dlatego cieszę się każdą wolną, ale i zajętą, bo dzięki zajętym mogą być niektóre także wolne.

Który dzień jest najlepszy do biegania i dlaczego każdy

Bieganie to jest taka dziwna choroba, która kiedy dopadnie nie chce puścić i w pewnym momencie staje się pewną formą nałogu. Już rodzina, znajomi, którzy nie są zarażeni nasza pasją często i gęsto namawiają: weź, odpuść sobie. Raz,dwa razy w tygodniu czy przez cały tydzień kiedyś sobie nie pobiegasz, to nic się nie stanie.. Po cholerę się męczysz, po co biegasz, nawet Najwyższy ustanowił jeden dzień w tygodniu wolny,  a ty biegasz codziennie. Zobacz, inni biegający nie mają takiego świra jak ty, więc po co się męczysz w dzień w dzień, tydzień w tydzień.

No i co na to odpowie klasyczny biegoholik, który każdego dnia się męczy by swoje kilometry wytupać. Klasyczny biegoholik rozłoży tydzień na czynniki pierwsze, wskazując dlaczego dany dzień jest najlepszy do biegania: poniedziałek, bo wiadomo, jesteśmy na początku tygodniowego ciągu jeszcze ciągle pełni werwy i ochoty, więc w ten dzień po pracy ogień biegowy nas napędza. We wtorek biega się super, bo wtorek to jest tak po prostu dobry dzień do biegania. Środa, czyli środek tygodnia. Tak naprawdę nie wiemy, czy te tydzień dobry czy zły i jak się jeszcze ułoży. Dlatego dumając nad niestałością poszczególnych dni, które przed nami kilometry zrobić trzeba. Czwartek powoli czujemy już wszechogarniające znużenie wytężonym tygodniem, więc by jakoś naładować powoli siadające akumulatory życiowe, kolejne kilometry robić trzeba. Piątek, dla jednych dzień, który zapach swobody za sobą niesie, dla innych kolejny jak co dzień w pracy. No, ale nie ma znaczenia jak mocno już wyeksploatowani jesteśmy, dla podładowania, wzmocnienia kilometry robimy, bo one dają nam psychicznej mocy. No i już ścisły weekend czyli sobota i niedziela. Dla większości wolny, dla innych tak nie do końca, ale ten unoszący się nad tymi dniami zapach kilometrów, które trzeba zrobić. Dlaczego trzeba? Bo to nasz pasja, a dni weekendowe do biegania są idealne. No i zanim się obrócimy, a tu tydzień minie. No i powiedzcie, który z wymienionych dni nie jest dobry do biegania? No chyba nie ma takiego. Każdy ta samo ważny dla naszej biegowej pasji. Co prawda, faktycznie warto sobie raz w tygodniu zgodnie z sugestią Najwyższej Siły nad Wszechświatem czuwającej wolny dzień sobie zrobić, tylko który, jeżeli każdy jest super do biegania? Może napisać na kartce wszystkie dni tygodnia, położyć przed sobą, zamknąć oczy trafić długopisem w jeden z dni. Ten na który wypadnie, na tego bęc. A jeżeli nie wypdnie na żaden? No cóż, to oznacza, że wolne od biegania nie jest nam pisane. Oczywiście to żarcik, bo czasem raz zy dwa razy w tygodniu robiona przerwa może dać nam więcej, niż miesiąc tuptania bez przerwy.

Na koniec jeszcze pewna drobna dygresja. Tytuł dzisiejszego wpisu, nawiązuje do… no właśnie, kto zgadnie czego, kogo i jakiej epoki

Strzał w dziesiątkę, czy może strzał w kolano

Muszę przyznać, że tak oryginalnej formy przygotowania do maratonu, jaką mam obecnie nigdy jeszcze nie miałem i nikomu w sumie nie proponuję jej naśladować. Przynajmniej do czasu, kiedy się nie okaże, jakie będę jej rezulataty. Mogę oczywiście wszystko zwalać na ten pie… miły uraz, który się przyplątał jak pchła do psa i za cholerę nie chce zeskoczyć. Z drugiej strony,  jak to się mówi do chcącego nic trudnego i gdybym sie uparł, to z pewnością bym znalazł innych sposób biegania i swoje kilometry w ten czy inny sposób bym robił. A tak jeszcze ktoś mnie podpuścił, że nie będę tego potrafił dokonać, a wiadomo jak to na nas uparciuchów działa, kiedy ktoś nam mówi: nie dacie rady…

Jak ktoś zupełnym przypadkem wbiegł dzisiaj na moją stronę i nie do końca wie, o co biega, to dodam, że do martonu w Warszawie niecałe sześć tygodni, a ja robię sobie tygodniową przerwę w treningu biegowym w celu regeneracji i zebrania sił. Tak żeby było zupełnie jasno, to nie jest tak, że nic nie robię. Trening biegowy zastąpiłem ogólnorozwojowym i zamiast codziennych kilometrów robię przysiady, rozciągania, przytupy, podnoszenia i inne takie. Czyli ktoś może śmiało napisać i będzie miał w tym dużo racji: eksperymentator – wariat -biegaczamator. Kto normalny będzie eksperymentował sam na sobie na 6 tygodni przed maratonem? No jak to kto? To chyba jasne, że ja. A tak poważnie, to jak już pisałem nie miałem zbyt dużego wyboru. Ryzyko, że się posypię z powodu braku przerwy, było takie same, jak to, że nie dam rady z powodu tygodniowego braku w treningu. Jak mam być szczery wolę nie dać rady z powodu ewentualnych braków kondycyjnych czy przygotowywaczych, niż z powodu urazu czy kontuzji, która nagle dopadnie w połowie trasy.

Muszę przyznać, że sam się zastanawiam, jaki będzie tego rezultat. Nie będę twórczy, kiedy napiszę, że mam dwie możliwości: albo dam radę, albo nie dam rady, albo metoda okaże się strzałem w dziesiątkę, albo klasycznym strzałem w kolano. Niedługo już wszystko się wyjaśni. Muszę przyznać, że mam tym coraz większą obawę, ale i jakieś niemal masochstyczne podniecenie. Jak to śpiewał klasyk: ” będzie, będzie zabawa, będzie się działo i kilometrów nie będzie mało”. Oj nie będzie, tego jestem pewien.

Skąd się bierze popularność biegania?

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie. Remigiusz okłady z lodu oczywiście wskazane, tyle że w połączeniu z metodą, którą preferuję, mogą przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, ale już może nie będę tego rozwijał. Tomek, bardzo mi miło, że jeden z twórców/zarządzajacych portalem enduhub odwiedził mojego skromnego bloga.

Kiedy wychodzimy na ulice, skwery, parki to możemy przeżyć dziwne wrażenie, że ludziom w naszym kraju odbiło na płaszczyźnie biegania. Praktycznie nie ma miejsca mniej czy bardziej możliwego do realizowania tej pasji, gdzie się nie biega. Nawet w mieście na chodniku, gdzie tłum wali do czy z pracy ewentualnie szykując się do skoku na zakupy, tu czy tam, nagle, zwykle niespodziewanie przemknie sylwetka osoby tuptającej mijającej idących, niczym narciarz slalomowe tyczki na stoki.

Pytanie, dlaczego biegamy, co nas do tego motywuje, dlaczego chcemy zmienić nasze życie, było już tyle razy poruszane i wałkowane, że nie pobiegnę w te rejony. Chciałbym się zatrzymać na innym pytaniu. Brzmi ono: co powoduje, czy może jaka jest przyczyna, że bieganie jest aż tak w tej chwili popularne? Przecież ludzie biegali od zawsze, od dziesiątek lat są organizowane różne biegi, ale takiego szału, jaki trwa od paru lat jeszcze nigdy nie było. Jaka jest tajemnica? Co stoi czy też biegnie za taką popularnością tuptania. Myślę, że odpowiedź jest tak prosta, że aż banalna. To Internet rozpropagował ideę pożerania kilometrów dzięki pomocy własnych nóg. Łatwość dotarcia z czy do informacji o różnych inicjatywach biegowych, portale zamieszczające propozycje treningów, przygotowań oraz w końcu dziesiątki, jeżeli nie setki blogów, gdzie podobni mi zapaleńcy w mniej lub bardziej profesjonalny sposób dzielą się swoją wiedzą, pasją i doświadczeniem. Oczywiście ci, którzy mają wiedzę połączoną z doświadczeniem mogą się nimi dzielić. My, którzy mamy tylko pasję, możemy się dzielić tylko nią.

Łatwość przekazu informacji i dotarcia do niej to tak naprawdę jest motor napędowy naszej pasji. Nie jest chyba tajemnicą, że najmniej biegających jest tam, gdzie dostęp do Internetu jest najtrudniejszy. No i tam, gdzie ludzie nie mają czasu na pasję, albo wydaje im się, że jego nie mają, gdyż jak mawiał klasyk: nie masz na nic czasu? Postaw przed sobą jeszcze jedno zadanie, to znajdziesz czas na wszystko. Bo nowet jeżeli nie ma czasu, a jest internet, to i tak zarazki biegania spłyną z klawiatury.

Z drugiej strony ktoś może powiedzieć, że nie do końca tak, gdyż po prostu bieganie stało się modne, cool, trendy i w ogóle i szczegól. Odpowiem : tak, jasne zgadza się, ale co, czy, kto tę modę poczucie cool i trendy wykreował? Samo się stało? Nie, jakoś musiało to do świadomości społecznej trafić. Moda sama z siebie się bierze, coś ją musi wytworzyć i jakoś musi dotrzeć do innych,