Uroki zimowego biegania

No i powoli pani Zima zaczyna nam odsłaniać swoje bielą pokryte mroźne oblicze. Jaka będzie w końcówce tego i pierwszych dwóch, trzech miesiącach przyszłego  roku na razie trudno wyrokować. Jak zwykle jesteśmy atakowani szeregiem, często sprzecznych informacji na ten temat. Na początku listopada jedna ze stacji puściła plotkę, że czeka nas zima nawet nie stulecia, ale tysiąclecia, gdzie mrozy mogą być tak siarczyste, że jądro ziemi zamarznąć może,a piekło zmieni się w przyjemny kurort. Zima miała już przybiec w połowie listopada i trwać niemal do kwietnia.

Potem z każdym kolejnym tygodniem, kolejne informacje trochę łagodziły ten pierwszy komunikat. Jak to zwykle bywało, malowały nam przed oczami często zupełnie sprzeczne obrazy. Jedni głosili, że jednak w styczniu i w lutym zima będzie ostra, inni że wręcz przeciwnie więc mamy klasyczny informacyjny mysz-masz, gdzie nikt nic nie wie. Jedynie Indianie i Górale nic sobie z tego nie robią, tradycyjnie uzupełniając zapasy drewna, chrustu i zapełniając śpiżarnie.

A jak my biegający przygotowujemy się do zimowej pory. W zasadzie mamy dwie główne strategie. Jest pewna część osób tuptających, która na czas śniegów, chłodów i mrozów odkłada sprzęt do tuptania do szafy i zanurza się wzorem niedźwiedzi w sen zimowy. I nie ma znaczenia, że zima jest słaba albo ostra, po prostu trzy miesiące się nie biega i koniec. Muszę przyznać, że jest to jakaś metoda. W końcu nie każda osoba musi lubić biegać w chłodzie, zimnie, mrozie, śniegu, lodzie czy innych takich utrudnieniach. Owszem nie wiadomo, kiedy one nadejdą i czy w ogóle, dlatego ogólne założenia: trzy miesiące bez biegania i koniec.

Mamy też drugą, całkowicie po drugiej strony barykady ułożoną strategię. Taką, która głosi: niezależnie jaka pogoda, ja i tak biegam. Pada czy leży śnieg? Super, bo można smakować spadające płatki śniegu czy słyszeć skrzypienie śniegu pod nogami. Jest ślisko i trudno utrzymać się na nogach? Rewelacja, zakładamy nasze antypoślizgowe buty i biegniemy czując adrenalinę połączoną z obawą, bo nie mamy pewności, że jednak nie padniemy. Jest mróz w okolicach 10 stopni a nawet więcej? Kapitalnie, czujesz ten mróz przeszywający ciała, ludzie patrzą jak na wariata, a ty biegniesz czując w sobie moc Tytana. Muszę przyznać, że uwielbiam bieganie w takich sięgających ekstremalnych warunków pogodowych przypadkach. Tak jak uwielbiam podczas burzy, upału, taki i zimy. Wtedy poznaję zupełnie inny smak naszej pasji.

Mamy oczywiście jeszcze grupę biegających rozsądnych, którzy owszem biegają zimą, ale tylko wtedy, kiedy są ku temu odpowiednie warunki. Napiszę krótko: szanuję i podziwiam za rozsądek. I na tym może zakończę dzisiejszy wpis. Niech radości zimowego biegania nas wypełniają.

Przerwy w bieganiu

Czasem się zdarza, że robimy w naszej tuppasji pewną przerwę. Raz w tygodniu to jest praktyczne standard i z pewnością zdecydowana większość z nas ma taką przerwę w swojej rozpisce treningowej. Niektórzy z nas mają dwie przerwy w tygodniu, a niektórzy i trzy. Jednak są to przerwy zaplanowane, zgodne z naszymi zasadami treningowo -biegowymi.

Jednak od czasu zdarzają się sytuacje tzw. „wyższe”, które powodują, że musimy sobie zrobić w bieganiu czasem jeden, czasem dwa, a zdarzają się i trzy dni przerwy. Teoretycznie wydaje się, że to jest dla nas negatywna i zła sytuacja. Ale tak naprawdę, ma w sobie także pozytywne strony. Tak, na zasadzie, że nic nie jest całkiem czarne i nic nie jest całkiem białe, a z każdej sytuacji można wynieść pozytywne strony.

Kiedy wyskoczą, czy też wybiegną takie sytuacje to możemy w sobie wzbudzić dodatkowy ekstra głód biegowy. Można napisać, że jest to czas na budzenie wielkiego biegowego głoda. Muszę przyznać, że u mnie się mocno obudził.Siedzi w mojej duszy i wyje mi do ucha: „nie biegasz, nie biegasz”. A do tego siorbi i mlaszcze do ucha.

No, ale jutro niedziela i czas na odrobienie biegowych zaległości. Czuje pożądanie biegowe wypełniające każdy fragment mojego ciała. Będzie trzeba go zaspokoić chociaż częściowo jutrzejszym tuptaniem. Co by nie napisać, ale takie przerwy dają nowego, biegowego ognia. Co prawda trochę żal mi parkrun, bo już trzeci z rzędu m odpadł, ale nic na to nie mogę poradzić. Grzesiu z pewnością się cieszy, gdyż z każdym tygodniem coraz bardziej mnie goni w ilości startów. Nic na to nie poradzę i mogę tylko napisać, że nie mam wpływu, Grzesiowi życzyć szybkiego dogonienia. No, ale za to jutro sobie trochę zaległości odrobię. Co sobie potuptam, to będzie moje. No i myślę, że w przyszłym tygodniu już bez przeszkód na parkrun się udam. No i oczywiście w ostatnią sobotę starego roku. Zresztą w sobotę szykują się dwa biegi, gdyż najpierw parkrun, a potem jeszcze Bieg Sylwestrowy nad Maltą. Można podsumować: znowu będzie się działo. Tak naprawdę takie przerwy w bieganiu są bardzo inspirujące, a do tego twórcze. W końcu zawsze można znaleźć pozytywne strony.

A kiedy nad treningiem zagasną lampy

Czasem podczas treningu mogą się przydarzyć różne, niespodziewane zdarzenia. Jak nie raz już pisałem moja tradycyjna trasa biegowa przebiega ( fajna zbitka słowna) praktycznie dookoła mojego domu. Startuję spod domu i biegnę po uliczkach tworzących niemal geometryczny prostokąt przy którego jednej prostej znajduje się moje siedlisko. Co prawda zwykle używam słowa koło czy też pętla, ale chcąc być bardziej dokładnym muszę użyć słowa: prostokąt. Kiedy wybiegam po powrocie z pracy jest już ciemno, więc drogę oświetlają i lampy ustawione wzdłuż drogi.

Kiedy wczoraj sobie wybiegłem, nagle w połowie mojego pierwszego robionego prostokąta, nagle w całym regionie zgasło światło. Nie miałem czołówki bo po co, kiedy normalnie światło lamp i okien domów drogę oświetla, więc nagle znalazłem się w kompletnej ciemności. Mogę śmiało napisać, że poczułem się nagle jak w czarnej rodowitego mieszkańca Afryki ( by nie użyć powszechnie używanego za pogardliwe określenie) pupie. Muszę przyznać, że odczucie było hmm jak to nazwać z lekka szokujące. Prawie całkowita ciemność, nic nie widać, biegłem praktycznie na wyczucie, czy też na pamięć, bo w końcu tą trasę już grubo ponad tysiąc razy robiłem. Jeżeli biegam na tej trasie już od 5 lat przynajmniej te 300 razy w roku, to rachunek jest prosty. Tak więc mimo dziwnych szelestów, odgłosów, czy nawet czasem wycia psa czy może wilkołaka ciemność nocy rozdzierającego, biegłem robiąc moje tradycyjne kilometry. Na szczęście dla mnie, a dla głodnego wilkołaka niestety udało mi się bez zbytnich przygód ( poza czernią dookoła panującą) moje dwa prostokąty, pętle, koła zrobić. Jak mam być szczery Odczucie po takim treningu, kiedy dobiegłem do domu rewelacyjne. W końcu nic mnie nie zjadło. Ale z pewnością w tym zakresie nic straconego. Jak ma zeżreć, to w końcu zeżre

Tak na marginesie, jutro Grzesiu znowu będzie szczęśliwy i radosny, gdyż ja znowu w pracy siedzę, więc kolejny bieg w parkrunowym wyścigu nadrobi. No, ale to jest siła wyższa, na którą nie mam żadnego wpływu. 

Raz w tygodniu bieganiec zapierdalaniec

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie Masz rację Wojciechu, dlatego dzisiaj postanowiłem trochę bardziej na ten temat napisać.

Wczoraj trochę poświęciłem czasu, na prezentację mojej obecnej rozpiski treningowej. Jak pisałem mam w tej chwili trzy mocne jednostki treningowe w tygodniu. Korci mnie by jeszcze jedną formę dołożyć do mojego tygodniowego biegania. Określiłbym ją roboczo, jako bieganiec zapierdalaniec. Nie trzeba chyba zbytniej wyobraźni, by domyśleć się, o co tutaj biega. Po prostu robię sobie na jeszcze nie wiem, jak długim odcinku biegankę napierdalankę na maksa. Biegniesz z całych sił tak długo, jak tych sił starczy. Taki interwał, ale w formie ciągłej. Tak, aż się zlejesz potem, serce wali jak młotem, płuca ledwo dyszą, aż wszyscy Twoje sapanie słyszą. Czujesz, że dajesz z siebie wszystko aż do do ostatniej kropli potu na du.. znaczy się na czole. Tak pędzisz przed siebie, mroźny wiatr cie owiewa, osuszając zakatarzony wcześniej nos, a atakujący od czasu do czasu kaszel pozostaje gdzieś w tyle. Po prostu masz jeden dzień w tygodniu, kiedy dajesz z siebie wszystko.

No i pytanie się nasuwa. Kiedy taki dzień w tygodniu biegańca zapierdalańca sobie zrobić. Optymalnie jest wtedy, kiedy mamy jakiś start zorganizowany. Wtedy taki zapiedalaniec jest najbardziej wskazany, bo wtedy chcemy jak najlepszy czas uzyskać, to jest nasza chwila prawdy. Wiadomo jednak, że nie każdy ma raz w tygodniu możliwość przebiegnięcia się startowo. Nie wszędzie są parkruny, gdzie mamy mamy właśnie idealne miejsce na zapierdalaniec. Raz, że dystans 5 kilometrów na zapierdalańca jest idealny, gdyż ani za krótko, ani za długo, bo akurat piąteczkę większość z nas może maksymalnym jak na swoje możliwości przebiec. No, ale jeżeli ktoś nie lubi z jakiś przyczyn, nie ma parkrunu w okolicy, czy po prostu w soboty rano pracuje, śpi czy robi inne ciekawsze od biegania rzeczy, to cóż znaleźć sobie inny dzień na biegową napierdalankę, bo dzięki takiemu napierdalaniu wiemy, że żyjemy. Tak w skrócie można napisać: kiedy biegający napiedalają dobry humor zawsze mają. Może i paru znajomych albo i mniej znajomych się dzisiaj obruszy po tym tekście, ale czy ja zawsze muszę tak cnotliwie pisać. A może właśnie zaczynam się rozkręcać…

Trening rytmowy, interwałowy oraz tempowy

Tak, jak już kilka razy nadmieniłem we wpisach ostatnio zmieniłem mój sposób treningu wchodząc czy raczej wbiegając znowu na ścieżkę gonienia czasu. Już nie biegam sobie na zasadzie dla biegania, tylko urozmaicam mój trening trzema mocnymi jednostkami. Wygląda to następująco: w poniedziałek po moim tradycyjnym luzackim tuptaniu robię dziesięć mocnych „depnięć” tak na odcinku około 100 metrów, po których wracam do punktu startu i znowu. I tak jak napisałem 10 razy. Potem we wtorek robię coś w stylu treningu interwałowego. Wygląda to tak, że najpierw sobie robię około 4 spokojnie, a potem coś w stylu rytmów, ale wplecionych w ciąg treningowy. Czyli  tradycyjnie w myśl zasady szybciej – wolniej. Różnica między trenigniem poniedziałkowym polega na tym, że tutaj nie mam około 100 metrów po których zwalniam, ale na zasadzie minuta szybko, minuta wolno, czyli moja wersja intrwałów.

I tak dziesięć minut szybkich i dziesięć minut wolnych. Potem w środę dla uspokojenia biegowych zmysłów robię sobie spokojniejszy trening, ala tuptacz, a w czwartek idę na bieżnię i tam klasyczne tempowo, czyli ustalam tempo pokonywania każdego okrążenia na takim samym poziomie czasowym. Na razie mam za sobą jak mnie pamięć nie myli dwa i pół tygodnia. Czy i co mi to daje na razie nie wiem, gdyż nie miałem możliwości weryfikacji na parkrun. Mam jednak nadzieję, że wcześniej czy później ona nastąpi. Jak na razie się fajnie bawię treningiem. 

W tym miejscu muszę napisać, że taki trening daje naprawdę dużo frajdy. Raz, że coś się dzieje, zmieniamy nasz codzienny, często już jednostajny, a nawet nużący rytm i wprowadzamy coś nowego, czy po prostu możemy się bawić i cieszyć. Po drugie budzi się w nas powoli chęć zmierzenia się w czasem w zakresie naszych może i ograniczonych ale jakiś tam możliwości. A taka chęć zmierzenia zawsze wyzwala nowe, ekstra emocje. A co najważniejsze, coś się dzieje, coś się zmienia, carpe diem, wszystko płynie, a nie stoi w miejscu. I znowu idziemy, a w zasadzie biegniemy do przodu.

Specyfika Klienta biegającego

Od czasu do czasu zdarza mi się przebiec wzrokiem po ofercie rynkowej skierowanej dla osób aktywnych. I to nawet nie do końca nakierowanych na nas biegających, tylko tak bardziej uniwersalnie.

Ostatnio w oczy mi wbiegł sklep: 
https://www.sklep-presto.pl/
,
łączący w sobie sport i turystykę.
 Muszę przyznać, że ogólne wrażenie nawet pozytywne. Mimo że sklep nie jest nakierowany na nas biegających, to nawet my coś dla siebie znaleźć możemy. Dla tych, którzy gustują w różnych odżywkach i suplementach, jest osobny bardzo rozbudowany dział obejmujący te właśnie produkty:
https://www.sklep-presto.pl/fitness-i-silownia/suplementy-i-odzywki/
. Bardzo szeroka i godna zwrócenia uwagi jest także gama produktów obejmująca odzież i obuwie, czyli to, co w zasadzie jest nam bardzo często potrzebne i zmieniane:
https://www.sklep-presto.pl/obuwie-i-odziez/
. Co jeszcze nam biegającym w tym sklepie może się przydać? Jest bardzo fajna oferta związana z akcesoriami i dodatkami sportowymi oraz przeznaczonymi do treningu
https://www.sklep-presto.pl/lato/dodatki-sportowe/

Muszę przyznać, że fajnie to wygląda, ale jak mógłbym coś osobie zarządzającej tym sklepem doradzić, to zaproponowałbym otworzenie działu nastawionego stricte na biegających. Ja wiem, że są specjalistyczne sklepy biegowe i ktoś, kto ma bardziej rozbudowaną ofertę, to trudno mu ze czysto biegową konkurować. Odpowiedziałbym krótko: i tak i nie. Tak, bo faktycznie jeżeli ktoś jest nastawiony tylko na biegaczy, to trudno uniwersalnemu sklepowi go dogonić. Nie, ponieważ jeżeli ma tak szeroką ofertę, ale pozbawioną pierwiastka biegowego, to trudno mu będzie biegającego klienta przyciągnąć. Powiedzmy sobie szczerze, klient biegający stanowi najliczniejszą grupę wśród osób aktywnych i co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Klient biegający raczej nie przyjdzie do sklepu, gdzie nie ma działu przeznaczonego właśnie dla niego. Owszem on przyjemnością spojrzy na inne produkty, nawet może coś zakupić, co wzbogaci jego trening biegowy, jednak by to zrobił musi wiedzieć, że w tym sklepie jest miejsce, gdzie znajdzie produkty tylko dla siebie i gdzie poczuje się jak w biegowym niebie może zbyt górnolotnie napisane ( ale się rymuje), ale przynajmniej jak w domu. Dlatego jakbym miał coś doradzać zarządzającym sklepem, to zaproponowałbym dodanie szybko działu przeznaczonego właśnie dla nas biegających. Ale to taka moja drobna uwaga. 

Strach przed bieganiem

Już parę lat temu jeden z dziennikarzy poczytnej gazety zamieścił w swoim artykule złotą myśl: „ Wy, fajni biegacze! Wy, którzy oddajecie swoje dusze fałszywym bożkom, Wy którzy budujecie pseudo ideologie wokół masowego sportu. Wy spokoju nie zaznacie, a podskórnie będąc świadomymi pustki waszych przekonań, coraz mocniej gardzić katolickimi korzeniami będziecie, co by wyprzeć je ze świadomości…”. Potem kolejny znany dziennikarz zamieścił sławetny, albo niesławny jak kto woli tekst o biegactwie. Ktoś inny dzieli się na innym forum swoimi przemyśleniami o szkodliwości biegania. Można dojść do wniosku, że są osoby, które boją się biegania, które chcą udowodnić, że bieganie jest niebezpieczne, szkodliwe i prowadzi do widocznych strat społecznych.

Niektórzy starają się tworzyć obraz, że osoby wierzące nie powinny biegać, bo przecież starty są w niedzielę, a kiedy do Kościoła i ogólnie czas dla rodziny, następuje przez bieganie osłabienie więzi rodzinnych. Muszę przyznać, że trochę to wygląda tak, że psy szczekają, a karawana biegnie dalej. Jak podaje strona salon24: „ W Narodowym Spisie Biegaczy z 2014 r. wzięło udział ponad 60 tys. osób, a co roku w Polsce organizowanych jest ponad 3 tys. imprez biegowych na różnych dystansach, otwartych dla amatorów. W niektórych uczestniczy po kilkanaście tysięcy osób.

Zjawiskiem biegania zainteresowali się socjologowie. Powstała nawet pierwsza książka analizująca fenomen biegania w Polsce pt. „Moda na bieganie – zapiski socjologiczne”. Jeden z jej współautorów dr Jakub Ryszard Stempień z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przeprowadził badania ankietowe wśród uczestników łódzkiego maratonu w latach 2013-2016.

Zdaniem dra Stempnia, w Polsce moda na bieganie jest zdominowana przez przedstawicieli klasy średniej. Kobiety biegają głównie dla zdrowia, dla mężczyzn częściej ważna jest rywalizacja. Chociaż kobiety stanowią ok. 40 proc. populacji biegaczy w Polsce, to zdecydowanie mniej pań startuje w zawodach (zaledwie ¼ ogółu zawodników).”

Muszę przyznać, że jest to zabawne, jak wokół zwykłego przebierania nogami dla przyjemności, dla zdrowia, dla frajdy robi się wielką ideologię, tworzy teorię, analizuje pod względem socjologicznym i każdym innym. Jak dla mnie wygląda to na robienie sobie jakiegoś PR w oparciu o budowanie własnej jasnej czy ciemnej ale popularności. A tak naprawdę nie ma przynajmniej w moim skromnym odczuciu żadnej ideologii. Po prostu biegamy, bo mamy w tym frajdę i koniec. Każdy ma swoją metodę na spędzanie wolnego czasu. Jedni wolą aktywnie, inni nie. Ci co nie chcą aktywnie mogą sobie poczytać, inni oglądać TV, jeszcze inni leżeć w łóżku i nic nie robić. Ci co chcą bardziej aktywnie mogą chodzić na siłownie, ryby, grzyby, matę, ring, spacerować i co tam lubią. Jeszcze innym starczy kiedy się onanizują i też mają jakąś formę aktywności. My z kolei wolimy biegać i to jest cała filozofia i ideologia. Tylko tyle i aż tyle. A że są tacy, którzy się biegania boją? To już jest ich problem. Są też i tacy, którzy sie boją krasnoludków i nie lubią, kiedy inni są zadowoleni.

W sumie razumiem tych, co się boją bieganie. Bieganie to jest chęć zmian, dążenie do poprawiania siebie, doskonalenia swoich możliwości. A jeżeli ktoś wybiega z założenia:”jakim mnie Panie stworzyłeś, takim masz” to już jego wizja życia. I niech mu wybiegnie a zdowie

Ekstremalne lodowe biegowe wyzwania na 2018 rok.

Obecny tekst stanowi jakby pewną kontynuację porannego wpisu o miejscach, gdzie mieszkają ludzie w warunkach ekstremalnych. Nie jest to mój tekst tylko został zamieszczony prawie 2 lata temu na stronie www.redbull.com . Jest on na tyle ciekawy, że postanowiłem go przypomnieć. Trochę go przerobiłem, coś tam dodałem i dostosowałem do obecnych czasów. Klasyfikacja mroźnych biegów wygląda następująco:

1. Bieg: North Pole Marathon

Miejsce: biegun północny

Temperatura: od -25 do -40 st. C, ale zimne podmuchy wiatru mogą mieć nawet -60

Kiedy?: Rejestracja do biegu w kwietniu 2018

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 9

Podczas biegu na biegunie północnym jest o czym myśleć – o niedźwiedziach polarnych, mroźnym wietrze smagającym nas po twarzy i tym, że tak naprawdę nie ma pod nami stałego lądu. Tak o biegu mówi pierwsza osoba, która przebyła jego trasę, organizator, Richard Donovan: „Największym wyzwaniem dla zawodników jest podłoże po którym biegną i ekstremalne zimno. Jako organizator muszę rozważać także ataki niedźwiedzi polarnych, dlatego mamy uzbrojonych strażników gotowych na każdą ewentualność, żeby ewentualnie odstraszyć zwierzę. Ponadto na biegunie północnym nie ma lądu. Zawodnicy biegną po lodzie, dlatego trasę muszę ustalać tak, żeby unikać spękań”.

2. Bieg: Antarctic Ice Marathon

Miejsce: kilkaset kilometrów od bieguna południowego

Temperatura: -20 st. C z ryzykiem wystąpienia zimniejszych wiatrów katabatycznych (wiatru spływającego ze wzgórz, albo z lodowca)

Kiedy?: Rejestracja na bieg w październiku 2018 właśnie się rozpoczęła

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 8

W pobliżu południowego bieguna możemy wybrać spośród dwóch dystansów – maratonu i półmaratonu. Maraton jest jedynym rozgrywanym na kontynentalnej Antarktydzie, dlatego jeśli ktoś planuje zaliczyć takie bieg na wszystkich kontynentach świata niech już dziś kupi sobie dobre gogle i zarezerwuje bilety na prywatny samolot z Chile na Antarktydę.

3. Bieg: 6633 Ultra

Miejsce: Kanada (od Eagle Plains do Oceanu Arktycznego)

Temperatura: zwykle od -30 do -40 st. C (najniższa wyniosła -52, ale podmuchy wiatru chwilowo obniżały ją do -78 st. C – było tak podczas biegu w 2008)

Kiedy?: 25 kwietnia 2018 mamy do wyboru dwie opcje na 120 oraz jedną na 350 mil do pokonania. Cena bagatelka od 2800£ do 3200£ w zależności od dystansu oraz opcji biegu

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 8

To jeden z najzimniejszych, najwietrzniejszych i najbardziej ekstremalnych ultramaratonów na naszej planecie. To prawie 200 lub ponad 560 km biegu non stop, daleko za koło podbiegunowe, którego uczestnicy muszą polegać tylko na sobie. Sam bieg to nie wszystko. Zawodnicy ciągną sanie z prowiantem, sprzętem biwakowym i odzieżą. Zazwyczaj panuje tam temperatura od -30 do – 40 st. C, ale niekiedy robi się jeszcze zimniej.

4. Bieg: The Hypothermic Half Marathon

Miejsce: Szalony cykl półmaratonów odbywający się w Kanadzie i USA od lutego do marca. Mamy do wyboru w Kanadzie: Calgary, Edmonton, Letherbridge, Red Deer, Abootsfort, Kamloops, Kelowna, Vancoover, Victoria, Winnipeg. Halifaks, Moncton, Saint Johns, St. John’s, Ottawa, Sudburry, Monteral, Regina, Saskatoon, oraz dwa starty w USA w Minnesocie w Rochester oraz Eden Prairie. Cena do 31 grudnia w kanadyjskich lokalizacjach 70 USD, w amerykańskich 50 USD

Temperatura: bardzo złożony temat, ale w Winnipeg mieliśmy -42 stopnie

Kiedy?: Zaczynamy w Calgary 10 lutego i kończymy w Rochester 3 marca.

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 8

W zeszłym roku słupek alkoholu (rtęć w tej temperaturze zamarza) na termometrach w Winnipeg w Manitobie spadł do -47 st. C. Mimo to 500 osób wzięło tam udział w półmaratonie. Miejsce słynie z mrozu. NASA nazwała nawet kawałek powierzchni Marsa na jego cześć, gdy temperatura zrównała się tam z tą, występującą na czerwonej planecie.

5, Bieg: The Antarctic Ice Ultra

Miejsce: biegun południowy

Temperatura: -20 st. C

Kiedy?: Rejestracja na 100 km bieg w 13 grudnia 2018 jak ktoś chętny trzeba polować na zapisy. Opłata; 15000 EURO,

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 10

To jedyny 100 km bieg na biegunie południowym, który jest przeznaczony nie tylko dla ultramaratończyków, ale przede wszystkim dla prawdziwych twardzieli. W 2007, z czasem 19h 58m 14s bieg wygrał Christian Schiester (na zdjęciu). 100 km na antarktycznym pustkowiu wydaje się ciągnąć w nieskończoność, a słońce podczas biegu nie zachodzi.

6.Bieg: Siberian Ice Marathon

Miejsce: Syberia

Temperatura: najniższa odnotowana wyniosła -32 st. C

Kiedy?: Tak się złożyło, że w 2018 roku maraton odbywa się 7 marca,zapisy trwają. Cena od 620 do 1432 EURO z zależności od ilości noclegów

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 8

Tak o maratonie i półmaratonie mówi dyrektor biegu Inna Czernoblawskaja: „W biegu bierze udział 800-900 uczestników z całego świata. Każdy z nich ma własny sposób, aby się do niego przygotować, ale najbardziej interesujące było bieganie w fabrycznych chłodniach. 

7. Trochę po sąsiedzku, czyli w Szwecji:

Bieg Ice Ultra

Miejsce: Lapland, Arctic, Sweden

Temperatura: -20-30 st. C

Kiedy: 20 lutego 2018

Cena na poziomie  £2250

Tak w maksymalnym skrócie: 230 kilometrów ekstremalnych lodowych wrażeń: śnieg, mróz, czyli klasyczna jazda bez trzymanki.

8.Bieg: Tough Guy

Miejsce: Wielka Brytania

Temperatura: mróz jest niewielki, ale w mokrym ubraniu jest mocno odczuwalny

Kiedy?:4 luty 2018 – ech w dzień moich urodzin fajny prezent,czyż nie?

Ryzyko odmrożeń (od 1 do 10): 9

To tradycyjny bieg z przeszkodami, który odbywa się na mrozie, ale nazwa Tough Guy nie wzięła się znikąd. Przeszkód jest 200, a pokonanie jednej z nich wiąże się z taplaniem w lodowatej wodzie. Wyzwanie testuje nie tylko ducha, ale i ciało oraz jego podatność na hipotermię. W jednej z imprez wystartowało 600 chętnych na taką próbę.

Muszę przyznać, że dzień rozpoczęcia Tough Gay mnie ciągnie. Cena 110 funtów, ale raz się popełnia samobójstwo. 

Tam gdzie mieszka się i biega w sposób ekstremalny

Dzisiaj rano na drogach Poznania pojawił się pierwsze śnieg tej połowy roku. Na razie wyglądało to raczej tak, jakby pijany kucharz sypnął cukrem pudrem zamiast na ciasto na drogi, ale przez parę chwil taka wypiekowo-zimowa sceneria się utrzymała. Kiedy wyszedłem biegać drogi były jeszcze posypane, kiedy wróciłem już czarne.

W sumie my mamy takie połowiczne szczęście do klimatu w którym mieszkamy. Nie zdarzają się u nas zbyt często ekstremalne warunki pogodowe. Owszem raz na jakiś czas mamy tzw. zimę stulecia, ale ogólnie i generalnie mieszkamy w klimacie umiarkowanym, który zapewnia nam cały kalejdoskop pogodowych spełnień. Dzięki temu nasze życie, jest z jednej strony urozmaicone, zaskakujące, a z drugiej jedynie w wyjątkowych przypadkach losowych zdarzają się ekstremalne sytuacje

Są jednak dwa takie miejsca na naszej kuli ziemskiej, gdzie samo życie jest ekstremalnym wyzwaniem.Nie piszę tutaj o miejscach, gdzie z zasady się mieszka, ewentualnie od czasu do czasu bywa, tylko o takich gdzie „normalnie” ( jeżeli można tak napisać) mieszkają ludzie, tworząc tradycyjne (hmmm) skupiska stale zamieszkane. Tymi miejscami są: Ojmiakon i Tomtor.

Oddajmy na chwilę głos Wikipedii: „Tomtor (ros. Томтор) – wieś Jakucji w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej w pobliżu miast Jakuck Magadan. Niedaleko osady przebiega Trakt Kołymski. Miejscowość leży niedaleko Ojmiakonu, będącego biegunem zimna półkuli północnej. W wiosce znajduje się małe lotnisko, z którego odbywają się cotygodniowe loty do Jakucka Ust-Nery.W wiosce leży kilka małych stawów. Domostwa przeważnie parterowe. Od października do kwietnia nie korzysta się tu z samochodów z powodu temperatury poniżej –20 °C. Mieszkańcy zimą używają tylko zaprzęgów, a bogatsi jeżdżą skuterami śnieżnymi.Wieś Tomtor może się poszczycić mianem najzimniejszej wsi świata. W styczniu 2004 roku temperatura spadła tam do –72,2 °C, ale przypuszcza się, że w Górach Wierchojańskich temperatura mogła spaść nawet do –78 °C. Tym samym został pobity rekord świata, należący wcześniej do wioski Ojmiakon. Tak na marginesie dzisiaj jest tam – 48 °C, czyli niemal cieplarniane warunki

No i przebiegamy do Omjakon, ros. Оймякон, jakucki Өймөкөөн) – wieś w rosyjskiej Jakucji (wschodnia Syberia), w ułusie ojmiakońskim nad Indygirką. Miejscowość liczy 521 mieszkańców (2001).

Nazwa Ojmiakon w języku jakuckim oznacza „niezamarzającą wodę”, co jest nawiązaniem do pobliskich gorących źródeł. Pozwoliły one na założenie wsi, pomimo wiecznej zmarzliny.

Tak się poważnie zastanawiam, jaki jest sens mieszkań w takim miejscu. Co tam można robić? Pracować przy odśnieżaniu dróg, energetyce, w zasadzie robisz sam dla siebie. Co masz z takiego życia? Pobiegać można? Dzisiaj, jak pisałem w Tomtor mamy – 48, a w Omjaon jes o cały stopień cieplej. Niemal Bahama. Wyobrażacie sobie taki klimat? To się nazywa jazda bez trzymanki. Miejsce do mieszkania dla masochistów. Muszę przyznać, że sa się zastanawiam, po co tam mieszkać? Ja rozumiem, kiedy wywieiona i osadzono, to trzeba było.Ale kiedy nie trzeba? Strach przed opuszczeniem, przez zmianą? Przecież ktoś, kto mieszka w takich warunkach nie musi się bać niczego. 

Biegnie rodzi się z tęsknoty

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Tak Grzesiu gonisz mnie w naszej rywalizacji, ale tu sprawy służbowe i nie jestem w stanie się wyrwać na parkrun, jeżeli jestem w pracy. Możesz mnie dogonić wcześniej niż myślisz

Kiedy dotykamy tak sztandarowego tematu, jak przyczyna czy też powody naszego biegania. Na ten temat napisano już hektolitry atramentu, wystukano na klawiaturze miliony znaków i wydaje się, że już nic nie można dodać.Jak mam być szczery, to wydaje mi się, że te wszystkie setki czy też tysiące powodów, przyczyn i innych takich sprowadzają się do tak jakby jednej nadrzędnej przyczyny. Tą nadrzędną przyczyną jest nasza zwykła, ludzka tęsknota. Tęsknimy a tym, by być zdrowszym, szybszym, lepszym, szczuplejszym itp. itd. Generalnie chcemy pragniemy zmiany, czyli tęsknimy za nią. Możemy napisać, że bieganie daje nam i tutaj następuje cała litania określeń, czy też sformułować co osiągamy dzięki tuptaniu. Ale to, że chcemy osiągnąć te, a nie inne cele wypływa z tego, że tęsknimy za tymi celami, one nam przyświecają, stają się naszymi jakimiś priorytetami.

I ta waśnie tęsknota zmienia się z czasem w pasję. Możemy nawet napisać pasja rodzi się z tęsknoty. I chyba co w tym jest. A koniec jeszcze jedna informacja o ciekawym biegu, który odbędzie w przeddzień Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 
http://www.okb-opalenica.pl/si–biega-si–pomaga——-bieg-26-fina-u-wo-p.html
 
 Muszę przyznać, że pobiegłbym sobie z 3 lub 4 pętle. Korci mnie, by zapisać się na pierwszą, drugą i noc może 3 albo 5. Muszę przemyśleć temat. Może pod koniec roku uda się przybyć na Cytdadelę. Jeżeli nie to trudno, za 4 miesiące Grzegorzu mnie dogonisz. Trzymam kciuki za powodzenia Twojej pogonii. Mam pewne dziwne przeczucie, że w tym roku tak się stanie. W końcu praca to praca, a biegania to bieganie. Praca zawsze na pierwszym miejscu, a bieganie wtedy, kiedy można.